sobota, 14 października 2017

13. Nie poddam się

— Lisa! Wpadłaś w paranoję! Rozumiesz to?!
Zaalarmowany krzykiem Kathy, który przebił się przez głośną muzykę, zbiegłem do połowy schodów. Zatrzymałem się, sądząc, że moje pojawienie się tam, załagodzi lub przerwie awanturę. Nie, nie chciałem, by się kłóciły… ale wiedziałem, że inaczej niczego się nie dowiem.
— Wiesz przecież, że to niemożliwe… — Babcia ściszyła głos, który drżał. — On zniknął, rozumiesz? Nie ma szans na to, żeby wrócił!
— A ten pieprzony list?! — Mama ryknęła, uderzając o coś ręką. — Ledwie zdążyłam ukryć go przed Noah! Gdyby się dowiedział, wściekłby się. Boję się, że ten człowiek tu przyjdzie i powie mu prawdę. On nas wszystkich znienawidzi!
Zabolało mnie serce. Nie miałem pojęcia, o czym mówiła matka, ale po raz pierwszy w życiu poczułem tak silny zawód, spowodowany jej osobą. Odkąd pamiętam, darzyłem ją niewyobrażalnym zaufaniem. To, że nie chciała mi mówić o jakichś swoich babskich problemach, byłem w stanie zrozumieć. Ale okazało się, że ten nieustający problem, trzymany przede mną w sekrecie, dotyczył również mnie.
— Noah nigdy nie może dowiedzieć się prawdy… — Mama zaczęła szeptać. Ledwo ją rozumiałem. — Inaczej…
Jak na złość lista odtwarzania w moim pokoju postanowiła wybrać losową, głośną piosenkę, która całkowicie zagłuszyła kobiety. Trzymałem się za pierś, czując to nieprzyjemne kłucie. Z dnia na dzień moje życie przeobrażało się w jakąś chorą telenowelę. Ja już nawet nie byłem zły.
Zwyczajnie się bałem.
Wszedłem do kuchni i podszedłem do lodówki, wyciągając z niej sok pomarańczowy. Wlałem trochę do szklanki i odstawiłem karton na miejsce, a wtedy coś zrozumiałem. Rozmowa z Kathy, która odbyła się przed nieszczęsnym wieczorem, kiedy udałem się do Tanyi. Ona musiała doskonale to wszystko wiedzieć. Nie pytała mnie o to, co działo się z mamą, przez ciekawość.
Ona sprawdzała, ile wiedziałem ja.
Ile jeszcze mogły przede mną ukryć.
— Synku, Tanya tutaj rano była, kiedy spałeś.
Drgnąłem niespokojnie. Sam już nie wiedziałem, czy głos rodzicielki wywołał tę reakcję, czy wymienione imię.
— Co chciała? — wyszeptałem, patrząc jej prosto w oczy.
Czułem się sztywny i miałem wrażenie, że z mojego ciała ucieka temperatura. Dostrzegłem niepokój w błękitnych, wpatrujących się we mnie oczach. Zmrużyła powieki.
— Powiedziała, że chciała się z tobą zobaczyć — odparła, zbliżając się. — Obiecała, że wpadnie wieczorem.
Skinąłem głową i wziąłem do ręki naczynie, chcąc jak najszybciej się ulotnić.
— Noah, coś się stało?
Pokręciłem jedynie głową i poszedłem do siebie. Zamknąłem drzwi, a naczynie odstawiłem na szafkę. Serce waliło mi jak oszalałe, ból w głowie z każdą chwilą narastał. Popatrzyłem w lustro i z niesmakiem zerknąłem na szwy. Jakie jeszcze niespodzianki i tajemnice na mnie czekały?
Kontaktowałem się z policjantem i powiedziałem mu o wszystkim, co wydarzyło się tamtego wieczora. Nie byłem w stanie zrobić nic więcej, bo nie mogłem swobodnie poruszać się po mieście. Nie byłem na tyle sprawny, by się obronić czy też uciekać. Poprosiłem Jeremiego i Aarona, by pilnowali siostry, obiecując jednocześnie, że wszystko wyjaśnię im przy najbliższym spotkaniu.
Sięgnąłem po papierosy i wyszedłem na balkon. Światła miasta mieniły się w rzęsistym i zimnym deszczu, który spadał z granatowo-pomarańczowego nieba. Obserwowałem dym, który ulatniał się z mych ust i zastanawiałem się nad tym, co powinienem zrobić. Byłem zagubiony i niepewny tego, co zaraz mogło się stać. Żyłem na skraju każdego dnia, bojąc się, że następny już nie nadejdzie. Powoli zaczynało mi brakować tych nudnych czasów, sprzed kilku miesięcy. Gdy wszystko było po staremu.
Kiedy wszedłem z powrotem do pokoju, przez mieszkanie przebiegł dźwięk domofonu. Przez chwilę zastanawiałem się, kto mógł chcieć nas odwiedzić o tej godzinie, aż w końcu dotarły do mnie słowa matki.
Tanya.
Choć przez chwilę uważałem, że to najgorsze, co mogło mi się teraz przytrafić, z drugiej strony czułem, że naprawdę za nią tęskniłem.
Serce mocniej mi zabiło, kiedy głos Arashi rozpłynął się po mieszkaniu. Przez chwilę nasłuchiwałem sympatycznej wymiany zdań, jednak w końcu mnie tknęło. W pośpiechu zacząłem wrzucać wszelkie śmiecie pod łóżko, które w ostatniej chwili nakryłem kocem. Kiedy materiał opadł na zbesztaną pościel, pokój wypełnił się dźwiękiem nieśmiałego pukania. Sięgnąłem do klamki i mocno pociągnąłem ją w swoim kierunku. Powietrze aż zmierzwiło mi włosy, a zapach słodkich perfum prędko dotarł do czułego nosa. Mój durny umysł przywołał do siebie tamtą sytuację. Wtedy też obserwowałem w jej twarz. I wtedy też ujrzałem Nataniela, skrytego w mroku jej pokoju.
— Cześć — powiedziała cicho, kiedy stałem w miejscu i wpatrywałem się w jej złociste oczy. — Mogę wejść?
Potrząsnąłem głową, chcąc się ocknąć. Zrobiłem krok w tył, dając jej nieme zaproszenie i zamknąłem za nią. Położyła na łóżku siatkę z zakupami, w której dostrzegłem kilka piw.
— Sama to kupiłaś? — zapytałem, sięgając po portfel.
Powstrzymała mnie jednak, a po chwili zaczęła ściągać kurtkę.
— Wpadłam na Thomasa — odparła — podarował nam to na milszy wieczór.
Ciężko mi opisać przebieg tego spotkania. Głównie milczeliśmy, choć wymieniliśmy trochę zdań. Pośród nich padła propozycja obejrzenia filmu. Usiadłem przed komputerem, kiedy Arashi zabrała się za przebieranie w poduszkach, w celu stworzenia wygodnego legowiska. Podczas ładowania kart w przeglądarce, spoglądałem na nią.
Naprawdę się stęskniłem.
— Wiele się zmieniło, co?
Cierpki śmiech i zamglone spojrzenie, które we mnie utkwiła. Przestałem nerwowo poruszać nogą. Odwróciłem lekko głowę, pozostawiając pięść, przyciśniętą do ust. Wiedziałem, że to, co zaraz powie, zwyczajnie mnie zmiażdży.
— Ta… — przytaknąłem, biorąc krótki wdech.
Zupełnie tak, jakby ciężar nadchodzącego zawodu powoli zaczął napierać na moje płuca.
— Oddaliliśmy się od siebie, Noah — mruknęła, obejmując jedną z poduszek. — Pamiętasz, jak blisko siebie byliśmy przez cały ten czas?
— Trudno zapomnieć — odparłem, odwracając wzrok z powrotem do monitora.
Był on jedynym źródłem światła w pokoju. Czułem się jak pod ostrzałem. Nie dostrzegałem jej mimiki, za to ona mogła mnie podziwiać jak jakiś tani eksponat w przydrożnym muzeum bubli.
— Ale wydaje mi się, że wyjdzie nam to na dobre. Zawsze byłam bardzo zagubiona w naszej relacji. Teraz chyba trochę mi lepiej. Wiem na czym stoję.
Trafiła prosto w moje serce. Oblał mnie zimny pot, a głowa zaczęła ważyć co najmniej ze trzy tony. Piła do tego wszystkiego, co robiłem jej przez te lata. Czułem to.
— Wiesz, to głupie, ale zawsze zastanawiałam się, czy to przyjaźń, czy może nieświadomie brnęliśmy w coś głębszego — zaśmiała się. Całkiem naturalnie. — Te wszystkie głupie podchody. Wspólne noce, przespane w twoich ramionach. Dotykanie mnie i inne takie…
Mój Boże.
Przecież ona nie miała pojęcia o tym, kim jest Nataniel!
— Wiesz, teraz masz chłopaka — zażartowałem, chcąc wybadać teren. — Nie mogę sobie już pozwalać na takie rzeczy. Szanuję twój związek.
— Tak… — szepnęła, spuszczając wzrok. — Cieszę się, że to rozumiesz.
Gówno prawda. Zawód, jaki pojawił się na jej twarzy sprawił, że zrobiło mi się jeszcze gorzej. Dlaczego tak kłamała?
— Powiesz mi coś? — zapytałem po kilku chwilach.
Spojrzała na mnie, wyrwana z wewnętrznego monologu.
— Wiesz, znamy się trochę. Więc nie powinienem wydawać ci się teraz bezczelny…
— Do rzeczy.
— Spałaś z nim? — Naprawdę, za bardzo mnie to nurtowało.
Spodziewałem się wybuchu. Jakiejś awantury, wrzasków, płaczu, czy oberwania prosto w twarz. Ona jednak jedynie mi się przyglądała.
— Skąd to pytanie?
Oh.
— No wiesz, Tan. — Trochę zbiła mnie z pantałyku. — Kiedy ludzie są zakochani, porywają się na różne rzeczy. Wydaje mi się…
— Nigdy nie powiedziałam, że jestem w nim zakochana.
Poczułem się, jakbym dostał obuchem w łeb. Nagle cały mój szkic sytuacji zmętniał.
— Wiesz, co przeszłam w życiu — kontynuowała, nieco pewniej. — Nigdy nie poszłabym do łóżka z kimś przypadkowym. Doskonale o tym wiesz, Noah.
Nie wiem jak długo patrzyliśmy w swoje oczy. Może trzydzieści sekund, może dziesięć minut. Miałem nieodparte wrażenie, że w tych słowach kryło się drugie dno.
Dopiero wołająca mnie mama sprawiła, że się ocknąłem. Wybrałem w końcu horror, który na stronie miał całkiem dobrą ocenę i zszedłem na dół. Kathy wcisnęła mi w ręce zapiekanki, mrucząc pod nosem, że chcę zagłodzić Wilka. Nie chciałem. Po prostu ostatnio w jej obecności odbierało mi zdolność do racjonalnego myślenia. Kiedy wróciłem na górę, Tan siedziała na brzegu łóżka, patrząc w komórkę. Usiadłem obok niej i postawiłem talerz na etażerce.
Szybko odłożyła telefon i podała mi dwie butelki piwa, prosząc o ich otwarcie. Zrobiłem to mechanicznie. Coś dziwnego zaczęło rodzić się w mojej głowie, nie mówiąc już o tym, że krew zaczęła we mnie buzować.
Odstawiłem alkohol na podłogę i obserwowałem, jak Arashi wstaje, by włączyć film.
Wtedy mnie tknęło.
Dźwignąłem się na nogi i stanąłem za nią. Jedną dłoń oparłem na jej boku, a drugą sięgnąłem do monitora. Wyłączyłem go. W pokoju zapanował mrok, lekko zmącony pomarańczową poświatą, dostającą się z ulicy przez okna.
— Tanya — szepnąłem prosto do jej ucha.
Kiedy usłyszałem ciche westchnienie, zacisnąłem palce na materiale cienkiej bluzki.
— Co robisz?
W jej głosie nie pojawił się strach. To było coś innego. Byłem pewny, że przez myśl przeszło jej, by ode mnie uciec, ale z drugiej strony, nie potrafiła.
Nie potrafiła zupełnie tak jak ja.
Odwróciłem ją w swoją stronę. Zrobiłem niewielki krok w przód, lekko popychając drobne ciało na biurko. Uderzyła o nie pupą, wszystko się zatrzęsło. Nie miała pojęcia co zrobić z rękoma, kiedy moje wsunęły się pod bluzkę. Dotykanie jej gorącej skóry było niesamowicie przyjemne. Smakowanie szyi tymbardziej. Przesuwałem ustami po delikatnej, pachnącej skórze, zbierając w sobie wszelkie siły.
— Czemu? — szepnęła.
Nie potrafiłem się jeszcze od niej oderwać. Napierałem coraz bardziej, wsłuchując się w ciche westchnienia; jakże przyjemnym uczuciem było to, kiedy wbijała paznokcie w moje plecy.
Zatracaliśmy się coraz bardziej, aż do momentu, kiedy jej dłonie oparły się o moją klatkę piersiową.
Poczułem, jak mnie odpycha.
— Czemu? — zapytała stanowczo.
Na jej policzku dostrzegłem mokre ślady po pocałunkach. Wpatrywała się we mnie, ściągając brwi. Chwyciłem jej palce i przysunąłem je do ust. Ucałowałem wierzchnią stronę dłoni.
Odpowiedź była cholernie prosta. Ale cholernie trudno było ją z siebie wydobyć. Tym razem scenariusz miał się nie powtórzyć. Tym razem wszystko chciałem zmienić.
— Tanya.
Wplątałem palce wolnej ręki w jej włosy, wciąż dociskając biodrami jej ciało do biurka. Bałem się, że mi ucieknie i nie będę miał szansy spełnić tego, co powstało w mojej głowie.
— Odpowiedz mi!
— Zawsze chciałem cię pocałować.
Dudniło mi w głowie. Czułem, jak krew we mnie wrze. Jak wszystkie myśli kołatają się bez ładu w umyśle. Choćbym bardzo chciał, nie zmieniłbym tego. Wszystko parło ku temu jedynemu życzeniu.
Ku niej.
Patrzyła na mnie strwożona. Szok, niedowierzanie, strach — powoli przeistaczały się w słodką nieśmiałość, niepewność. Jednak nawet przez krótką chwilę nie pozwoliła mi pomyśleć, że tego nie chce.
Jej twarz, która lekko się uniosła, jedynie dodała mi pewności.
Po raz pierwszy w życiu przywarłem do jej gorących, pełnych warg, które przez cały ten czas jedynie obserwowałem. Wypuściłem z siebie gorący oddech, poczułem się jak gówniarz.
Całowałem ją.
Na początku nieśmiało mi wtórowała, a jej ciało lekko drżało. Miałem wrażenie, że momentami spinała mięśnie. A ja? Odlatywałem.
Kurwa, naprawdę ją całowałem.
Kiedy w końcu rozchyliliśmy usta, myślałem, że zemdleję. Dyszałem coraz głośniej, łapczywie spijając z jej warg to, na co czekałem tyle lat. Przez zaciśnięte gardło wydawałem z siebie zduszone pomruki, kiedy jej krótkie, ciche jęki, doprowadzały mnie do szaleństwa.
Nie odrywając się od tej wspaniałej czynności, pociągnąłem Tanyę w stronę łóżka. Opadłem na nie tyłkiem, wciągając ją na swoje kolana. Wsunąłem dłonie pod bluzkę, pieszcząc jej gorące plecy, kiedy zarzuciła ramiona na moją szyję.
Już nie mogła mi uciec. Za nic w świecie. Nawet gdyby naprawdę bardzo chciała…
W końcu była moja.
M o j a.
Arashi — warknąłem zdyszany, kiedy myślałem, że uszło z nas całe powietrze.
Oparła o moją głowę czoło, jakby niezadowolona z tego, że śmiałem to przerwać. Musnąłem jej wargi i popatrzyłem w najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałem.
— Nie poddam się, Tanya.

Od autora: 3 miesiące.
Wiecie, nie wiem czemu tak się stało. Nie no, właściwie wiem. Zawsze, kiedy przychodzi lato, mam większy zapiernicz w pracy. Tak to jest w sezonie. A kiedy nieco się wszystko rozluźniło, to i ja się rozleniwiłem. Maya mnie cisnęła, próbowała jakoś zmotywować, ale już taki mój urok, że jak nie, to mogiła. Ostatnio usunąłem połowę tego rozdziału (czyli całość, jaką miałem) i zacząłem go skrobać od początku. A potem dowiedziałem się, że są jeszcze osoby, które rzeczywiście czekają na dalszy przebieg tej historii.
Dziękuję. Postaram się wziąć za siebie.

Noah się zmotywował. Wiecie, czasem kiedy wszyscy rzucają Ci kłody pod nogi, to mogą mijać się z upatrzonym celem. Zwłaszcza, kiedy zupełnie tego nie przemyślą. Ostatnio w ten sposób ktoś bardzo chciał skrzywdzić bliską mi osobę. Desperacja. Rzucanie wszystkim, co ma się pod ręką. Klapki na oczach. Liczy się jedynie moje zdanie. Tacy ludzie po pewnym czasie orientują się, że są sami jak palec. Jest im coraz gorzej, coraz ciężej. Spalili za sobą wszystkie mosty i oczekują, że szybciutko na nowo je odbudują. Żal mi ich. Pluć na rękę, którą Ci ktoś podaje, żeby pomóc zrozumieć, co robisz źle.
Czasem zastanawiam się, czy niewdzięczność nie jest przypadkiem najgorszą ludzką cechą. Cóż. Nigdy nikomu nie życzę źle. Ale na pewno wierzę w to, że karma wraca do ludzi. Niech tak będzie i tym razem.

Dzięki Mej.
I dzięki Kaori. Myślę, że do twarzy byłoby Ci z pochodnią, którą byś mnie biła. Mam jednak nadzieję, że wybaczysz mi te kilka miesięcy milczenia. Zgoda?
CREATED BY
MAYAKO