środa, 22 marca 2017

3. Nataniel

— Uwierzysz lub nie, ale normalnie widzę, jak pulsuje ci powieka.
Spojrzałem krytycznie na Thomasa, który stał obok, oparty o ścianę i jeszcze chwilę wcześniej rozmawiał przez telefon. Nawet nie zorientowałem się kiedy skończył i obrał ten sam widok za punkt swojej obserwacji.
— Bawi cię to? — zapytałem szorstko, przekrzywiając głowę.
— Właściwie, to tak — odparł, drapiąc się po szyi.
Zwróciłem wzrok z powrotem w stronę drugiego końca korytarza, gdzie działo się coś, wzbudzającego we mnie białą gorączkę. Tanya stała pod jedną z sal, razem ze swoją dobrą znajomą z roku i z uśmiechem przylepionym do twarzy, beztrosko rozmawiała z chłopakiem, którego widziałem z nią podczas koncertu.
— Możesz zrobić z siebie wariata i pójść to przerwać — zaproponował mi pełnym sarkazmu głosem. — No dawaj, bo zwątpię w twoją głupotę.
— Przestań — warknąłem i wpakowałem łokieć w jego klatkę piersiową. — Po prostu ten typ mi się nie podoba.
— Taa, jak setki innych, których od niej przegoniłeś — skomentował, widocznie nie chcąc tak szybko skończyć tej potyczki. — Wrzuć na luz, ona potrzebuje zmian i nowości. Ostatnio chodzi zaćmiona, może rozmowa z kimś innym nieco ją ocuci.
Gdybyś wiedział. Bo wiedział. Lili też wiedziała. Jednak Tanya skrzętnie skrywała przed nimi fakt, którym podzieliła się ze mną tamtego wieczora. Minął już tydzień, co skrupulatnie zbliżało nas do terminu wyjścia tego skurwiela z więzienia. Wciąż próbowałem opracować jakiś plan działania, ale z każdą nową, niekonwencjonalną myślą, wydawało mi się, że oszalałem. Byłem nawet gotów przedstawić Peterowi plany postawienia im ogrodzenia pod napięciem.
— Ty, zobacz!
Wpiłem wzrok w tamtym kierunku i aż we mnie zawrzało, kiedy ten chłopak pochylił się nad Wilkiem i ucałował jej policzek, po chwili znikając w jednej z sal wykładowych. Choć minę miałem tęgą, nie potrafiłem opisać tego, co skotłowało się w mojej głowie. Byłem wściekły, przerażony, zdołowany. Kiedy przez tyle czasu pilnowałem, by nikt nie tknął jej palcem, tak ten chłopak beztrosko musnął swoimi ohydnymi ustami jej delikatny policzek.
— Noah…
Thomas obserwował moje zaciśnięte pięści, których kostki aż zbielały. Nie miałem pojęcia, jakim cudem nad sobą panowałem. Dosięgło mnie wrażenie, że widzę wszystko na czerwono. Wzdrygnąłem się, czując jak zdrętwiało mi całe ciało.
— Ze skóry drania obedrę — warknąłem, chwytając kontakt wzrokowy z Wilkiem.
Szła w naszym kierunku i pomachała koleżance, która odbiła w stronę szatni. Zatrzymała się tuż przed nami, wbijając zastanawiające spojrzenie w moją twarz. Mogłem przysiąc, że miała zarumienione policzki, a w jej oczach dostrzegałem refleksy ekscytacji. To obrzydliwe, palące od środka uczucie narastało z każdą chwilą.
— Co mu jest? — zapytała, zerkając na Thomasa. — Wygląda, jakby się nażarł chili.
Kage parsknął śmiechem, ostentacyjnie ocierając nieistniejące łzy i poklepał mnie po ramieniu.
— Niezłomny Kruk — wymamrotał i ruszył w stronę wyjścia. — Chodź, świeże powietrze dobrze ci zrobi.
Nie patrząc na dziewczynę, ruszyłem za nim i próbowałem odliczać od dziesięciu w dół. Z całych sił starałem się powstrzymać od zadawania pytań. Nie chciałem wyjść na wścibskiego, ani tym bardziej na zazdrosnego.
Stanęliśmy na parkingu, gdzie Thomas odpalił papierosa i rozejrzał się za Lili, która wciąż się nie pojawiła.
— Co to za chłopaczek, z którym cię widziałem? — zagaił Lis, spoglądając na Tanyę.
Dziewczyna ściągnęła brwi i nagle na jej buzię wstąpiła euforia.
— Oh! Zgadnijcie, kto umówił się na randkę! — krzyknęła i wyszczerzyła białe zęby.
Po prostu czułem, jak zbladłem. Jak krew odpłynęła z mojej twarzy, a w klatce piersiowej pojawił się nienaturalny, dokuczliwy ból. Pragnąłem, by nie powiedziała tego, o czym pomyślałem. Popatrzyłem kontrolnie na Thomasa, który również spoważniał.
— Ty?  — zapytał, przechylając głowę.
Pokiwała energicznie i zgodnie głową, rozdzierając mnie na pół. Wciągnąłem głośno powietrze, zwracając na siebie jej uwagę i szybko odwróciłem głowę, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego.
Jej mina, to irytujące zadowolenie — cholernie mnie poruszyło. Cała ta sytuacja tak bardzo mi się nie podobała, jednak czułem się zablokowany. Mogłem coś zrobić, zagrać na jej uczuciach, namówić do rezygnacji i wtłoczyć do głowy, że to bez sensu… Z drugiej jednak strony, Wilk rzadko była naprawdę szczęśliwa, a w tamtej chwili na taką wyglądała. Zważając na to, że ostatnio męczyły ją jedynie strach i smutek, sumienie nie pozwalało mi jej do końca zniszczyć. Wszystko wskazywało na to, że powininem się na to zwyczajnie zgodzić. Ale to nie miało racji, kurwa, bytu.
— Nataniel zabiera mnie jutro do kina — oznajmiła radośnie, a jej twarz jeszcze bardziej rozpromieniała. — Nie wiem w co powinnam się ubrać, gdzie jest Lili?!
— Nataniel — prychnąłem, powtarzając to imię.
Zgromiła mnie spojrzeniem, które podchwyciłem. Mierzyliśmy się wzrokiem, a Thomas w milczeniu nas obserwował.
— Coś ci się nie podoba? — warknęła, odwracając głowę całkowicie do mnie.
Miałem wrażenie, że w jej oczach zapłonęła siła do walki. Chciała mnie pchnąć, albo uderzyć — sam nie wiedziałem. Dopiero gdy usłyszałem chrzęst piachu pod jej stopami, napiąłem się gotów na cios, jednak Kage złapał ją za plecak i cofnął w swoją stronę.
— Odpuść — mruknął do mnie, robiąc znaczącą minę. — Najwyżej złoimy mu skórę, jak się okaże dupkiem, to proste.
— Thomas — jęknęła, próbując od niego uciec. — Musicie tacy być?
— Wypraszam sobie — mruknął chłopak — tym razem stoję po twojej stronie. Baw się jutro dobrze, a ja przypilnuję, by ten psychopata nie poszedł was śledzić.
Świetnie, mój kumpel mnie zdradził.
— Liczę na ciebie — mruknęła cicho i westchnęła.
Zamilkliśmy.
Tanya wodziła wzrokiem za samochodami, które w pośpiechu przecinały pobliskie skrzyżowanie, Lis palił papierosa, z zafascynowaniem doglądając jego struktury, a ja miałem wrażenie, że moje życie, które pod siebie ustawiłem, właśnie stało w żywym ogniu.
Czasem brzydziłem się samym sobą. Zwodziłem Arashi jak się tylko dało. Chciałem być szczęśliwy jej kosztem. Chciałem, by była tylko m o j a, ale miałem problem z byciem tylko j e j. Coś stawało mi na drodze, czegoś się bałem, lecz sam nie potrafiłem określić, co było przyczyną takiego zachowania. Kiedy pomyślałem, że mogłaby być zadowolona przez spędzanie czasu z jakimś pospolitym dupkiem, przeobrażałem się w zawziętego skurwiela, który nie miał zamiaru na to pozwolić, stwarzając w jej głowie obraz zazdrosnego adoratora, którym nie chciałem być.
Ale byłem.
Bałem się tego, że mogę kiedyś stać się taki jak on. Przytłaczało mnie to, aż za bardzo.
Kruk, co powiesz na piwo dziś wieczorem?
Głos Thomasa skupił na nim moją uwagę.
— Bez przesady — warknąłem, zaciskając pięści w kieszeniach kurtki — przecież nie będę nigdzie za nimi łaził.
— Phew… — prychnął, odwracając poirytowany wzrok. Wiedziałem, że nacisnąłem nieświadomie tam, gdzie nie trzeba. Otóż Thomas, tak jak ja, miał trudności z rozprawianiem o swoich uczuciach. Wyglądało na to, że właśnie próbował podjąć się tej próby. — Po prostu chciałem posiedzieć, wypić piwo, spalić kilka fajek i w coś pograć.
Cofnąłem głowę i po chwili uśmiechnąłem się do niego, co skomentował kolejnym parsknięciem. Właściwie dawno nie mieliśmy okazji posiedzieć razem, a to mogło być naprawdę jedynym wyjściem z tej zakichanej sytuacji. Zerknąłem na Wilka — uśmiechała się do komórki, a ja poczułem, że coś właśnie uciekało mi z rąk. Nie mogłem tego po sobie okazać, ale wręcz musiałem się wygadać.
— Zgoda. U mnie czy u ciebie?
— Zależy kogo stać na taksówkę.
Sięgnąłem po portfel. Widząc w nim niewiele drobniaków i przypominając sobie, że stypendium miało do mnie przyjść dopiero za kilka dni, zmarniałem.
— U ciebie, na mój koszt — powiedział, gasząc peta o brzeg kamiennego kosza na śmieci. — Wsiadajcie — dodał, widząc nadchodzącą Lili.

— Spodziewasz się gości?
Popatrzyłem na mamę, która rozkładała naczynia na niewielkim stoliku do kawy w salonie. Odkąd sięgałem pamięcią, mieszkaliśmy w dwupoziomowym mieszkaniu, w którym zostaliśmy zupełnie sami, odkąd mój ojciec zniknął. Słuch po nim zaginął, kiedy miałem siedem czy osiem lat… jednak ani ja, ani mama, nigdy za nim nie płakaliśmy, nie tęskniliśmy. Był obrzydliwym skurwielem, który potrafił jedynie nas lać i przepijać pieniądze, na które ciężko pracowała moja rodzicielka. Jego zniknięcie było nam na rękę i pozwoliło spróbować od nowa.
— Thomas do mnie wpadnie — odpowiedziałem, wycierając ręcznikiem głowę. — Zamkniemy się na górze, nie będziemy przeszkadzać.
— Nigdy nie powiedziałam, że w czymkolwiek przeszkadzacie — odpowiedziała, uśmiechając się ciepło. — Dobrze wiesz, że lubię tego chłopaka, tak samo jak Lili i Tanyę… Właśnie.
Mamo, proszę, nie.
— Dawno nie widziałam u nas Tanyi, coś się stało?
— Nie — uciąłem. I poszedłem do kuchni. Zajrzałam do lodówki, ale szybko ją zamknąłem, czując na sobie wyczekujące spojrzenie. — Po prostu ma wiele zajęć i znalazła sobie… chłopaka.
— I co, zazdrość cię zżera?
Popatrzyłem na nią zblazowany, ostentacyjnie opuszczając szczękę w dół.
— Mamo?
— Och, synu… — Westchnęła i wyjęła z szuflady kilka kompletów sztućców. — Kiedy przejrzysz na oczy?
— Zajmij się swoją imprezą, okay?
Pokręciła głową i zniknęła w salonie. Tego dnia miała imieniny i miało wpaść do niej kilkoro bliskich znajomych. Nie miała mi za złe tego, że nie chciałem siedzieć na dole. Tak naprawdę nie miałem o czym z nimi rozmawiać, a tym bardziej czuć się jakoś luźno. Wolała, żebym zaszył się na górze z kumplem, niż udawał, że się świetnie bawię.
Moja matka i Lis byli jedynymi osobami, które doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jakie podejście miałem do Arashi. Co najlepsze, nigdy im niczego nie powiedziałem, ale oni posiadali od zawsze tę drażniącą umiejętność czytania z ludzi, jak z otwartej księgi.

— Jakim ty jesteś idiotą, Naoh!
Thomas cisnął padem na łóżko i poderwał się na miękkie nogi, gwałtownie chwytając mnie za kaptur bluzy. Nie czekając na zgodę czy sprzeciw, pociągnął mnie siłą w stronę balkonu. Otworzył drzwi i pchnął mnie na balustradę; w jego oczach piekliła się agresja i niezrozumienie.
— Rzygać mi się już tobą chce — dodał, rzucając w moje ręce paczkę papierosów.
Odpalił jednego i gdy tylko poszedłem w jego ślady, znowu na mnie natarł. Zacisnął pięść na moim ubraniu i szarpnął nim, a ja, zdezorientowany jego niecodziennym zachowaniem, nawet nie drgnąłem.
— Powiedz mi, ale kurwa szczerze, ile lat już bawisz się z nią w kotka i myszkę? — warknął, dmuchając dymem prosto w moją twarz. — Odkąd pamiętam, zachowujesz się jak pajac. Niezdecydowany, irytujący, durny pajac. Masz w rękach kobietę, która mogłaby dać ci wszystko. Która od lat nieustannie pokazywała ci, jak bardzo jej na tobie zależy. No kurwa! Potraficie spać ze sobą w jednym łóżku. Siedzisz całymi wieczorami, tuląc ją do siebie, jakby była twoją własnością. Właściwie, to tak właśnie ją traktujesz. Ubezwłasnowolniłeś ją, przez jakąś durną nadwrażliwość i dumę, a sam często spotykasz się z innymi dziewczynami.
— Nie chcę z nią być, Thomas — wycedziłem przez zeby, odrywając od siebie jego rękę. — Po prostu po tym, co ją kiedyś spotkało, jestem względem niej nadopiekuńczy. Jest dla mnie jak młodsza siostra, na którą muszę mieć nieustannie oko…
— Ty chcesz mieć na nią nieustannie oko — sprostował, kpiąc ze mnie. — Wasza relacja ma tyle wspólnego ze zwykłym braterstwem, ile ja z tresurą słoni. Tylko jakiś skończony debil nie zauważyłby tego, jak rozbieracie się wzrokiem. Ta chemia, która pomiędzy wami siedzi, wręcz zagęszcza powietrze, stfu!
Zamilkłem i popatrzyłem na wieczorną panoramę miasta, nad którym wisiały ciężkie chmury.
— Nie chcę z nią być — powtórzyłem cicho, zamykając powieki. — Nie chciałbym jej nigdy skrzywdzić… Nie zasłużyła po tym wszystkim, co przeszła. Jest dobrą, ciepłą osobą, której należy się coś więcej, niż taki dupek jak ja.
— Aktualnie burzysz to, co sprawia, że się uśmiecha — odparł spokojnie i łypnął na mnie. — Skoro uważasz, że nie jesteś dla niej, to dlaczego nie pozwolisz jej spróbować z kimś innym? Od kiedy przyszliśmy na studia, a ona nieco się otworzyła, przeganiasz od niej wszystkich facetów, bardziej skrupulatnie niż Peter. Daj komuś szansę. Choćby temu Natanielowi, skoro wywarł na niej takiej dobre wrażenie.
— Kiedy on…
— Nie znasz go, na Boga! — Aż czułem, jak w nim zawrzało. — Mam ci przypomnieć ile razy ten twój niby niezawodny instynkt, kurde, zawiódł? Słuchaj, skoro uważasz, że każdy jest zły, to może po prostu przestań być zwykłym frajerem i ty stań u jej boku. Ale jako facet, a nie bodyguard ze skłonnościami do popadania w skrajności.
— Albo powinienem całkowicie odpuścić…
— Myślę, że to nie jest złe rozwiązanie.
Chłód, który towarzyszył jego słowom, wypełnił zarówno moje serce i głowę. Thomas zawsze był bezpośredni i za to go szanowałem, ale w tamtej chwili miałem wrażenie, że chciał mi dobić ostatni gwóźdź do trumny, choć w jego mniemaniu, pewnie pragnął otworzyć mi oczy.
— Noah, ty jesteś po prostu chory — oznajmił spokojnie, wyrzucając peta za barierkę. Obserwował jego lot w milczeniu i wziął głęboki wdech. — Z jednej strony uważasz, że nigdy ze sobą nie będziecie, że to nierealne. Z drugiej, kiedy czasem widzę, jak obserwujesz jej usta z dziką rządzą i naiwną próbą ukrycia tego przed innymi… To jak jej dotykasz, jak czasem szepczej jej coś na ucho. Wyglądasz jak uwodziciel, któremu nie może oprzeć się żadna dziewczyna. Jak myśliwy, który chce upolować najsilniejszego, najpiękniejszego, najbardziej nieprzystępnego wilka w stadzie. Jednocześnie wyryłeś w jej głowie, że jakiekolwiek uczucie między wami jest zakazane. Czemu tak lubisz ją niszczyć?
Niszczyć?
— Przecież ja…
— Dokładnie to robisz, Tsuki. — Poprawił okulary i westchnął cicho. — Niszczysz ją. Tłamsisz w niej każde ciepłe uczucie, które kiełkuje w jej zniszczonym sercu. Stwarzasz złudną nadzieję na to, że ty, wielki Noah, który zawsze przychodzi jej na ratunek, robi to jedynie z poczucia obowiązku. Jest zagubiona, zdezorientowana…
— Thomas…
— Więc oddaj mi tę jedną przysługę — przerwał, zupełnie negując moją próbę utrzymania dialogu. — Odpuść. Albo w końcu przyznaj się przed samym sobą, co czujesz do Tanyi, albo zostaw ją w spokoju i pozwól w końcu rozwinąć skrzydła. Jesteś jak żelazna klatka, która ogranicza ich ruchy, rozpiętość. Kto wie, może kiedy w końcu się od ciebie uwolni, to zyska coś niepowtarzalnego. Stanie się kimś… kim zawsze chciała być. Kimś, kto zapomniał o swojej przeszłości i przestanie do niej wracać za każdym razem, kiedy twoje opiekuńcze ramiona przypomną jej, dlaczego w ogóle oplatają jej ciało.
Tak właśnie Lis trafił w samo sedno całej tej sytuacji. Otworzył oczy i pozwolił w jakiś sposób spojrzeć na moje czyny z perspektywy Arashi. Nie wiedział tylko, że akurat teraz nie mogłem odpuścić.
— Jest pewien problem… — powiedziałem cicho, kiedy wróciliśmy do mojego pokoju.
Hałasy z dołu wzrastały, podkreślając to, jak dobrze bawili się dorośli.
— To znaczy? — zapytał, kiedy na nowo odpalił Left4Dead. Światło ekranu telewizora odbijało się w jego szkłach, przysparzając mu nieco enigmatycznego wizerunku.
Sięgnąłem po komórkę i wpatrzyłem się w jej pusty ekran. Zazwyczaj, kilka razy w przeciągu dnia, wymieniałem z Wilkiem trochę nieuprzejmych wiadomości, co by umilić sobie nieco wieczór i jednocześnie go uprzykrzyć. Od kiedy jednak Thomas podrzucił je pod mieszkanie Lili, nie dostałem żadnego sms. Dochodziła północ, a ja nawet nie wiedziałem, czy była już w domu. Choć uważałem to za durny błąd strategiczny, wstukałem krótkie “wróciłaś?” i wróciłem do Thomasa, który wciąż czekał, aż skończę swoją wypowiedź.
— Ten skurwiel wychodzi z więzienia za niespełna trzy tygodnie.
Pad wypadł z jego dłoni a przestraszone, otrzeźwione spojrzenie, zwróciło się ku mnie.
— To żart?
— Nie. — Pokręciłem przecząco głową. — Powiedziała mi o tym kilka dni temu. Sam byłem i jestem w szoku. Nie potrafię zebrać do kupy myśli. Dlatego ten jej Nataniel jest kimś, do kogo nastawiam się negatywnie. Akurat w takim okresie, kiedy powinna zachować szczególną ostrożność, ona pakuje się w nowe znajomości.
— Może to jakaś korzyść?
Popatrzyłem na niego, przechylając butelkę z piwem. Byliśmy coraz bardziej pijani, a to w naszym wypadku mogło mieć wiele niebezpiecznych zakończeń, które rozpoczynały się mniej więcej takimi samymi szarpaninami na balkonie.
— Gdzie ty w tym widzisz korzyści? — parsknąłem, ocierając usta.
— Tan będzie zaangażowana w spotkania z tym chłopakiem. Spokojniejsza, nieco znieczulona na strach, a my będziemy mogli w spokoju obserwować, czy jest cała i zdrowa, oraz zyskamy jakieś rozeznanie wobec tego typa… — Widziałem, jak się wzdrygnął.
Runąłem na łóżko i otoczyłem głowę ramionami. Miałem dosyć myślenia o tym wszystkim i o niej. To była walka z wiatrakami, do której nawet nie potrafiłem podejść. Thomas miał już w głowie ułożony plan działania — był oddanym przyjacielem, który bez żadnych ukrytych intencji chciał jej pomóc i ją chronić, a ja? Potrafiłem się tylko wkurwiać, bluźnić i jeszcze na nią prychać, jak jakich obrażony kot, któremu nikt nie zrobił nic złego. Przynajmniej nieumyślnie.
Lis miał rację. Musiałem w końcu przemyśleć wiele rzeczy i podjąć jakąś decyzję. Albo w jedną, albo w drugą; albo zacząć sortować i pielęgnować te dziwne, osaczające uczucia wobec Tanyi, albo po prostu całkowicie się ich pozbyć.

Kage opuścił moje mieszkanie przed pierwszą, nieprzerwanie snując jakieś plany. Przechodząc przez salon zdążyłem zarejestrować, że znajomi mamy nie mają zamiaru szybko się od nas wynieść. Podszedłem do stołu, porozmawiałem z nimi chwilę i zjadłem trochę sałatki, czując na sobie spojrzenie mamy. Wiedziała, że coś było nie tak.
Wróciłem na górę. Wziąłem długi prysznic. Jeszcze trochę pograłem, poczytałem kilka artykułów, posłuchałem muzyki i obejrzałem film. Nim się zorientowałem, zegar wskazywał piątą, a na dole było już zupełnie cicho. Leżąc na łóżku i patrząc w okno, zrozumiałem, że przez cały ten czas, sztucznie wypełniałem moją głowę zajęciami, by o niej nie myśleć.
O piątej dwadzieścia trzy dostałem w końcu odpowiedź: wróciłam.
Zakląłem głośno, nie mogąc się pogodzić z myślami. Była z nim tyle czasu. Nie miałem pojęcia, co mogli robić, ale moja wyobraźnia mi to dopowiadała. Zacisnąłem dłonie na pościeli, kiedy dotarło do mnie, że mógł ją nawet pocałować, a myśl o wciągnięciu do łóżka, przyprawiła mnie o mdłości.

Od Akaia: Hej!
Przepraszam, że ostatnio nie odpowiedziałem na wasze komentarze, ale jakoś tak czas mnie zżerał… Właściwie tak jak teraz. Wstawiam rozdział, bo po prostu miałem chwilkę, a Mayako mi go sprawdziła. Dziękuję, Meeej. <3 I wam za te komentarze! To naprawdę przyjemne, widzieć tylu czytelników. Wiem, że sporo osób pojawiło się tu właśnie dzięki Mai, ale i tak mnie to uszczęśliwia. Mam nadzieję, że was jakoś nie zawodzę.
Wiem, że moje rozdziały są bardzo krótkie, ale nie umiem tego napisać jednym ciągiem. Tak jest mi wygodniej i mam nadzieję, że wtedy mniej się męczycie. Ciekaw jestem ogólnego wrażenia na temat głównych bohaterów. Aktualnie najbardziej złą i nadgnitą postacią jest Noah, a wy wszystkie go tak lubicie. Ale podobno antagoniści mają coś w sobie, no nie?
Przyszła część zatytułowana jest, jako “Hipokryta”. I ku waszemu zaskoczeniu - chyba - nie będzie tam mowy o zachowaniach Noah. Oczywiście on i Tanya będą mieli swoją część, ale na chwilę chciałbym skupić waszą uwagę na kimś innym. ;) W weekend to wyskrobię, obiecuję! :) A ten screen to od Mayako; wysłała mi go dzisiaj, kojarząc z tym rozdziałem i Noah.
Jeszcze raz dziękuję za waszą aktywność i te wszystkie miłe słowa. W życiu bym się nie spodziewał. Pozdrawiam was bardzo ciepło. :)

16 komentarzy:

  1. DOBRZE, THOMAS. STRZEL MU KILKA SIERPOWYCH W JAPĘ.
    Me, to tak widzę, że w sumie nie będzie jakoś super kolorowo. Tanya po przejściach. Noah bez ojca, który nauczyłby go być takim... mężczyzną, że mężczyzną, a nie sukinsynem.

    Jak hipokrytą nie będzie Noah... To mamy stawiać właśnie na Lisa? Bo to on mu nagadał. Lul, nie wiem co dalej i jestem zdezorientowana. xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Noah dostał pstryczka w nos! Jak się okazało jego skrzętnie ukrywane uczucia do Tanyi jednak nie uszły uwadze Thomasowi. Widać więź łącząca bohaterów jest na tyle silna, że znają się na wylot. Ciekawe co takiego musieli przejść w swoim życiu.. Noah, ocknij się pajacu, baranie jeden!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza kobieta, która traktuje go jak zwykłego faceta, a nie ideał. Szanuję!

      Usuń
    2. Podejrzewam,że jestem jedną ze starszych czytelniczek na tym blogu - dlatego idwalizowanie mam dawno A sobą :) niemniej jednak każdemu bohaterowi daję szansę na zreflektowanie się, wewnętrzną przemianę. Pierwsze wrażenie przeważnie wyrzucam do szafy, żeby nie powiedzieć "do kosza"

      Usuń
    3. Miało być idealizowanie i za sobą - nie dzierżę współczesnych telefonów.

      Usuń
    4. Nigdy nie uważałem, że ktoś, kto jest młody, może być dużo mniej doświadczonym od starszych osób, bo na własnym przykładzie wiem, że różnie w życiu bywa. Ale cieszę się, że pojawiają się tutaj osoby z mojego przedziału wiekowego, a być może nawet starsze. :)

      Usuń
    5. Niewiele starsza, ale jednak :D Pisałam coś kiedyś podobnego Mayako, napiszę i Tobie. Zazdroszczę Ci tego głębszego spojrzenia na świat, na ludzi i na wszystko inne co nas otacza. Lubię Twoją refleksyjność i umiejętność przelewania emocji bohaterów na papier. Bardzo mi to imponuje, bo po trosze sama chciałabym takie umiejętności posiadać ( nie zmienia to faktu, że nad pewnymi rzeczami pracuję, choć jestem skrajnym - podwójne pogrubienie - introwertykiem). Rozumiem Twoją przyjaźń z Mayako, bo podejrzewam że potraficie się doskonale porozumieć. Mimo, że się nie znamy - nie zmieniaj się. Nie trać tej refleksyjności. Ja swoją straciłam i za nią tęsknię. Ps. Koniec podlizywania się - pisz, bo czekam na więcej!

      Usuń
  3. Jaram się Thomasem tak samo jak Noah. :D W ogóle na wstępię chcę wspomnieć, że nie tyle co uważam jak Maya, ale pragnę, by to właśnie Thomas okazał się być tym hipokrytą. :D
    Rozdział jak poprzednie - super! Pochłonęłam go w chwilę, całkowicie rozemocjonowana. Sama się skuliłam, kiedy Noah czekał na cios od Tanyi. Mogła mu przywalić, może nieco by oprzytomniał!
    Choć na początku to Arashi wydawała mi się postacią, którą mogła mnie czymś zirytować, tak teraz wiem, że jest jaka jest ze względu na Noah. Jestem ciekawa co planuje Lis, skoro tak dumał i dumał. I to wspomnienie o ojcu Kruka też mnie zaintrygowało.

    Pisz pisz! Życzę weny i czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jejku. Zaraz doprowadzę do tego, że z wielkiej miłości fanek do Noah, zrodzi się wielka nienawiść. :(

      Usuń
  4. Maraton nadrabiania wpisów na blogach musiałam zacząć od Twojego, musiałam! xD
    Szczerze mówiąc, wolę krótkie rozdziały. Myślę, że mogę wtedy spokojnie wszystko przemyśleć i refleksje nie uciekają mi zbyt szybko z głowy. I, jeśli można tak powiedzieć, każdy Twój rozdział mogę traktować jak oddzielny fragment, pewną całość, albo jak część większego opowiadania. To sztuka tworzyć coś takiego.
    Nie ukrywam, że coraz bardziej podoba mi się uzewnętrznianie wnętrzności bohaterów. Brakuje mi tego w wielu książkach, tam uczucia zostają okrojone. Czytając Twoją historię zatrzymuję się w czasie. <3
    Sprawa uczuć Noaha zaczyna być coraz bardziej skomplikowana. Ciekawi mnie, jak zamierzasz to rozwiązać. :)
    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinienem, ale powiem, że Noah będzie tak cholernie skomplikowany, że momentami sam nie wiem o czym piszę. :D

      Usuń
  5. Trochę zwlekałam z przeczytaniem, ale czas mi nie pozwala na zbytnie czytanie...
    Krótkie rozdziały są moim zdaniem znacznie lepsze niż te liczące czasami niemal do 40 stron w wordzie.
    Uwielbiam tą dziwną relację między Tanyą a Noah.

    Rozdział czytało mi się niebywale lekko. Wprost idealny na nudną lekcję religii.

    Czekam na tego hipokrytę bo aż nie mogę się doczekać kogo obsadzisz w jego roli. Chociaż i tak mam pewne podejrzenia, ale nie jestem pewna, czy aby na pewno to dobra myśl.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to Thomas dał wykład! Szanuję go za bezpośredniość i szczerość, bo w sumie powiedział wszystko to, co cisnęło mi się na usta. Chociaż ja nadal widzę tu obsesję.
    W ogóle to się zastanawiałam czy Noah dostanie w końcu w pysk czy też nie i to podczas całego praktycznie monologu Thoma. A to, że Noah powiedział mu o wyjściu tego kolesia, to chyba niezbyt w porządku wobec Tan. Żeby jeszcze z tego nie rozpętała się jakaś wojna.
    Nie wiem czy w rozmowie na parkingu miałeś taki zamiar, czy to moja wyobraźnia poszła w złym kierunku, ale odniosłam wrażenie, jakby Tan prowokowała Noah, żeby ten powiedział, że to z nim powinna iść na randkę, a nie z jakimś innym kolesiem.
    Ogólnie rozdział ciekawy, nawet bardzo, choć nadal nie wiem co się stało w przeszłości Tan, co mnie jednak trochę irytuje. Mam nadzieję, że się w końcu dowiem (zresztą nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej).

    OdpowiedzUsuń
  8. Noah jest po prostu zagubiony. Przynajmniej taki się wydaje.
    Zirytował mnie. Ale ja tam w niego wierzę. Lubię takie postacie w opowiadaniach. W zyciu prywatnym juz niezbyt. Taki pies ogrodnika trochę, ale takimi psami, i to o wiele gorszymi są kobiety (w życiu).

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO