poniedziałek, 27 marca 2017

4. Hipokryta

— Noah!
To był już czwarty raz, kiedy wzywała moje imię w przeciągu dziesięciu sekund. Szedłem z uczelnianego parkingu, wzdłuż wschodniej ściany uczelni, a ona prawdopodobnie dreptała tamtędy spod supermarketu. Peter wyrzucał tam córkę, kiedy zabierał ją ze sobą samochodem, jadąc do pracy. Udawałem, że nie słyszę zdyszanego nawoływania i miałem zamiar to ciągnąć do samego wejścia na uczelnię, by na koniec wmówić dziewczynie, że beztrosko słuchałem muzyki.
Zapomniałem jednak, że jedną z fizycznych zalet Wilka, było wręcz nierealnie szybkie przebieranie krótkimi nóżkami. Nim się zorientowałem, szczupłe, dziewczęce palce zacisnęły się na moim plecaku, a siła niepozornie słabego ramienia, mało mnie nie przewróciła.
— Jesteś głuchy? — mruknęła, wyglądając na moją twarz. — Nie próbuj mi nawet wmawiać, że słuchałeś muzyki.
— Słuchałem muzyki — odparłem mechanicznie, patrząc gdzieś w dal, ponad nią. Nie potrafiłem podchwycić z nią kontaktu wzrokowego. Bałem się, że odczyta ze mnie wszystkie emocje, które od poprzedniego wieczora mi nie odpuściły.
Uderzyła piąstką w moje biodro; dokładnie w kieszeń kurtki, z której wystawały obie słuchawki. Spalony, cóż.
— Zamyśliłem się. — Zawsze warto walczyć do końca, prawda?
— Głupi Kruk — prychnęła i skrzyżowała ramiona na piersi. Przez kilka chwil miała zaciętą minę, godną tego, by wziąć ją na poważnie. Jednak moment później, na dziewczęcej, delikatnej twarzy pojawił się grymas, do bólu przypominający zawód. — Jak minął wieczór?
— Całkiem dobrze — odparłem, wciskając ręce do kieszeni spodni. — Nie licz, że zapytam, jak ty się bawiłaś.
Swoim spojrzeniem zmusiła mnie do tego, bym w końcu na nią popatrzył. Nie była zaskoczona moimi słowami; nie wyglądała na urażoną czy zdenerwowaną. Wiedziała, że nie chciałem o tym słuchać i prawdopodobnie nie miała zamiaru nawet próbować relacjonować przebiegu spotkania z Natanielem, ale ja, dumny i durny facet, musiałem podkreślić swoją niechęć.
— Co robię źle?
Aż przeszły mnie dreszcze. Jej głos zadrżał, kiedy zadała to niepozorne pytanie. Wyciągnęła dłoń i chwyciła za krawędź mojej rozpiętej kurtki, lekko zaciskając na niej palce. Patrzyła mi prosto w oczy, wyczekując satysfakcjonującej odpowiedzi, a ja nie potrafiłem wydukać słowa. Zaaferowany jej zachowaniem nie dostrzegłem, że ktoś się do nas zbliżał. Pewny tego, że była to zupełnie obca osoba, nawet nie podniosłem wzroku. Tanya jednak straciła równowagę, pchnięta w moją stronę. Chwyciłem ją za barki, by na mnie nie runęła i zacisnąłem zęby, patrząc na intruza.
Anna. Szła dalej, kpiąco patrząc mi w oczy. Zatrzymała się jednak, jakby chcąc, by któreś z nas skomentowało jej durną, dziecinną zagrywkę. Arashi napięła mięśnie i gotowa była do tego, by doskoczyć do dziewczyny, jednak ją powstrzymałem.
— Nie warto — szepnąłem, a mój wzrok powiódł w kierunku blondynki. — Radzę ci pamiętać, co ostatnio powiedziałem. Nie będę się z tobą patyczkować, pamiętaj o tym.
Była kochanka straciła wolę walki, delikatnie rozchylając usta. Nie wiem, czy przestraszyły ją moje słowa, czy ton głosu, ale przestała być już taka pewna siebie. Wahała się przez kilka chwil, by w końcu prychnąć coś pod nosem i idąc dalej w swoim kierunku.
— Co jej powiedziałeś? — Tanya odwróciła się w końcu w moją stronę.
— Nic ciekawego — odparłem, ruszając przed siebie. — Obiecaj mi tylko, że jeżeli chociaż krzywo na ciebie popatrzy, to mi o tym powiesz, dobrze?
Pokiwała zgodnie głową i spuściła ją, patrząc na czubki butów. Miałem szczęście; tamta idiotka rozproszyła niezręczną sytuację, pozwalając mi uciec od niewygodnej rozmowy. Byłem pewny, że Wilk chciała odnieść się do mojego zachowania i tego, jak zacząłem ją ostatnio traktować. To naprawdę nie był moment na takie rozmowy, albo po prostu nie miałem na nie ochoty.
Gdy podeszliśmy pod oszklone wejście, gdzie sporo studenciaków paliło papierosy, coś zwróciło moją uwagę. Dostrzegłem za szybą gwałtowny ruch; nie wiedziałem dokładnie co się tam dzieje, ale błyskawicznie chwyciłem Tanyę w pasie i oderwałem od ziemi, obracając się z nią w tył. Gdybym tego nie zrobił, otwarte z impetem drzwi, prawdopodobnie by ją zmiażdżyły. Zacisnęła palce na moich przedramionach, machając nogami w poszukiwaniu gruntu.
Budynek opuścił chłopak, którego sylwetka wydawała mi się być dziwnie znajomą, mimo, że nie miałem możliwości dostrzec jego twarzy, skrytej w cieniu kaptura. Szedł prędko, oglądając się za siebie, jakby próbował przed czymś uciec. W momencie, kiedy mnie tknęło, Tanya również go rozpoznała. Wyskoczyła mi z rąk i chwyciła mocno za rękaw, kiedy w wejściu pojawił się rozwścieczony Thomas. Zlokalizował uciekiniera i porwał się w pościg, a ja stałem w miejscu, nie wiedząc co zrobić. Zaraz naszym oczom ukazała się przerażona i zapłakana Lili, która szlochała i nawoływała Lisa, zwracając na siebie jeszcze więcej uwagi gapiów.
— Noah, powstrzymaj go! — jęknęła, dopadając Tanyę i wciskając się w jej ramiona. — Wyrzucą go z uczelni!
Bez namysłu ruszyłem w tamtą stronę, kiedy Thomas powalił tego chłopaka na ziemię. Lili miała rację — na naszym uniwersytecie takie sytuacje były niedopuszczalne. Każde przejawy agresji były srogo karane, nawet wydaleniem. Rzuciłem plecak i chwyciłem Kage pod ramionami, próbując powstrzymać go od forsowania pięściami twarzy ofiary. Problem polegał na tym, że ten niepozorny okularnik miał tak dużo siły, że nie tak łatwo było go zatrzymać, a szczególnie w takim amoku.
— Kretynie, nie pod uczelnią! — syknąłem, cofając głowę. Nie miałem ochoty oberwać w twarz. — Zostaw go! Narobisz sobie problemów!
— Zabiję gnoja — wycharczał złowrogo.
Zrobiło mi się zimno.
Ofiarą mojego drogiego przyjaciela był niejaki Chris. Ten gnojek nosił status byłego chłopaka Lili, którego Thomas nienawidził od samego początku. Od zawsze się żarli, nieraz nawet musiałem ich rozdzielać, a relacja między Lisem i Sową dosłownie upadła. Tanya uważała to za kryzys w naszej paczce i właściwie podzielałem jej zdanie. Rzec można, iż nawet bałem się o to, że już nic nie wróci do tego, co było kiedyś. Ja i Arashi czuliśmy się rozdarci między dwoma obozami, a Tanya nawet dorobiła się czegoś na wzór załamania psychicznego. Oczywiście wszystko to znalazło w końcu swój tragiczny finał. Z naciskiem na tragiczny.
— Mówiłem ci, śmieciu, że następnym razem cię zatłukę! — Kage nie dawał za wygraną.
Usłyszałem głos Wilka. Zerknąłem kątem oka w jej stronę i dostrzegłem nadchodzących ochroniarzy, przed którymi próbowała nas zaalarmować. Szczerze? Straciłem chęci do czegokolwiek; byli wielcy, szerocy i… cholernie niesympatyczni.
— Thomas, ochrona idzie spuścić nam wpierdol! — Napiąłem się i z całych sił pociągnąłem go w tył, w końcu odrywając od Chrisa.
Runęliśmy na ziemię, a po chwili poczułem gwałtowne szarpnięcie. Oczywiście, że zostałem jako pierwszy powalony na ziemię; ochroniarz zablokował mi dłonie na nerkach, dociskając do ziemi kolanem, a drugi prawie roztrzaskał nos Lisa o beton. Nie mogłem uwierzyć, że wpadłem w te przypadkowe kłopoty.
— Niech panowie ich zostawią!
Przestraszony popatrzyłem w górę, gdzie Tanya próbowała powstrzymać oprawcę przed ograniczaniem moich ruchów. Lili stała gdzieś z tyłu i przerażona wpatrywała się w twarz poturbowanego Chrisa.
— Odejdź! — ryknął mężczyzna, odpychając brutalnie Arashi.
Zacząłem się szarpać, miałem ochotę kopnąć go w twarz za ten gest, który powtórzył kilka razy.
— Nie dotykaj jej! — Poczułem, jak zdzieram gardło, kiedy Wilk w końcu upadła na tyłek.
Wyrwałem jedną rękę i wziąłem zamach, chcąc odwrócić się na plecy. Kiedy prawie udało mi się uwolnić, ten dupek chwycił za mój nadgarstek i całkiem brutalnie wykręcił rękę. Wróciłem do punktu wyjścia, ponownie zaczynając się szarpać. W pewnym momencie jednak przestałem się ruszać. Wręcz cały zdrętwiałem, kiedy jakieś ramiona mocno oplotły Tanyę i zaczęły odciągać w tył.
— Puść! Puść, Nataniel!
Boleśnie zazgrzytałem zębami, rozwścieczony do granic możliwości. Prawdopodobnie, gdyby ten ochroniarz nie przygniótł mnie swoim cielskiem, wpadłbym w taki sam szał jak Thomas.
— Odpuść! — Usłyszałem głos chłopaka. — Nie pakuj się w kłopoty przez tych idiotów!
— O kurwa — warknąłem, jednak silna ręka mężczyzny oplotła mój kark.
Czoło zderzyłem z lodowatym betonem i wciągnąłem nosem chyba kilogram piachu. Po chwili zorientowałem się, że słyszę policyjne syreny.

Kage siedział na krześle obok mnie i poruszał nerwowo nogą, wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Byłem wściekły, bo wpakował nas w kłopoty. Nie. Właściwie, to byłem wściekły na siebie za to, że w ogóle za nim pobiegłem.
— Chory hipokryta — warknąłem, kiedy gwałtownie uderzył plecami o oparcie.
— Zamknij się, palancie.
— Hipokryta — powtórzyłem hardo, a po chwili leżałem na ziemi, czując, jak krew wypływa z mojego nosa i w obleśny sposób pieści swoim ciepłem wargi. — Do tego idiota!
Jakiś młody policjant wyjrzał na nas z sali i przerażony poderwał się z siedziska, chcąc już do nas podejść, ale gestem ręki pokazałem mu, że po prostu nie warto. Wdrapałem się z powrotem na miejsce obok Thomasa i z wdzięcznością przyjąłem chusteczkę od pani, która wychodziła z mopem z pokoiku socjalnego.
— Zrobił jej coś? — zapytałem, patrząc na zabarwiony czerwienią papier.
— Nie zdążył.
— A ty mu roztrzaskałeś twarz?
— Tak.
Wzruszył ramionami i odwrócił ode mnie głowę.
Chris upił Lili w jednym z klubów i zabrał na domówkę, na której w ostatniej chwili nasz znajomy uratował jej życie. Jakichś dwóch chłopaków dostało pozwolenie od niego, na zabawę  z jego dziewczyną. Nie mieliśmy na to żadnych dowodów, więc policja nie mogła nam pomóc, ale postanowiliśmy wymierzyć im karę na własną rękę. Ja i Thomas, wraz z Aaronem — starszym bratem Tanyi — szybciutko ich odnaleźliśmy i odwdzięczyliśmy się za to, co zrobili naszej przyjaciółce. Lis poprzysiągł wtedy Chrisowi, że jeżeli kiedykolwiek pojawi się w pobliżu Lili, to bez zastanowienia go zabije.
Nietrudno się domyślić, jakie Kage ma intencje. Sowa od zawsze była osobą, która poruszała skamieniałe serce Thomasa i sprawiała, że na jego twarz wstępowały jakieś inne uczucia, niż chłodna obojętność. Miałem wrażenie, że byliśmy w tej samej sytuacji. Jednak ja — usilnie nie chciałem, by Tan się do mnie zbliżyła. On — chciał, by Sowa zrozumiała co czuł i jak bardzo pragnął mieć ją tylko dla siebie, ale za nic w świecie nie potrafił jej o tym powiedzieć, ani tego pokazać. Innymi słowy, moja relacja z Tanyą była skutkiem własnych wyborów, a Thomas i Lili stali w miejscu przez tchórzostwo mojego kumpla.
— Jakim prawem prawisz mi morały — wyszeptałem, dotykając nosa w obawie, że mi go połamał. — Mógłbyś w końcu powiedzieć jej, jak to wygląda z twojej strony.
— Jakie ma to znaczenie względem tej sytuacji? — zapytał, wstając. Szybko jednak przysiadł, widząc na horyzoncie policjanta, który wcześniej wcisnął go siłą do samochodu.
— Moim zdaniem spore. Nie ukrywam, że sam spuściłbym mu łomot, tak samo jak ty bez najmniejszych przeszkód chroniłbyś Tanyę, zważając na to, co stało się w przeszłości, ale mieszasz jej w głowie. Prawie zatłukłeś typa, który nawet nie zdążył jej dotknąć. To nie jest zbyt zdrowa reakcja.
— Słuchaj, palancie, sprawa wygląda tak, że ani ty mi, ani ja tobie, nie powinniśmy mówić co robić — wymamrotał, dotykając skroni. — Dlatego zamknij się już i odczep. Wczoraj był czas na poważne rozmowy.
— Masz zamiar do końca życia ukrywać, co do niej czujesz? — drążyłem, ale zamknąłem się, widząc jego spojrzenie.
— Jesteś ostatnią osobą, która powinna mi to kiedykolwiek powiedzieć, ty skończony idioto! — Jego dłoń z impetem rąbnęła mnie w potylicę.
— O co w ogóle poszło? — zapytałem, wściekle rozmasowując tył czaszki. — Co on tam robił?
Kage zamilkł i zakrył usta dłonią, mrużąc powieki.
— Właściwie, to nie wiem — odpowiedział i wzruszył ramionami. Zrobiłem znaczącą minę, przerażony jego zachowaniem, jednak popatrzył na mnie kontrolnie. — Nie zdążyłem jej zapytać. Spostrzegłem tylko z daleka, jak się z nią szarpał, tak, jakby próbował wyciągnąć ją z uczelni. Na szczęście jej znajomy z roku był w pobliżu i go od niej odepchnął. Potem zobaczył jak biegnę w ich stronę i zaczął wiać.
Chrząknięcie z naprzeciwka przykuło naszą uwagę. Kiedy wyczuliśmy na sobie nieprzychylne spojrzenie rosłego oficera, zamilkliśmy i posłusznie weszliśmy do jego gabinetu.
— Siadajcie — powiedział szorstko, a ja miałem wrażenie, że zaraz umrę.
Nie byłem nigdy kimś, kto stresował się w takich chwilach. Zazwyczaj spływało to po mnie jak po kaczce; mówiłem prawdę lub nieco nią manipulowałem, ale w pewnym momencie zorientowałem się, że każdy kolejny incydent z udziałem policji, niesamowicie mocno poruszał moją matkę. Już jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę pchał się w takie sytuacje, choćby ze względu na jej zdrowie.
— Okay — mruknął funkcjonariusz, który skinął do drugiego, by zamknął drzwi. — Tamten chłopak nie wniósł żadnego oskarżenia, ale to nadal nie zwalnia was z przesłuchania. Jeżeli przedstawicie mi jakieś sensowne argumenty, nie będę musiał was bronić przed pozwem z urzędu. Rozumiecie o czym mówię?
Rozejrzałem się, przekonany, że jesteśmy w ukrytej kamerze. On mrugał do nas okiem.
— Może pan powiedzieć, o co panu chodzi?
Pytanie Lisa wbiło mnie w ziemię, razem z tym skrzypiącym krzesełkiem. Rozumiałem jego bezceremonialność wobec bliskich, czy wrogich osób, ale nie do policji. W taki sposób nie mieliśmy szans się uratować.
— Ocipiałeś? — syknąłem, mrużąc powieki.
— Chłopcy… — Mężczyzna zaśmiał się krótko, ściągając służbową kurtkę. — Takich sytuacji, jak ta, mam dziennie po kilkanaście. Często kończą się one umorzeniem, jednak tak czy siak, muszę spisać protokół, rozumiecie?
Thomas opowiedział mężczyźnie o tym, że Chris wpadł na uczelnie, przytaczając również kilka faktów z przeszłości, które doprowadziły chłopaka do takiej agresji. Oczywiście nie zagłębiał się w to zbyt mocno, by nie rozdrapywać starych ran i tworzyć policjantom dodatkowego zajęcia.
Zabłądziłem myślami jakąś godzinę wstecz, kiedy moje ciało boleśnie zderzyło się z ziemią. Krzyk Tanyi nieustannie rozbrzmiewał mi w głowie, a widok Nataniela, który objął ją i ode mnie odciągał, przyprawiał o ból w skroniach. Niby siedziałem na tym komisariacie zupełnie niewinny, ale gdyby ten ochroniarz trzymał mnie nieco słabiej, prawdopodobnie załatwiłbym tego chłopaka tak samo, jak Thomas stłukł Chrisa.
— A pan nie ma nam nic do powiedzenia? — Usłyszałem i skupiłem wzrok na twarzy przesłuchującego nas funkcjonariusza.
— On został w to wplątany zupełnie przypadkiem — powiedział Kage, zamykając powieki. — Próbował mnie jedynie odciągnąć, ale ochrona uznała, że miał w tym większy udział. Możecie to sprawdzić na monitoringu.
Pokiwałem zgodnie głową, chcąc niemo potwierdzić jego słowa. Podałem jedynie swoje dane i potwierdziłem prawidłowość protokołu, z ulgą przyjmując wieść, że jesteśmy wolni. Kiedy ruszyliśmy do wyjścia, oficer zatrzymał nas jeszcze na moment, przywołując naszą uwagę swoim ściszonym głosem.
— Znacie tego chłopaka na tyle dobrze, by powiedzieć mi o nim kilka ciekawych rzeczy?
Wymieniłem z Thomasem zaskoczone spojrzenia i ściągnąłem brwi, kiedy po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz niepokoju.
— Właściwie niewiele — odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. — Spotykał się kiedyś z naszą przyjaciółką, ale nawet ona nigdy nie była w stanie go dobrze określić. Zakładam, że jeżeli czegoś od niego chcecie, to i tak macie więcej informacji od nas.
— Prawdopodobnie dilował.
Wykrzywiłem usta w zupełnym szoku i popatrzyłem przerażony na Lisa. Jego poważna postawa i tęgi wyraz twarzy doprowadziły mnie do niepowtarzalnie irytującego stanu konsternacji, którego nie byłem w stanie wyrazić inaczej, niż zwykłym:
— Co kurwa?
— Proszę pana… — mruknął młodszy policjant, który siedział w drugim kącie sali.
Oficer podniósł się z krzesła i podszedł bliżej, wręczając nam do rąk swoje wizytówki. Byłem tak cholernie zagubiony w całym tym zdarzeniu, że nie wiedziałem gdzie mam patrzeć i co mówić, a opanowanie Thomasa doprowadzało mnie jedynie do gorszego roztargnięcia. Wiedział o Chrisie coś, czym nigdy się z nami nie podzielił. To powoli wzmacniało moją opinię na temat tego, dlaczego Lis od samego początku tak bardzo nienawidził Chrisa. Po prostu miał to pojęcie, którego brakowało mnie, Tanyi czy samej zamieszanej — Lili.
— Z tego co pan powiedział, nie macie z nim już większej styczności — zauważył mężczyzna, patrząc na nas z góry — jednak pojawił się u was na uczelni. Gdybyście cokolwiek zauważyli… cokolwiek dziwnego, dajcie mi znać.
Wyszliśmy przed budynek komisariatu i oboje zorientowaliśmy się, że nasze samochody zostały pod uczelnią.
— Lili dzwoniła dwanaście razy — mruknął Kage, kiedy weszliśmy do autobusu, który miał dowieźć nas na wydział.
Odruchowo sięgnąłem po telefon i dostrzegłem, że moja skrzynka również była przepełniona telefonami i wiadomościami. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, że aż trzy nieodebrane pochodziły z numeru mojej matki.
— Oszalałaś?! — syknąłem, kiedy Tanya odebrała. Skorzystałem z okazji, kiedy Thomas oddzwaniał do Lili.
Co z wami?! — krzyknęła. Miała dziwnie przyspieszony oddech.
— Nic — warknąłem, cały się spinając. — Dlaczego zadzwoniłaś do mamy? Wiesz, że nie może się denerwować.
Ale Noah, nie wiedziałam co się dzieje…
— Trzeba było poczekać! — Zacisnąłem zęby i zakryłem twarz dłonią. Musiałem się uspokoić. Przecież tylko się o mnie martwiła. — Gdzie jesteś? — wypaliłem nagle.
Na uczelni — odparła spokojniej, kiedy wiedziała, że odpuściłem awanturowanie się. — Czekam na was z Lili. Wiedziałyśmy, że prawdopodobnie was wypuszczą, a zostawiliście tutaj samochody… Nataniel, poczekaj.
Aż we mnie zawrzało. Dosłownie poczułem, jak dostaję piany na ustach, jak krew przyspieszyła swój bieg. Naprawdę nie byłem w stanie pogodzić się z tym, że ten typ stał się kimś, kto wciąż miał się między nami przewijać.
Za ile tu będziecie? — zapytała.
— Za chwilę. — Nawet nie próbowałem brzmieć spokojnie. — Jeżeli nie chcesz, bym wybuchł, nawet mi się nie pokazuj na oczy z tym lalusiem.
Zamilkła, a chwilę przed rozłączeniem się, usłyszałem ciche: dobrze. Zadzwoniłem jeszcze do matki; musiałem zapewnić ją, że wszystko było jedną, durną pomyłką i nie miała się o co martwić.

Kiedy tylko podeszliśmy pod wejście, dziewczyny wybiegły ze środka. Za szybą dostrzegłem nieprzychylne spojrzenia ochroniarzy, którzy zaczęli z wolna kierować się w naszą stronę. Wiedziałem, że czekała nas jeszcze rozmowa z dziekanem naszego wydziału, lub — co gorsza — samym rektorem uczelni.
— Noah!
Miękki głos Tanyi zwrócił moją uwagę na jej twarz. Początkowo skupiłem się na przerażonej Lili, która zawisła na ciele Thomasa, jak bombka na choince. Chłopak objął ją delikatnie i skrył twarz w jej różowych włosach, za których pofarbowanie, jeszcze tydzień wcześniej chciał ją zabić.
— Płakałaś? — mruknąłem, wpatrując się w złociste oczy.
Miała zaczerwienione powieki. Odwróciła wzrok, jakby nie chcąc, bym sam wywnioskował tę odpowiedź. Przez chwilę zrobiło mi się cieplej na sercu; gdy się o mnie martwiła, czułem się niewyobrażalnie poruszony. Do głębi. Jakby dotykała moją duszę.
— Głupia… — wyszeptałem gardłowo i uniosłem dłonie.
Dotknąłem zarumienionych, delikatnych policzków, wpadając w jakiś bezdech. Dziwnie na mnie patrzyła. Wyglądała, jakby wciąż bała się, że zaraz powiem jej coś okropnego. Przejechałem kciukami po chłodnej skórze i zastanawiałem się, dlaczego nie mogę zerwać z nią tego dziwnego kontaktu wzrokowego, który wzbudził we mnie dreszcze.
Poderwałem jednak spojrzenie na ochroniarzy, którzy wyszli przed budynek. Zanim zdążyłem zareagować, tuż za nimi pojawił się wysoki blondyn. Chyba chciał czmychnąć i pozostać niezauważonym, jednak kiedy skrzyżowaliśmy wzrok, zatrzymał się. Rozchylił lekko usta, widząc pozycję, w jakiej znajdowałem się z Arashi. Aż zabiło mi mocniej serce. Nie odrywając oczu od brązowych, rozzłoszczonych tęczówek, nachyliłem powoli twarz i ucałowałem czoło Wilka, która cicho westchnęła. Przesunąłem dłonie po smukłej szczęce i wplotłem palce w kasztanowe włosy, opierając czoło o jej głowę.
— Niepotrzebnie się martwiłaś — wyszeptałem, dopiero kiedy otworzyła powieki.
Kątem oka dostrzegłem, że Nataniel hardym krokiem skierował się w stronę parkingu, trzymając w ręku telefon. Po chwili komórka Tanyi zawibrowała w kieszeni kurtki. Tym razem nie zrobiło to na mnie większego wrażenia; dosadnie pokazałem mu, że nie będzie miał ze mną tak łatwo. Wszedł na moje terytorium i to był jego duży błąd. Być może największy.
— Macie szczęście. — Głos ochroniarza sprowadził mnie szybko na ziemię. — Rektor postanowił na was zaczekać i wciąż znajduje się w swoim biurze.
Poczułem, jak Wilk zaciska palce na mojej kurtce. Popatrzyłem na nią i uśmiechnąłem się spokojnie, sięgając do kieszeni spodni. Cała złość, którą wyładowałem na nią w autobusie, zniknęła, zastąpiona uczuciem niesamowitej euforii. Wręczyłem jej kluczyki od swojego samochodu, a Thomas pchnął lekko Lili w kierunku Tanyi.
— Zaczekajcie na nas w samochodzie — powiedziałem, wymijając dziewczyny.
Pozostało nam jedynie powtórzyć to samo co na policji i liczyć na to, że rektor ułaskawi Thomasa.

— Masz rację. — Szept Kage wdarł mi się do głowy, kiedy szliśmy na parking. — Jestem hipokrytą.
Popatrzyłem na niego, ściągając nieznacznie brwi. Wiedziałem, do czego pił, ale nie miałem pojęcia, co dokładnie chciał mi w ten sposób przekazać. Wyciągnął z paczki papierosa i odpalił go prędko, kiedy dostrzegł dziewczyny, stojące przy moim aucie.
— Od lat jestem zakochany po uszy w Lili i obsesyjnie śledzę każdy jej najmniejszy ruch, nie chcąc, by wpakowała się w jakieś kłopoty — ciągnął, obserwując dziewczynę. — Wręcz ją stalkuję. Jestem chory na jej punkcie, rozumiesz?
— Witam w loży chłopców niespełna rozumu — zaśmiałem się, wzdychając po chwili. — Chris otworzył ci oczy?
— Można tak powiedzieć — odparł spokojnie — jednak nie mam zamiaru jej się do tego przyznawać. Mam wrażenie, że muszę zrobić jeszcze kilka rzeczy, nim przyjdzie czas, by otwarcie jej to wyznać.
— Nie jestem jednak sam. — Poprawiłem szalik, kiedy od dziewcząt dzieliło nas już jedynie jakieś pięćdziesiąt metrów.
— Jesteś — zaprzeczył i uśmiechnął się całkiem diabolicznie. — Ja nie traktuję Lili jak swojej własności i nie sprawiam, by nawet próbowała tak pomyśleć.
Zatrzymałem się i popatrzyłem, jak rzuca mi ostatnie, znaczące spojrzenie, nim zwrócił twarz do dziewczyn. Znowu mnie przegadał. Napotkałem spojrzenie Tanyi. Trzymała w dłoniach komórkę. Chyba była zła.

Od Akaia: Umm.
No. W każdym razie, w przyszłym rozdziale zrobi się trochę niebezpiecznie.
Rozpisałem sobie wszystko do dziesiątki jak na razie. Jestem zadowolony. :)

8 komentarzy:

  1. Akaaaiii. <3
    Ja tak kocham mordobicia, przecież wiesz. :D Ale szkoda, że trwały tak krótko i nie zajął się tym Noah. Mam nadzieję, że go nie pominiesz i też dostanie swoje pięć minut w springach. Mógłby np. rozwalić twarz Chrisowi, nie obraziłabym się.
    Ogólnie to nie ukrywam, że aż przechodziły mnie dreszcze, kiedy wrócili pod uczelnię. Noah to taki trochę pies ogrodnika na własne życzenie. Chciałabym kiedyś zrozumieć, dlaczego tak robi i mam nadzieję, że nam to wyjaśnisz.

    Zaśmiałam się dwa razy podczas przesłuchania. Sławne "ocipiałeś" i "co kurwa" wytrącały mnie z powagi. Ale wracała, kiedy Thomas wyskakiwał z nowinkami. Coś czuję, że Chris tak szybciutko nie zniknie. I zastanawia mnie powód, dla którego nie wniósł oskarżeń. Coś grubego się szykuje, mhmmm.

    Zastanawiam się, czy Tan wpadła na to, że Noah specjalnie odstawił tę szopkę przed Natanielem.

    Pisz, pisz, pisz. Tytuł następnego rozdziału już zapowiada nerwobóle fanów Noah i Tanyi. Ship upada przez Kruka. Niech on się weźmie w garść. ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciąż mi się wierzyć aż nie chce, że to pisze facet. xD Jesteś taki super. :) Mam nadzieję, że nie porzucisz tego bloga. )

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasi chłopcy są masochistami. Wierzę jednak, że z tego obłędu ucieknie Thomas, bo sobie w końcu pewne sprawy uświadomił i podejrzewam, że przyjdzie czas na poważną rozmowę z Lili w jego wykonaniu. Noah natomiast rozpoczął jakąś rywalizację z Natanielem. Mam nadzieję, że przez tą niepisaną wojnę nie zapomni kto tak naprawdę i czyje uczucia są tutaj ważne. Szkoda mi Tanyi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam w nocy. Daję komentarz żebyś wiedział, że czytam.
    Nie mam zbytniej weny na pisanie komentarza, ale powiem, że moje przypuszczenia się sprawdziły.
    Postać Nataniela mnie intryguje. Jestem ciekawa jak to wszystko potoczy się dalej. Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobła, nie wiem, jak sensownie zacząć... Z każdym kolejnym rozdziałem jestem coraz bardziej rozdarta. Próbuję wczuwać się w bohaterów, analizować ich, itepe, ale to na nic. W główce mam mętlik. Cóż, od dawna podejrzewałam, że mózg to ułomny organ.

    Scena przed uczelnią była bardzo ciekawa, jednak nie mogę zaliczyć jej do szczególnie drastycznych. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się tu prawdziwe mordoobicie i chłopcy pokażą, na co ich stać. :3 Jestem ogromnie ciekawa efektu końcowego. Uczucia pisujesz rewelacyjnie, jak będzie z bójką...?
    Jestem neutralna jeśli chodzi o Nataniela. Zachowuje się jak normalny chłopak (ale niedługo okaże się, że jest dilerem nerek lub innym złym człowiekiem xD, nie wierzę, że będzie tu jedynym normalnym). A póki co niech podrywa Tanyę i gra Noahowi na nosie.
    Noah i Thomas. Jak to możliwe, że dwóch chłopaków może rozmawiać w taki sposób? Z jednej strony otwarcie mówią sobie o swoich uczuciach, z drugiej temu zaprzeczają... ale nadal są przyjaciółmi, wspierają się (nawet jeśli czasami muszą dać drugiemu po głowie) i chronią swoje "przyjaciółki". Przypominam sobie wszystkich swoich kolegów z klasy, ich głupie odzywki, śmieszki, infantylne żarty... Ta dwójka całkowicie burzy obraz przeciętnego chłopaka. SZKODA TYLKO, ŻE NOAH I THOMAS NIE ISTNIEJĄ. ;_____;

    Mam pytanie.
    "Pozostało nam jedynie powtórzyć to samo co na policji i liczyć na to, że rektor ułaskawi Thomasa.

    — Masz rację. — Szept Kage wdarł mi się do głowy, kiedy szliśmy na parking. — Jestem hipokrytą."

    Czy ten enter powinien tu być? Wydaje mi się, że to cały czas jest sytuacja na parkingu, jak chłopcy idą na uczelnie... ale gdybyś mógł mi powiedzieć, czy dobrze myślę, byłabym wdzięczna. :)
    Jeszcze jedno i już sobie idę. xDDD DZIĘKUJĘ. Zajrzałam do zakładki "Akai czyta" (tak, stalkuje Cię, gdy tylko mam okazję) i zauważyłam tam, że o mnie wspomniałeś. Kurcze. To naprawdę miłe. :3 Niby taka głupota, a jednak sprawiła, że wrócił mi dziś humor. <3
    Pozdrawiam i pisz szybciutko! ;3;

    OdpowiedzUsuń
  6. Akurat nie mam siły na dłuższy komentarz, ale odczuwam potrzbę powiadomienia cię, że jestem, że byłam tu w sumie od pierwszego rozdziału, ale jakoś nigdy nie skomentowałam, i że bardzo podoba mi się to, jak piszesz. Rozdziały krótkie jak na mój gust, ale wiadomo, każdy pisze tyle, ile mu się podoba i nie narzucanej jakiejś odgórnej liczy znaków w rozdziale.
    Noaha lubię, chociaż gra mi na nerwach. Tak samo Tanya, chociaż akurat w jej sytuację potrafię się bardziej wczuć (znaczy też nie do końca, bo nadal nie znamy wszystkich szczegółów związanych z jej ojcem, ogólnie z jej przeszłością). W Thomasie uderzył mnie najbardziej fakt, że wiedział, że Chris jest dilerem, a przynajmniej jest o to podejrzewany, a mimo to nikomu o tym nie wspomniał. Trochę mnie to do niego zraziło, ale wiadomo, nikt nie jest bez wad. Lili... niewiele mogę o niej powiedzieć, ewentualnie to, że podoba mi się jej kolor włosów xD
    Kocham mordobicie <3 Aczkolwiek tego u ciebie bym tak nie nazwała, było krótkie (co nie znaczy, że złe, wręcz przeciwnie), a potem od razu ich rozdzielono. Hehe, liczę na więcej w przyszłości xD
    Podoba mi sę twój styl, a szczególnie to, jak opisujesz emocje. W miarę czytania blogów mam wrażenie, że tylko ja mam od czasu do czasu taki problem xDD Ale na serio, nie znam żadnego chłopaka, który by pisał opowiadania/teksty w ogóle o takie tematyce. Może to kwestia tego, że jestem jednak kilka (ta, kilka. No w sumie to jest kilka, ale pewnie nie takie kilka, o jakich myślisz xD) lat młodsza, ale jakoś dotąd żyłam w przekonaniu, że pisarze, którzy tworzyli historie skupione na uczuciach, to już nie ten wiek, nie te pokolenie, że teraz każdy z nich pisze tak, żeby była akcja, żeby koniecznie się coś działo, nie wspominając o tym, że lwią część ich głównych bohaterów stanowią chłopcy (zdaję sobie sprawę z tego, że teraz okropnie generalizuję), a książki skupiające postacie kobiece są pisane właśnie przez kobiety. Może to tylko chwilowe wrażenie, ale jak tak teraz patrzę, to chyba rzeczywiście tak jest. Co zarazem sprawia, że bardzo szanuję ciebie i twoje pisanie. Oby tak dalej! :D
    A teraz się żagnam, powiedziałam, co chciałam, czekam niecierpliwie na następny rozdział <3
    No i nie chce mi się sprawdzać komentarza, więc wybacz ewentualne błędy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mam bladego pojęcia co napisać; chyba powinnam dołączyć do loży bezmózgich czy coś. xD W każdym razie ten rozdział był cholernie niesamowity. Stworzyłeś wokół każdej postaci taką otoczkę niepewności, delikatności i zmysłowości. Cholernie chciało mi się to czytać, chociaż zwykle takie urocze opisy mnie nudzą. Jestem wielką fanką akcji, ale to już chyba wiadomo. :)
    Jestem pod wrażeniem twojego stylu pisania. Zawsze wydawało mi się, że tylko kobieta jest w stanie w taki sposób pisać o uczuciach i skomplikowanych relacjach, natomiast ty jesteś kimś, kto łamie moje dotychczasowe stereotypy i szanuję cię za to. :D
    Idę nadrabiać kolejne rozdziały, pewnie jeszcze gdzieś się pojawię. :X

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupuje to. Cokolwiek by sie nie dzialo, ja to kupuje.
    To jest tak cholernie prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO