środa, 15 marca 2017

2. Strumyk

— Może jednak znajdziesz dla mnie chwilę w sobotę?
Mój zaspany wzrok zsunął się z sylwetki Tanyi, która stała w kolejce po kawę w uczelnianej stołówce. Przebiegł z wolna po bladych kafelkach, w różnych odcieniach szarości i wpełzł na długie, odziane w czarne pończochy nogi.. Zawiesił się na chwilę na granicy spódnicy, która wydała mi się być ewidentnie za krótka, pokonał rażącą czerwień bluzki i w końcu zastygł na szczupłej buzi Anny, która stała przy naszym stoliku, od kilku minut zatruwając mój czas wolny pomiędzy ćwiczeniami.
Poczułem na twarzy karcący wzrok Lili, która leniwie opierała skroń o bark Thomasa. Każde moje złe słowo mogło być użyte przeciwko mnie, a Ame zawsze dopilnowała, bym nie robił głupstw. Szczególnie wtedy, kiedy mogły mieć wpływ na samopoczucie Wilka.
— Dam ci znać w piątek — mruknąłem, podpierając dłonią policzek.
Tanya powoli człapała w naszym kierunku z kubkiem po brzegi wypełnionym wrzątkiem. Lawirowała swobodnie pomiędzy pędzącymi studentami, którzy niekiedy zupełnie nie zwracali uwagi na taką małą istotę, jaką była. Aż mi się nóż w kieszeni otwierał, kiedy jej skupiona mina marniała, za każdym razem, jak trochę herbaty spływało po ceramicznych ściankach naczynia.
— Nie, Noah — Głos wysokiej blondynki, znowu wdarł się do mojej głowy. — Muszę wiedzieć dzisiaj. Do wieczora.
Wysunąłem krzesełko obok siebie, chcąc, by Tan spokojnie podeszła do stolika i bez większych przeszkód postawiła ten cholerny kubek na blacie. Skrzętnie skrywała swoje niezadowolenie z obecności Anny; zerknęła na nią kilka razy wzrokiem pełnym pogardy, który starała się zasłonić włosami.
— W piątek — powtórzyłem. Popatrzyłem na poirytowaną twarz intruza. — Może mi wypaść coś ważnego, więc nie będę snuł żadnych deklaracji.
— Jak wolisz, ale żebyś potem nie miał pretensji — parsknęła i odwróciła się zamaszyście, policzkując mnie z pomocą szalika.
Lili odprowadziła ją wzrokiem i pokazała dziewczynie język, a potem spojrzenie jej lazurowych oczu skierowało się prosto na mnie.
— Nie mógłbyś spotykać się z inną? — zapytała, ostentacyjnie wykrzywiając usta. — Jest pusta i do tego przeciętna.
— Widocznie takie lubi.
Tanya zabrała głos. Thomas parsknął śmiechem, jednak wciąż nie odrywał wzroku od ekranu laptopa, na którym przygotowywał prezentację; miał poprowadzić zajęcia, tą metodą gwarantując sobie zwolnienie z końcowego egzaminu.
— Serio tak uważasz? — Odgarnąłem kaskadę kasztanowych włosów, za którymi chowała twarz.
Tknęło mnie, gdy na mnie spojrzała. Złociste tęczówki prawie całkowicie skryły się za głęboką czernią źrenic, a one same wzbudziły we mnie niepokój. Nie dałem jednak poznać po sobie, że ów uczucie rzeczywiście mnie ogarnęło.
— Podobno takie jak ona łatwiej przelecieć — dogryzła mi, oblizując łyżeczkę, którą zamieszała cukier w herbacie.
Widząc, jak jej język dopieścił dolną wargę, aż zacisnąłem pięści. Igrała z ogniem, całkowicie świadomie.
— Możliwe — odparłem, kiedy zaczęła kartkować zeszyt.
— Daj spokój, Noah. — Lili rzuciła we mnie papierkiem po lizaku, którego wetknęła do buzi. — Nie jesteś typem faceta, który lubi przebywać z takimi pannami. Jest dla ciebie za durna. Spotykasz się z nią, żeby sobie pociupciać.
Westchnąłem głośno i opadłem na krzesełko. Tanya tego nie skomentowała, ale jej mina uległa diametralnej zmianie. Miałem wrażenie, że zagościł na niej wyraz swoistego triumfu, jakby Ame potwierdziła jej przypuszczenia.
Prawda była taka, że Anna nie znaczyła dla mnie zupełnie nic. Spotkałem się z nią kilka razy, uważając za całkiem znośną dziewczynę. Jak się jednak po czasie okazało, reprezentowała grupę uczelnianych przepiórek, które nie zajmowały się niczym prócz obgadywania ludzi, chodzenia do kosmetyczek i picia w klubach. Nie miała za grosz aspiracji, studiowała, bo kazali jej rodzice, którzy i tak mieli zamiar ją utrzymywać aż do śmierci. Była pusta, zadufana w sobie, głupia i łatwa. Wystarczyło kilka ciepłych słówek, jakiś nieznaczny gest i już rozchylała przed każdym nogi. Za mną uganiała się w sposób szczególny — Tanya była jej wrogiem, a ta lubiła jej dogryzać w każdy możliwy sposób.
Duma Anny raniona była za każdym razem, kiedy ostentacyjnie, patrząc jej w oczy, dotykałem Wilka w sposób, którego pragnęła blondynka. Tanya, przyzwyczajona do naszej zadziwiająco nienormalnej relacji, nic sobie z tego nie robiła, natomiast Anna dostawała przysłowiowego pierdolca i pragnęła być na miejscu Arashi. Była w stanie zrobić naprawdę wiele, by skupić na sobie moją uwagę.
Choć kilka razy rzeczywiście z tego skorzystałem, chcąc sobie nieco w życiu ulżyć, przejadło mi się to. Seks był czymś, co przez całe życie traktowałem jako addendę w związku, pozwalającą dopełniać uczucie między dwojgiem ludzi. Niedawno zorientowałem się, że ów założenie nie zostało skonsumowane w moim życiu ani razu. Nigdy nie pokochałem żadnej dziewczyny, a ta, która mogłaby zostać obdarzona takim uczuciem z mojej strony, po prostu wyznaczyła między nami pewną granicę. Granicę, do której sam ją zmusiłem.
W każdym razie moje spotkania z Anną stały się mechaniczne po dwóch czy trzech razach. Spotykaliśmy się, zamieniliśmy kilka słów, potem wciągała mnie do łóżka. Nikt, prócz Tanyi, Lili i Thomasa o nas nie wiedział. Ja też chciałem nie wiedzieć. Chciałem z tym skończyć jak najszybciej.
Sięgnąłem po komórkę i napisałem do niej, że sobota była aktualna, i że musieliśmy się spotkać. Nie raczyłem poinformować jej w jakim celu — mogłaby zacząć mnie omijać i udawać, że nigdy niczego między nami nie było, tak jakby chcąc oddalić w czasie zakończenie tej durnej relacji. Nie chciało mi się w to bawić.
Zawiesiłem wzrok na oknie i patrzyłem na ciemne chmury, zbierające się nad centrum miasta. Synoptycy od kilku dni zapowiadali okres deszczowy, który zmazał uśmiechy z twarzy ludzi o wielkich planach na weekendy. Jesień powoli rozwieszała nad betonowymi lasami swoją ponurą aurę i zapowiadała sezon na depresję.
Moje spojrzenie skupiło się zaraz na Wilku. Zakrywała ramionami uszy i nerwowo zaciskała palce na włosach. Coś było na rzeczy i wiedziałem, że nie chodziło o Annę.

Zapukałem do drzwi mieszkania, posyłając przyjazny uśmiech do staruszki, która mozolnie wspinała się po schodkach na piętro wyżej. Kilka razy pomogłem jej wnieść zakupy, kiedy spotykałem ją przed klatką, ale wciąż miałem wrażenie, że jej wiek nie pozwalał mnie zapamiętać. Zwłaszcza, gdy tak podejrzliwie łypała na mnie wzrokiem.
— Jesteś.
Popatrzyłem na blondynkę. Otworzyła mi drzwi, ubrana w granatową, krótką halkę i dosyć pożądliwie taksowała mnie wzrokiem. Już od jakiegoś czasu wcale mi się to nie podobało, a jedynie wzbudzało swego rodzaju niechęć.
— Chodź, nie mogłam się doczekać.
— Ja tylko na chwilę.
Zatrzymała się w połowie korytarza i popatrzyła na mnie zaskoczona.
— Nie rozumiem? — Niezadowolenie wkradło się na jej twarz.
— Chciałem tylko powiedzieć, że nie chce mi się już tego ciągnąć.
— Znudziłam ci się?
Byłem zaskoczony. Zamiast rozpaczy czy wściekłości, ona wciąż ze mną flirtowała. Podeszła bliżej i położyła dłoń na torsie, osłoniętym jedynie koszulką. Wspięła się na palce i musnęła delikatnie moje usta.
— Coś w tym stylu — odparłem, mimowolnie układając ręce na kościstych biodrach.
Jednocześnie chciałem ją od siebie odsunąć i dać się złapać w jej pułapkę. Byłem facetem, więc finał mógł opierać się na drugiej opcji. Byłem jednak facetem inteligentnym i musiałem rozegrać to inaczej.
— Proponuję ostatnią wspólną noc i możemy o sobie zapomnieć — powiedziałem, kiedy zdążyła mnie już wciągnąć do sypialni i pozostawić w samych spodniach.
Sprawdzałem jej naiwność i szacunek do samej siebie. Przytaknęła. Była żałosna.
Zerwałem z niej cienki materiał, obnażając całkowicie chude ciało, które właściwie już dawno przestało mnie pociągać. Pchnąłem ją lekko na łóżko i okrakiem klęknąłem na materacu, wpatrując się w dziewczęce oczy. Jej dłonie powędrowały do paska, a ja wciąż nie mogłem uwierzyć, że to robi.
— Właściwie zasugerowałem ci, że chcę cię wykorzystać, a na tobie nie zrobiło to większego znaczenia — wyszeptałem, kiedy rozpięła rozporek. — Co z tobą jest nie tak?
— Myślisz, że jesteś jedynym, z którym sypiam?
Uśmiechnąłem się. Na język cisnęło mi się jedynie to okropne określenie, którego nie lubiłem używać nawet wobec kobiet lekkich obyczajów. Oczywiście, że doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jak się prowadziła, ale dlaczego wciąż wracała do mnie?
— Widząc zawód w oczach Tanyi, kiedy wychodzisz ze mną i znikasz w moim mieszkaniu, nie potrafię się powstrzymać.
I wtedy mina mi zrzedła. Wiedziałem, że była suką, ale nie spodziewałem się tego, że jej intencje są aż tak żałosne. Miałem ochotę ją skrzywdzić. Najprawdziwszą ochotę na to, by zrobić jej coś złego, zadać ból, sprawić cierpienie.
Poczułem wibracje telefonu, który wciąż znajdował się w kieszeni moich spodni. Powstrzymując się od komentarza i czując, jak Anna pchała swoje ręce w moje bokserki, chwyciłem komórkę i ściągnąłem brwi, widząc na wyświetlaczu moje ulubione zdjęcie Wilka, które zrobiłem sam, jakiś czas temu na plaży za miastem.
— Halo? — Siliłem się na spokojny ton. Nie chciałem, by miała jakieś podejrzenia do tego, co robiłem. — Tanya?
Przez krótką chwilę docierało do mnie jedynie dziwne szumienie i jej nierówny, spazmatyczny oddech. Aż zalało mnie nieprzyjemne gorąco, którego wręcz nienawidziłem. Odtrąciłem ręce kochanki i zeskoczyłem z łóżka, nawołując imię rozmówcy, które wywołało w Annie złość.
— Strumyk — powiedziała jedynie i przerwała połączenie.
W pośpiechu zacząłem się ubierać, w ogóle nie zwracając uwagi na nagą dziewczynę, która za mną szła. Kiedy wciągnąłem na siebie kurtkę, złapała mnie za ramię.
— Ty chyba nie masz zamiaru na poważnie wyjść?!
Idiotka.
— Wychodzę i nigdy więcej tu nie wrócę, tak jak mówiłem — odparłem, wyrywając się. — Możesz o nas zupełnie zapomnieć, Anna. Dobrej nocy.
Otworzyłem drzwi i wypadłem na korytarz, jednak jeszcze raz na nią popatrzyłem.
— Odradzam ci nieczystych zagrywek wobec Tanyi — warknąłem, szukając w kieszeniach kluczy do auta. — Bez wahania zrobię ci krzywdę, jeżeli usłyszę, że choćby krzywo na nią spojrzałaś.
Prychnęła i zatrzasnęła drzwi, a ja miałem wrażenie, że ktoś zdjął z moich barków okropny ciężar. Jednak uczucie niepokoju nawet na chwilę nie chciało się ode mnie odczepić.

Zatrzymałem samochód na żwirze za jej podwórkiem i wyskoczyłem z niego, biorąc głęboki wdech. Dojechanie z miasta do małej miejscowości, znajdującej się pod nim, zajęło mi prawie dwadzieścia minut. Bałem się, że tam zmarzła, albo, że ktoś jej coś zrobił. Nienawidziłem, kiedy chodziła tam sama, a szczególnie w takie ponure wieczory.
Deszcz siąpił nieprzyjemnie z nieba, kiedy biegłem leśną ścieżką. Niedaleko jej domu znajdował się strumień, gdzie zawsze chodziła ze swoim psem i dużo tam rozmyślała. Woda w nim płynęła z siłą, która spokojnie była w stanie porwać ze sobą mnie, więc jej niewielkie ciało było dla tego prądu żadną przeszkodą. Jeden jej nieodpowiedni krok i mogła wylądować w głębokim korycie.
Zatrzymałem się, słysząc szum wody, jednak egipskie ciemności nie pozwalały mi jej dostrzec. Intuicyjnie kierowałem się w stronę kamieni, na których zawsze siedziała. Kiedy panika powoli zaczęła mnie ogarniać, wyczułem zapach dymu papierosowego.
Arashi — powiedziałem dosyć wyraźnie, chcąc usłyszeć jej głos.
Znajdowała się kilka metrów dalej, skryta w skalnej wnęce, gdzie nie sięgał jej deszcz ani niczyj wzrok. Wgramoliłem się tam i opadłem na kolana, tuż przed nią. Chwyciłem za niewielką, lodowatą dłoń i zakląłem ze złości.
— Kurwa, rozchorujesz się. — Niewiele myśląc, ściągnąłem z siebie kurtkę i mimo jej protestów, nakryłem ją i ująłem w dłonie zimne policzki. — Tanya…
Sięgała po papierosy w skrajnych przypadkach; stres, niewyobrażalne nerwy lub strach. Nie miałem pojęcia o co mogło chodzić, ale ostatnim razem widziałem ją z petem może rok wstecz.
— Co się stało?
Mogłem przysiąc, że jedyne co widziałem, to żar fajki, który odbijał się w jej zaszklonych oczach. Ciemność, w której uwielbiałem spędzać z nią czas, nagle stała mi się wroga. Blokowała wszelkie możliwości dostrzeżenia przerażonej twarzy dziewczyny, która tak bardzo na mnie polegała. Przetarłem kciukami jej policzki. Były mokre od łez, co jedynie bardziej mnie rozdrażniło.
Wcisnęła mi w ręce paczkę papierosów i westchnęła głośno.
— Zamilcz na trochę i po prostu ze mną posiedź.
Opadłem na kamienne podłoże i usiadłem obok niej. Na tyle blisko, by nasze ramiona się ze sobą stykały. Wyjąłem z opakowania jednego papierosa i zapalniczkę, która na moment rozświetliła bliską nam okolicę. Rzuciłem ukardkowe spojrzenie w jej stronę. Czerwone, spuchnięte oczy, jakby potraktowane kilkugodzinnym, nieprzerwanym płaczem. Popękane usta, na których widniała zaschnięta krew.
— Tanya, co się do cholery dzieje?
Poczułem, jak opiera o mnie głowę. Cisnęła niedopałkiem w stronę strumienia. Deszcz rozpadał się na dobre. Podkuliła nogi, by nie zdołał zmoczyć butów i rozpłakała się. Usiadłem po turecku i nie czekając na jej zgodę, czy też sprzeciw, złapałem ją mocno i wciągnąłem na siebie. Objąłem wolnym ramieniem i przycisnąłem do siebie, kiedy skuliła się i wtuliła twarz we wgłębienie nad obojczykiem.
Uparcie czekałem, aż zacznie cokolwiek mówić, w milczeniu dopalając tego cholernego szluga. Kiedy przywykłem do tej ciszy, całkowicie ją rozproszyła, unosząc lekko głowę. Gorący oddech, który wydobył się z jej ust, przebiegle podrażnił moją szyję i sprawił, że cały się napiąłem. Dawno nie byłem z nią tak blisko, na moment odebrało mi zmysły.
Obie moje dłonie powędrowały na jej ciało; lewa przyległa do boku, na którym się nieznacznie zacisnęła, a prawa przesunęła po udzie.
— Ten koszmar wróci — wyszeptała nagle, a jej głos drżał, szykując się na kolejną falę płaczu.
— O czym ty mówisz, Arashi? — Zaskoczony chwyciłem ją za policzek i wpiłem spojrzenie w jej jasną twarz, która w końcu zaczęła się wyróżniać w ciemnościach, kiedy wzrok się do nich przyzwyczaił.
— On wyjdzie z tego pierdolonego więzienia, rozumiesz? — Smukłe palce zacisnęły się na moim ramieniu. — Wyjdzie i mnie znajdzie.
— Tanya, przestań. — Dotknąłem kciukiem gorących, dziewczęcych warg. — Przestań tak mówić. Zanim wypuszczą go z paki, jeszcze trochę minie. Twój ojciec, Aaron i Jeremy nie pozwolą mu się do ciebie zbliżyć. I ja tu jestem, nie zapominaj. Teraz masz też mnie…
— Noah…
— Zabiję go, jeżeli tylko zjawi się w mieście…
— Noah.
— Nie bez powodu los nas połączył, nie pamiętasz? — zaśmiałem się nerwowo, próbująć powstrzymać drżenie rąk. Czułem, jak adrenalina uderza mi do głowy, jak pulsują mi wszystkie tętnice. — Pojawiłem się tu, by cię chronić.
— Noah, on wychodzi za miesiąc.
Całkowicie struchałem.
— Skrócili mu wyrok za dobre sprawowanie — dodała, zdławionym głosem. — Boję się. Tak bardzo się boję…
Ja też zacząłem się bać. Jak nigdy wcześniej.

Cześć, tu znowu Tsuki.
Staram się z każdą kolejną częścią odkrywać pewne karty. Nie chcę zrobić tego zbyt szybko i mam nadzieję, że podołam takiemu wyzwaniu, chociaż chciałbym wam już wszystko o nich opowiedzieć. Thomas i Lili nie będą jakoś pominięci, ich też postaram się przedstawić najlepiej jak potrafię. 



11 komentarzy:

  1. Już tak dawno nie czytałam opowiadania pisanego w pierwszej osobie a w dodatku oczami faceta.
    Ewidentnie zakochałam się w Noahu.

    Ta część naprawdę mi się podoba i nie mogę się doczekać kolejnej (ja wcale nie przerwałam nauki, by to przeczytać. Wcale a wcale XD). :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ŁO LUJU A JEDNAK NIE TAKA LEKKA TEMATYKA HYHY XD "Pani od Wywiadu" szanuje ten rozdział bardziej, niż poprzedni, szczególnie, że włączyła sobie jeden z ulubionych soundtracków i cholernie dobrze mi pasował do całej treści <3 Ta ich relacja jest tak strasznie pokręcona! Jestem stuprocentową wielbicielką Noah'a, za to wobec Tanyi mam mieszane uczucia. Czasem ją lubię, współczuję jej, a zaraz potem mam ochotę złapać ją za włosy i zanurzyć jej głowę pod wodą na jakąś godzinę, hihi.
    Tak na marginesie to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie czytać opowiadanie pisane ręką chłopaka. Jesteś chyba jedynym, który umie bawić się słowami aż tak dobrze, że z pewnością zostanę tu na dłużej, niż chwilę. Fajne jest też to, iż mam do czynienia z perspektywą faceta; tym, co on czuje i jak on widzi pewne sprawy. To może być akurat przydatne xD
    Więc nie smęcąc, kończę sezon GoT i siadam do Wywiadu :) A tobie weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od 6 godzin gram w lola. Skończę i skomentuję. xD <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, jestem.
      Zobacz, jak Cię wszystkie chwalą. Może znajdziesz dziewczynę wśród czytelniczek!

      Zauważyłam taką zależność wśród czytających kobiet, że kiedy spodoba im się główny bohater, to szukają w bohaterce byle jakiego punktu zaczepienia, który będzie mówić o tym, że się dla bohatera nie nadają. xD Kij z tym, że Tanya nic nie zrobiła, a Noah jest rozchwiany emocjonalnie i zamiast coś zrobić z ich relacją, kiedy widzi, że obie strony coś czują, to on stawia grubą kreskę. xD ALE TANYA TA GORSZA, GASZ. LASKI, CO Z WAMI. XD Sądzę, że następna część przemówi im nieco do rozsądku. xD

      A tak od siebie, wiesz co myślę. Twoje opowiadanie przede wszystkich chwyta mnie za serce ze względu na to, że w jakiś sposób nieco przypomina mi Zamknięte Dusze, a to budzi sentymenty. :)

      Buuu. :*

      Usuń
    2. ja po prostu chcę potajemnie sprawić, żeby przemycono mnie do "edge of tomorrow"; nie jestem tak bezpośrednia, jak Akai, który mówi, że jakbym szukała dla mojej Mayako faceta, to on bardzo chętnie xDDD

      Usuń
  4. Znów mam dylemat i nie wiem, jak skomentować. Powiem krótko: jestem zachwycona.
    Chciałabym być na miejscu Mayako i znać już kolejne części. ;______;

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz niesamowicie lekkie pióro, które wciąga czytelnika w świat, jaki kreujesz. Jestem typem wymagającego czytelnika i rzadko kiedy jakieś opowiadanie wywiera na mnie tak duże wrażenie i ociepla serduszko. Zdecydowanie bardziej wolę męskie pióro (nie bez powodu na mojej półce można znaleźć samych panów... osobista kolekcja mężczyzn w moim pokoju na papierze! haha :D), dlatego łatwiej mnie kupić - ależ to brzmi. Bardzo podobają mi się te wyraziste postaci, Noah intryguje, ma w sobie coś znajomego, coś "mojego", dzięki czemu łatwiej mi się z nim utożsamić. Zaś ta jego relacja z Tanyą jest naprawdę cudna i przypomina mi trochę moją sytuację sprzed lat. Cieszę się, że zdecydowałeś się zaszczycić blogosferę swoją osobą, tymże opowiadaniem. Czytać coś tak dobrego, coś, co trafia w moje gusta i to jeszcze pisane męskim okiem... miks, który uwielbiam.

    Pozdrawiam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o wybaczenie za powtórkę "czytelnika" na początku komentarza. Choroba to zło :/

      Usuń
  6. Jestem zaaaaaaaakochana! <3 Maja ma rację, to takie w klimacie zamkniętych jest i to podnosi mi ciśnienie. :D Weź tylko nikogo nie zabijaj! :3

    OdpowiedzUsuń
  7. O proszę, Noah używał sobie z Anną, ale w sumie dobrze, że zakończył tę relację... Jeszcze by coś złapał. A swoją drogą to, co zrobiła Tan tej dziewczynie, że ta jej tak nie lubi? Czy to tak po prostu, bo jak to niektóre typy mają „bo tak”?
    Scena łóżkowa stanęła mi żywcem przed oczami. Ta mu się dopiera do gaci, a on sobie komórkę odbiera. Śmiechłam.^^
    Opis spotkania nad tym strumieniem jednocześnie był i taki ponury, niepokojący, ale i jednocześnie uroczy. To oddanie Noah wobec Tan w tym momencie zwyczajnie jest piękne. No ale skoro tak długo płakała i w dodatku mowa o kolesiu co wyjdzie z pierdla. Co on jej zrobił? Proszę, tylko nie gwałt... Wręcz nienawidzę tego motywu. :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę mi sie zeszlo zanim wzięłam SIĘ za rozdział 2.
    Jest bardzo intrygujący. Bardzo mi się podobał. Relacja Noah i Tanyi... jejku słów mi brak. Ja pod kolejnymi rozdziałami rozpisywać się, nie będę. Ale postaram się coś po sobie zostawić.

    Na razie opowiadanie trafia w mój gust. ;)

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO