niedziela, 12 marca 2017

1. You're only, lonely

Wciąż nie rozumiałem, dlaczego się na to zgodziłem.
Robienie jej na złość, na przekór. Denerwowanie, dokuczanie, negowanie — przychodziło mi to z niebywałą łatwością, kiedy miałem do czynienia właśnie z nią. Jednak miesiąc wstecz, kiedy leżałem na jej łóżku, powtarzając materiały do egzaminu, usłyszałem jak wpadła w nietypowy bezdech. Popatrzyłem na nią — wielkie, nienaturalnie złociste oczy otwarte były szeroko, a długie, smukłe palce wplątały się w gęste, kasztanowe włosy i znieruchomiały tam, jakby złapane w jakąś pułapkę.
— Co znalazłaś? — zapytałem, odkładając zeszyt Thomasa na koc.
Znałem ją już całkiem długo. Takie nagłe, zupełnie randomowe sygnały, zawsze zwiastowały nadejście fali chaotycznych informacji, których nie potrafiłem przyswoić za pierwszym razem. Obserwowałem, jak powoli zwraca ku mnie swoją twarz, wciąż jednak obserwując ekran laptopa.
— Young Guns grają za miesiąc w mieście — odparła łagodnie i energicznie obróciła się w moją stronę. — Za miesiąc. U nas. Rozumiesz?
— To świetnie. — Podniosłem z powrotem lekki notatnik, którego szczerze od tygodnia nienawidziłem. — Na mnie nie licz.
— Noah!
Zaczęło się od krzyków. Potem błagania, wypominania wieloletniej przyjaźni, swatania mnie z dziewczętami, które według niej mogły do mnie pasować. Przynoszenia mi piwa i słodyczy, kiedy leżałem chory w łóżku, jeżdżenia ze mną po lekarzach i odbierania z wielu imprez, o których właściwie pragnąłem zapomnieć.
Wciąż jednak nie chciałem się zgodzić. Wolałem jak siedziała w domu. Najbardziej mi się podobało, kiedy szła na uczelnie — mogłem mieć na nią oko, bo nasze wydziały mieściły się w tym samym budynku — a potem, prosto z zajęć wracała do domu. A już w ogóle wspaniale się czułem, kiedy Lili zabierała ją autem i podrzucała pod bramę.
Byłem chorym egoistą, który lubił traktować Tanyę jak swoją nienaruszalną własność. Czułem, jak przez moje plecy przebiega wstrętny dreszcz, kiedy ktoś jej się zbyt uważnie przyglądał. Nie była moja, jednocześnie będąc wyłącznie moją. Sęk w tym, że nie byliśmy parą. Nigdy nie zetknęliśmy naszych ust i nie uprawialiśmy seksu. Zdarzało nam się jednak zasnąć razem w jednym łóżku, nierzadko tuliłem ją do piersi, z przyjemnością wdychałem jej zapach, dotykałem gładkiej skóry i gładziłem miękkie włosy. Jednocześnie wpajałem jej do głowy, że jesteśmy wobec siebie zupełnie aseksualni i nigdy nie mogłoby nas połączyć więcej, niż braterska więź. Cieszyłem się, kiedy tak beztrosko w to wierzyła i wciąż żyła po swojemu, nie mając zielonego pojęcia o tym, że oszukiwałem nie tylko ją, ale też samego siebie.
Dwa tygodnie później, podczas jednej z wizyt w domu Arashi, w salonie zatrzymał mnie jej ojciec. Od lat bardzo go szanowałem. Był równym typem faceta, któremu nie najlepiej układało się z żoną, ale wciąż próbował być wzorową głową rodziny. Wykształcony, oczytany, opanowany, właściwie zawsze uśmiechnięty. Wzbudzał respekt wśród wszystkich jej znajomych, a każdy kolejny chłopak, jaki odwiedzał ich dom, bał się do niego wrócić. Tanya była córeczką tatusia, miała dwóch starszych braci, którzy cechowali się nieustającym buntem przeciwko wszystkiemu, co lubił i wyznawał ojciec. Kochał ich, oni kochali jego, ale wciąż to Wilk była jego oczkiem w głowie. Nie bez przyczyny.
— Dziękuję — powiedział, zamaszyście podając mi dłoń, zanim zdążyłem dobrze zdjąć kurtkę. — Na tobie i Thomasie zawsze można polegać.
Ściągnąłem w zastanowieniu brwi, widząc za nim Tanyę — zaciskała usta i kręciła zabawnie głową, symulując podżynanie gardła. Znowu coś nazmyślała.
— Nie ma za co.
Zaśmiałem się, pożartowałem, wymieniłem uwagi na temat ostatniego meczu i wziąłem łyka soku ze szklanki, którą wcisnęła mi do ręki jego żona. Nie zdążyłem przełknąć.
— Wiem, że ma dwadzieścia dwa lata, ale gdyby poszła na ten koncert, to na pewno by się wplątała w coś durnego. — Peter podrapał się po głowie, patrząc kątem oka na córkę. — Więc pilnuj jej jak oczka w głowie.
Czułem, jak oblało mnie gorąco. Jeremy i Aaron wyjrzeli na mnie z pokoju najstarszego brata i zaśmiali się głośno, chyba doskonale zdając sobie sprawę ze spisku siostry. Wpiłem w nią swoje spojrzenie, niewiarygodnie poruszony tym, jak postanowiła to rozegrać.
— Jesteś podstępną żmiją — oznajmiłem cicho, kiedy wspinaliśmy się na poddasze, gdzie znajdowało się jej gniazdo. — Okropną, podstępną żmiją.
— Musiałam, przecież wiesz, że by mnie nie puścił. — Zamknęła za mną drzwi. Na krótką chwilę zostaliśmy otoczeni przez grobowe ciemności. Czułem jak przeszła obok mnie, a intensywny zapach jej szamponu podrażnił mój węch. Zapaliła lampkę nad łóżkiem i odwróciła się do mnie z głupkowatym uśmiechem. — Nie musisz tam ze mną iść, to proste. On nie musi o tym wiedzieć.
Skrzywiłem się, patrząc na nią krytycznie.
— Gdyby coś ci się stało, to mi powyrywałby nogi z dupy.
Przetarłem rozgrzaną twarz dłońmi. Czasem jej nienawidziłem.
To, co wydarzyło się w jej przeszłości, było przerażające. Dlatego jej ojciec momentami zachowywał się jak przewrażliwiony heretyk, który miał bzika na punkcie córki. Tanya była kruchą relikwią, na której nie mogły spocząć niczyje ręce — wyznawaliśmy tę zasadę oboje. Problem polegał na tym, że ja, oprócz wiedzy o tym, co jej się stało, po prostu pragnąłem mieć ją na własność i po cichu ubóstwiać. Dodatkowo schlebiał mi fakt, że według Petera, byłem jedynym pretendentem do tego, by kiedyś pobłogosławił nas jako oficjalną parę.
Teraz siedziałem pod ścianą sporej sali klubowej, w której panoszyło się od groma ludzi i czułem, jak zalewa mnie fala niepewności i zdenerwowania. Zerknąłem na telefon i po raz ostatni wykręciłem jej numer, wypatrując w mijających mnie twarzach tej jednej, konkretnej.
— Wyluzuj — mruknął Thomas — wiesz, że Tan nie da sobie nic zrobić.
— Nie odbiera — fuknąłem, rzucając komórkę na blat stolika. — Po co jej telefon, skoro nie wie do czego służy.
— Noah, siedzimy w klubie, muzyka gra tak głośno, że aż drżą mi płuca — burknął, dopijając colę. — Nawet gdyby odebrała, to i tak nic byś nie zrozumiał.
Wyciągnąłem głowę jak najwyżej mogłem. Siedzieliśmy na wzniesieniu, oddalonym od sceny, by roztańczony czy też rozszalały tłum nie napastował ludzi, chcących spokojnie wypić piwo. Zespół zrobił sobie krótką przerwę, korzystając z jakichś technicznych usterek, a ja miałem nadzieję, że Wilk raczy nas odwiedzić i chwilę odpocząć.
Trafiło mnie, kiedy w końcu ją dostrzegłem. Stała pod jednym z filarów i rozmawiała z jakimś wysokim chłopakiem. Miałem wrażenie, że skądś kojarzyłem jego profil, ale właściwie mało mnie to obchodziło. Bardziej interesowało mnie to, kto nadał mu prawo do stania przed nią i beztroskiego oglądania jej twarzy. Zakłopotanej, zaczerwienionej od gorąca buzi, do której przykleiły się nieliczne brązowe kosmyki. Uśmiechała się do niego w dziwny sposób. Nie widziałem u niej jeszcze takiego zmieszanego wyrazu twarzy.
— Gdzie idziesz?
Nie odwróciłem się, tylko wbiłem w tłum, intuicyjnie kierując się w tamtym kierunku. Niemalże na każdym kroku ktoś się o mnie ocierał, ktoś niechcący na mnie wpadał, a to jedynie podwyższało poziom mojego poirytowania. Gdy tylko wyszedłem z tłumu, obdarty z kultury i jakichś ludzkich odruchów, stanąłem właściwie między nimi i złapałem mocno za jej ramię.
— Wszędzie cię szukam.
Patrzyła na mnie z obcym niezrozumieniem w oczach, które przeplatało się z dziwną ekscytacją. Coraz bardziej mi się to nie podobało. Nieudolnie próbowałem wyrzucić z głowy myśl o tym, że to ten intruz wywoływał w niej ten podejrzany stan.
— To twój chłopak? — Usłyszałem za sobą, jednak ugryzłem się w język, ledwo powstrzymując od zwrotu w tył. — Hej, tylko rozmawiamy.
Zerknąłem zniecierpliwiony w kierunku sceny, na którą z powrotem wyszedł zespół. Z nieba mi spadli.
— Nie, to przewrażliwiony przyjaciel — odparła, wychylając się zza mnie. — Coś na wzór starszego brata.
Warknąłem cicho, że idziemy i pociągnąłem ją w tłum. Ludzie zaczęli nawoływać muzyków do jakiegoś kawałka, a ja zastanawiałem się, czy nie wyciągnąć jej stamtąd siłą. Sięgnąłem po telefon, gdzie odnalazłem wiadomość od Thomasa. Zakomunikował, iż zadzwoniła do niego Lili i musi iść.
— Świetnie — parsknąłem, zaciskając szczęki.
— Co ty wyprawiasz? — Jej krzyk dobiegł do mnie tak nagle, że prawie upuściłem komórkę. — Najpierw nie chcesz tu ze mną przyjść, a potem zachowujesz się gorzej niż mój ojciec.
— Słuchaj, Tan — syknąłem, nachylając się nad nią — wciągnęłaś mnie w to bagno bez mojej zgody, więc przymknij się i lepiej mnie słuchaj.
— Frajer — prychnęła i próbowała ode mnie odejść.
Złapałem ją jednak za kaptur bluzy i przyciągnąłem z powrotem. Nie miałem zamiaru spuścić jej już z oczu, zwłaszcza, że jeszcze kilka razy natknąłem się na ciemne, brązowe tęczówki, które z uwagą nas obserwowały. Jeszcze nie wiedziałem kim był ten chłopak, ale spokojnie mogłem zakodować w pamięci jego twarz. Zwiastował coś, co nie było mi na rękę.


Ilekroć nie podgłosiłem radia, wciąż słyszałem, jak nuciła ostatnią melodię, którą Young Guns zagrało. You're only, lonely, so lonely, like everybody else, nieustannie grało mi w uszach.
Nie mogłem uwierzyć w to, że po mieście wciąż jeździło tyle aut, które razem z nami stały w dosyć długim korku na jednym z głównych skrzyżowań, gdzie zderzyły się jakieś samochody. Chciałem położyć się już spać i wyłączyć jakiekolwiek myślenie, ale wyglądało na to, że musiałem jeszcze swoje wycierpieć.
— Przestań wyć — syknąłem, kiedy leniwie obracała głowę to w prawo to w lewo. Widziałem, że oczy same jej się zamykały, a głos ledwo mógł uciec ze zdartego od wrzasków i śpiewu gardła, jednak standardowo jakieś nienaturalne pokłady energii nadal nią szargały. — Nie możesz się zdrzemnąć, czy jak?
— Jadę samochodem ze świrem, wolę nie tracić czujności — odpowiedziała na jednym wydechu, spoglądając na mnie kątem oka.
— Co to był za chłopak? — zapytałem w końcu, wiedząc, że prędzej czy później i tak nie wytrzymam.
Oparła łokieć o drzwi samochodu i skupiła wzrok na czymś za oknem.
— A jakie to ma znaczenie?
Jednocześnie żadne i ogromne.
— Nie wiem — odparłem mimowolnie, wzruszając ramionami. — Wydawało mi się, że go kojarzę. Zwykła ciekawość.
— Studiuje resocjalizację — odparła, zamykając oczy. — Poznałam go na szkoleniu BHP, od tamtej pory co jakiś czas rozmawiamy, mijając się na uczelni.
Mruknąłem ze zrozumieniem i przetarłem twarz dłonią. Czyli w końcu na horyzoncie pojawił się ktoś, kto pretendował do tego, by szponcić. Z jednej strony wiedziałem, że Peter nie przepuści go przez próg domu, z drugiej jednak sam miałem ochotę się tym zająć. Ta dziewczyna podnosiła we mnie pokłady agresji, którą musiałem w końcu z siebie wyrzucić.
— Podoba ci się?
Popatrzyła na mnie, wykrzywiając usta.
— Co to w ogóle za pytanie? — Osunęła się w dół, ziewając głośno. — To tylko zwykły kolega.
— Nie wygląda na takiego, z którym miałbym się dogadać.
— Nie zamieniłeś z nim słowa, nawet nie wiesz jaki jest! Z resztą, co tobie do tej znajomości?
— Jednak ci się podoba — prychnąłem, wrzucając bieg. Zrobiło mi się niedobrze, na samą myśl.
— Nawet jeśli, to co w związku z tym?
Nie miałem zamiaru jej już nic mówić. Nigdy nie chciałem, by dowiedziała się, jaki mam do niej stosunek. Miała żyć w złudnym przekonaniu, że jestem dla niej jak starszy brat, może trochę zbyt nadopiekuńczy. Niepotrzebne mi były żadne związki i zobowiązania. Wystarczało mi to, że mogłem napawać się posiadaniem jej tak blisko siebie. Tak było mi dobrze.
Ale nikt nie miał prawa stawać między nami i mnie od niej odgradzać.


— Tanya — szepnąłem, gasząc silnik pod bramą jej podwórka.
Dopiero po chwili spędzonej w martwej ciszy, zrozumiałem, co się działo. Pobłysk ostatniej latarni na ulicy, stojącej tuż pod ogrodzeniem domu mojej pasażerki, otaczał dziewczęcą, spokojną twarz, pogrążoną we śnie. Jej spokojny oddech zakłócany był jedynie stłumionym szczekaniem psa w oddalonym o kilka przecznic domu i szelestem moich ubrań, kiedy się poruszałem. Odpiąłem pas i wyciągnąłem się w jej stronę.
Obserwowałem z bliska łagodną twarz. Kilka kosmyków włosów spływało na nią, przełamując bladość dziewczęcej skóry. Uwielbiałem patrzeć na jej wargi. Nie ważne, czy spoczywały zaklęte w bezruchu, czy też poruszała nimi energicznie podczas jakiejś opowieści. Nie były wielkie, jednak takie pełne, wypukłe. Aż przechodziły mnie dreszcze, kiedy zawieszałem spojrzenie na jej profilu i wpatrywałem się w ich ruchy. Niejednokrotnie gryzła mnie pokusa tego, by ich skosztować, ale to byłoby wbrew moim zasadom i naszej przyjaźni.
— Tan — szepnąłem, dotykając policzka. Była chłodna, mimo, że przez całą drogę chodziło ogrzewanie. Zawsze, gdy była zmęczona, temperatura jej ciała radykalnie spadała. — Tanya, obudź się.
Cienkie powieki poruszyły się, jednak miałem wrażenie, że spała jak zabita. Choć rozzłościła mnie swoim wybrykiem jak i rozmową z tamtym kolesiem, w takich chwilach zupełnie przestawałem być sobą. Mogłem patrzeć na nią godzinami i wyobrażać sobie przeróżne rzeczy.
A może dopiero dokładnie te momenty sprawiały, że stawałem się prawdziwym sobą, a nie typem, grającym niczym niewzruszonego kumpla, który lubił wypić z nią piwo, popatrzeć jak płacze i w milczeniu wysłuchać tego, co miała w głowie? Może oszukiwałem siebie, a nie ją.
Tsuki… — Otworzyła zaspane oczy i popatrzyła na mnie. Wiedziałem, że była zaskoczona bliskością, w jakiej znajdowała się moja twarz, jednak jedynie zlustrowała ją nieprzytomnym wzrokiem. — Co robisz?
— Czekam, aż się obudzisz.
Przegrany opadłem na fotel. Rozejrzała się i podniosła wyżej, niemrawo odpinając pas. Zaczesała do tyłu włosy, ruchem, który zawsze podnosił mi temperaturę i popatrzyła na mnie raz jeszcze.
— Dziękuję — powiedziała cicho i złapała za klamkę. Puściła ją jednak na moment i przysunęła się, chcąc ucałować mój policzek. Zamknąłem powieki, czując na nim gorące, wilgotne wargi.
Nie zapanowałem nad sobą. Moja ręka wzniosła się w górę, miałem obrzydliwą ochotę złapać ją za kark i zrobić coś niewyobrażalnie głupiego, jednak jedynie dotknąłem jej włosów, które kołysały się w powietrzu. Oprzytomniałem.
— Znowu te oczy — szepnęła i otworzyła drzwi. Odruchowo zerknąłem w lusterko. — Dobranoc.
Zostałem sam. Podminowany i poruszony. Z gorącym śladem na policzku i sercu.
— Chyba muszę sobie kogoś znaleźć.
Nim odpaliłem silnik, w skupieniu nasłuchiwałem ciszy. W mojej głowie wciąż rozbrzmiewał jej spokojny oddech. Nie powinna tak beztrosko przy mnie zasypiać.
Nie powinna, naprawdę.



~ END ~



Cześć, tu Tsuki.
Wciąż nie wiem co tutaj robię, ale jednak sprawia mi to jakąś radość. Nie liczę na burzę komentarzy, nie o to tutaj chodzi. Po prostu mam nadzieję, że czasem ktoś tutaj zajrzy. Niedługo pojawią się nowe części. Dziękuję Mayako, za zerknięcie i wyłapanie literówek. ;)

17 komentarzy:

  1. Noah, to mój nowy Crush.
    Zajrzałam do zakładki ze spisem rozdziałów i widzę tam Nataniela. To ten typek z koncertu? Hm? Hmmm? Jeżeli tak, to Cię pobiję, bo ja tak lubię Natanieli. xD

    Ale ogólnie to się jaram, sam wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noah to ja, dlatego się nim jarasz.

      Usuń
  2. Czyta mi się tak lekko jak mało którą pracę, więc to jest pewne, że pozostanŕ tutaj na dłużej.

    Ta nadopiekuńczość Noaha jest naprawdę dobrze napisana. Mimo że wydaje się byc irytująca to również niebywale potrzebna. Jestem ciekawa jak to rozwinie się dalej.

    Ano i Mayako nie była by sobą jakby nie pominęła jednej literówki:

    "Zakłopotanej, zaczerwienionej od groąca buzi, do której przykleiły się nieliczne brązowe kosmyki."

    Ale to taki mał szczególik.

    Powodzenia w dalszym pisaniu, no i czekam na kolejną część. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem jej tego głośno, ale po jej sprawdzeniu dodałem w niektórych miejscach po kilka zdań i to chyba było jedno z takich. Ale cssii, nic jej nie mówmy, bo mnie wykończy za brak profesjonalizmu.

      Bardzo się cieszę, że się spodobało. Postaram się nie zawieść. :)

      Usuń
  3. O kurcze, kurcze, kurcze. Nie lubię sytuacji, w których nie umiem zebrać i nazwać myśli po przeczytaniu niektórych opowiadań. Tego mętliku nie da się nazwać. A mimo to chciałabym jakoś docenić wysiłek autora i skomentować. ;____;

    No więc znasz już sytuację.
    Ogólnie to po przejrzeniu wszystkich zakładek (czyli zanim zaczęłam czytać) dopadła mnie taka myśl. Czy opowiadania w takim luźnym stylu są grafomaństwem, czy nie są? Ale po przeczytaniu myślę sobie, że nawet jeśli są grafomaństwem w powszechnej opinii to są na wysokim poziomie i wolę takie twory od książek (które najczęściej są formą okrojoną, zamkniętą, nieluźną - moim zdaniem).
    Więc:
    1. Nie jestem feministką, ale trudno mi uwierzyć, że ktoś płci męskiej mógł napisać coś tak dobrego i... tak wrażliwego, delikatnego, pięknego, wykwintnego, finezyjnego... och. Wiem, że mamy wybitnych (dorosłych, nieżyjących, itp.) polskich poetów i pisarzy, ale nigdy nie wierzyłam w szczególne zdolności piśmiennicze chłopaków w (około) moim wieku.
    2. Bohaterowie i.... och, Noah. Już go wielbię. Podoba mi się, że nie przedstawiasz ich w oczywisty sposób, ale grasz znaczeniami i bawisz się słowem. Uwielbiam takie coś.

    Kończąc - jestem tak zachwycona, że nie byłam w stanie znaleźć niczego, co by mnie raziło po oczkach (może dlatego, że Mayako to sprawdzała xD).
    Pisz dalej, jeśli naprawdę sprawia Ci to radość, a ja postaram się pisać jakieś sensowne komentarze :)
    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że każdy facet ma w sobie cząstkę takiego delikatnego klopsa, tylko nie potrafią jej uzewnętrznić. Ja w rzeczywistości też raczej nie umiem do końca być taki jak Noah, chociaż w mojej głowie tak to wszystko jakoś wygląda.
      Dziękuję ślicznie za komentarz! Bardzo się cieszę, jak pojawiają się nowe osoby. :) Mam nadzieję, że sprostam oczekiwaniom.

      Usuń
  4. Od kilku lat, moim naturalnym odruchem jest słuchanie Mayako w sprawie polecanych. Widywałam Cię u niej na asku i zawsze miałam się z czego pośmiać, czytając wasze dialogi, ale nie spodziewałabym się Ciebie tutaj i jeszcze w takim stylu.
    Jak wspomniała wyżej Kaori, rzadko można spotkać faceta z takim warsztatem, więc jestem niesamowicie miło zaskoczona. Te fajnie dopradowane zakładki, delikatny szablon - zakładam, że każdy kto tu wejdzie i poczyta, myśli, że ma do czynienia z kobietą. A tu proszę, tak bardzo emocjonalny facet, który nie boi się tego pokazać. Nie znam cię, ale wiem, że na pewno bym polubiła. :)

    Rozdział jest super. Nie wiem właściwie, cz można to nazwać rozdziałem, bo Mayako mówiła mi coś o opowiadaniach etc. zobacze po czasie. Ale piszesz tak luźno, tak elegancko i enigmatycznie, że czytając człowiek dosłownie się rozpływa przed tym monitorem. Juz wiemy, że w głownej mierze to opowiadanie/ten blog będzie dotyczyć Noah i Tanyi, a ja już jestem w nich zakochana. Szczególnie w narratorze. ;) Jestem bardzo ciekawa tego, co jeszcze nam zaprezentujesz.

    Szczerze życzę Ci powodzenia i zyskania wielu czytelników, bo naprawdę nie wiedzą co tracą. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie niby rozdziały, niby opowiadania. Czasem rozdział będzie poprzedzał wydarzenia z poprzedniego rozdziału, a czasem prezentował sytuacje następujące po rozdziale następym, po aktualnym. (Eh?) No wiesz. Mimo wszystko, całość będzie jedną historią, dążącą do jakiegoś finału.

      Dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  5. Łaaał! Aż się wierzyć nie chce, że to pisał facet! Opowiesz coś o sobie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w trakcie budowania zakładki o autorze. Także niebawem można będzie zajrzeć. :)

      Usuń
  6. JARAM SIĘ TYM STRASZNIE!
    Noah siedzi w głęboki friendzonie xD Ale możliwe, że z niego wyjdzie, albo skoro jesteś znajomym Mayi to pewnie go zabijesz :) xDD Właściwie nie wiem, co mam konkretnie powiedzieć, podobało mi się! Czekam na kolejne części <3 Powodzenia w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani od Wywiadu!
      W sumie, to oni oboje siedzą w tym friendzonie. Nie no, chyba nie będę nikogo zabijał. Chyba, że w jakimś skrajnym przypadku, jak zgubię wątek.

      Dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  7. Wow! Posiadasz niesamowity talent pisarski. Fantastycznie opisujesz te uczucia i emocje kłębiące się z tajemniczym bohaterze. Jego obsesja na punkcie tej dziewczyny i przywiązanie do niej mocno mnie poruszyło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zacznę niestandardowo, bo powiem ci, że pierwsze dwa akapity czytałam cztery razy (dzięki osobom trzecim) i chyba wykułam je na blachę. XD
    W ogóle to szok i niedowierzanie. Chyba jesteś drugim facetem na bloggerze, który pisze opka, a o którym 'słyszałam'. Mam na myśli, ten świat został całkowicie przejęty przez baby. :)
    Przede wszystkim zastanawia mnie sam tytuł opowiadania. Adres bloga skojarzył mi się z filmem (tak, oglądam ich na potęgę). Co dziwne najpierw skojarzyłam angielską wersję, a dopiero później ogarnęłam, że tytuł opa jest taki sam. Wierz mi, dziwiłam się, kiedy zaczęłam czytać, bo byłam święcie przekonana, że za chwilę wyskoczy mi jakiś Cage (tu przed oczyma przemknęła mi twarz Toma Cruise). Chyba za dużo fanfików się naczytałam.
    Główny bohater o kimś mi lekko przypomina i to dobra oznaka, ponieważ zdecydowanie jest to osoba, którą darzę sympatią. Noah, samo imię bardzo mi się podoba. Wiesz, jedno z tych na mojej półce tuż obok Xii, Xaidena i Asha. Przede wszystkim poruszyłeś fajny motyw, bo główni bohaterowie, z tego co widzę, znają się bardzo długo, a sam bohater ma dość mieszane uczucia, jeżeli chodzi o Tanyę. Nie jest raczej sprecyzowany i sam się gubi. Fakt, że uchował ją w całkowitym przekonaniu, że są wobec siebie, jak to określiłeś ładnie, zupełnie aseksualni, bardzo dużo już o nim mówi. To fajnie, bo latając po necie jedynie widzę bohaterów jednostronnych, którzy są zdolni albo tylko do dobrych zachowań, albo do złych. Wiesz, na zasadzie: narrator wmawia czytelnikowi, że bohater jest zły, podczas gdy zachowanie bohatera wskazuje na coś zupełnie przeciwnego. Ludzie jakby zapominają o tym, że człowiek ma miliardy masek, ba, ja sama o tym często zapominam, kiedy piszę, bo to przecież tylko fikcja. Kurcze, problem w tym, że staramy się, jako autorzy, wmówić czytelnikom, że to realna postać, że ma własne życie i przyzwyczajenia. Rany, sory, za dużo filozofuję. XD.
    Co do Noah i Tanyi, wydaje się, że mają ze sobą strasznie dobry kontakt i rozumieją się bez słów, a ona sprawia wrażenie tej, której wiecznie trzeba wybawiać z tarapatów. XD Podejrzewałam, że w coś się właduje na tym koncercie, ale nie sądziłam, że sprawy polecą w tym kierunku — epicko go wkręciła. Hmm, Noah jest... kurewsko zaborczy i hoduje to w sobie pewnie od dłuższego czasu. Może się mylę, wiadomo, jestem tylko czytelnikiem. Po prostu widzę jego zaborczość w każdym zachowaniu i nawet szkoda mi tej dziewczyny, bo przecież jest zupełnie nieświadoma, tak ją sobie uchował. Główny bohater coraz bardziej przypomina mi kogoś i nieświadomie zaczynam go lubić, pomimo zachowań za które w rzeczywistości zdzieliłabym mu w twarz. XD
    Jadę samochodem ze świrem, wolę nie tracić czujności -> haha, miałabym chyba podobną reakcję.
    Trochę martwi mnie drzemiąca w Noah agresja. Trochę jak wulkan. Zbiera siłę, żeby wybuchnąć z ogromną mocą. Ciekawi mnie także czy w końcu się to stanie i kto padnie główną ofiarą.
    Wybacz, że to takie chaotyczne, ale zawsze piszę komentarze w trakcie czytania — na świeżo lepiej przelewać myśli. :)
    Natomiast końcówka... No rzuciła zupełnie inne światło na wszystko, bo dała mi do zrozumienia, że on jej niewyobrażalnie pragnie i nawet jeżeli nie jest to popychane jakimiś głębszymi uczuciami — nie zawsze przecież być musi — jest tak głębokie i dosadne, że powoduje w nim wzmożony trym agresora. XD
    To tylko sprawia, że jestem jeszcze bardziej ciekawa dalszego rozwoju zdarzeń.
    Przepraszam za tak kolosalny wywód, muszę się ogarnąć z tym pisaniem elaboratów. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepraszaj, proszę! Twój komentarz jest naprawdę wspaniały. Dobrze wiedzieć, że nie czytasz tego od tak sobie tylko naprawdę zagłębiasz się w uczucia i w bohaterów. Podniosłaś mnie strasznie duchu! :)

      Straszliwie dziękuję za tę wypowiedź!

      Usuń
  9. Cześć!^^
    Z góry przepraszam jeśli mój komentarz będzie chaotyczny, bo często zdarza mi się paplanie bez składu i ładu, a i używam skrótów myślowych znanych tylko mi. :)
    Szczerze i bez bicia powiem, że się trochę cykałam zacząć czytać. Tak jak uwielbiam anime i nawet uczyłam się kiedyś rysować manga (ale brak mi talentu^^), nie lubię czytać ff, a na ogół gdzie zajrzałam, to właśnie były to ff.
    Po pierwszym rozdziale stwierdzam, że to ff nie jest, chyba że tego po prostu nie znam. Ale przyciągnęło mnie słowo „romans”, bo ostatnio jakiś taki nastrój nostalgiczny mnie dopadł.
    I właśnie zaczęłam odbiegać od tematu... Cała ja...
    Ogółem – czytało mi się szybki i lekko. Przedstawiasz sceny przejrzyści i obrazowo, więc jest super.
    Noah dał mi trochę do myślenia, to jego podejście do Tan. Czy to faktycznie tylko skrupulatnie ukrywana miłość, czy może już obsesja? To jak odciągał ją od tamtego chłopaka – zaborczość w czystej postaci. I ona serio nie widzi tego, czy też tylko udaje? Bo w sumie ciężko nie zauważyć. Chociaż z drugiej strony, skoro znają się baaardzo dłuuugo, to inaczej odbierają swoje zachowania. Ale takie zbieranie w sobie negatywnych emocji nigdy nie wróży nic dobrego. Prędzej czy później przekracza się granicę i można zrobić coś, czego się będzie później żałowało.
    Akcja z wkręceniem Noah w koncert, wyszła Tan idealnie, choć w porządku to się nie zachowała. Wręcz bezczelnie wykorzystała jego miłość/przyjaźń (niepotrzebne skreślić;)) względem niej. To taki jednorazowy wybryk z jej strony, czy to jednak dziewczyna typu co chce, musi mieć?
    Podziwiam ją jednak, że tak spokojnie przyjęła, że ktoś nad nią wisi, gdy się obudziła. Ja zapewne darłabym się jak idiotka. xD A w ogóle przy końcówce prawie krzyczałam do monitora „no pocałuj ją!!!”, ale się jednak opanowałam. :)
    To by było chyba na tyle z mojego gdybania i paplania, co do pierwszego rozdziału, na pewno przeczytam dalej. ^^
    Pozdrawiam!

    A i całkiem spoko nutka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziwnie się czuję nadrabiając to dopiero teraz. Jakoś jak tylko zacząłeś pisać rzuciłam okiem na 1 i 2 rozdział (to dosłownie było rzucenie okiem), a jest ich już 12! Stwierdziłam więc, że nadrobię wszystko od początku.
    Koleżanka powiedziała mi, że miło się czyta no i miała rację. Ostatnio w ogóle twórczość mężczyzn na blogspocie mnie intryguje. Także, lecę nadrabiać dalej ;)

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO