poniedziałek, 10 kwietnia 2017

5. Nowy bohater w jej życiu

— Kochasz ją?
Popatrzyłem w wynaturzone, różowe oczyska Lili, która siedziała naprzeciwko mnie w uczelnianym bufecie. Struchlałem nieco, spłoszony lekkością z jaką o to zapytała. Jeszcze bardziej przerażała mnie myśl, że musiałem jej dać konkretną odpowiedź, inaczej mogła męczyć mnie do końca życia.
— Nie — odparłem krótko, odwracając wzrok w stronę okna. — Chyba zwariowałaś. Tan jest mi bliska, ale na pewno nie ukierunkuję moich uczuć w ten sposób. Nie potrafiłbym, przykro mi.
Ame popatrzyła na mnie uważnie, jednak nie dostrzegałem w tym spojrzeniu niczego złowrogiego. Ceniłem w niej to, że nie naciskała i nie robiła awantur, mimo, iż była najlepszą przyjaciółką Arashi. Mimo to, wiedziałem, że nikomu nie mogłem powiedzieć prawdy zamkniętej w moim sercu. Nie, dopóki sam nie byłem w stanie jej zweryfikować.
— Coś się dzieje? — zapytałem, rejestrując, że była jakaś nieobecna.
Skupiła na mnie wzrok, wzbudzając nieprzyjemne dreszcze.
— Jesteś czymś zaniepokojona, widzę to — dopowiedziałem, przechylając głowę.
— Martwię się — mruknęła, przesuwając opuszką po krawędzi tekturowego kubka, w którym miała jeszcze trochę zimnej kawy. — Thomas w ogóle nie chce ze mną rozmawiać.
— Pokłóciliście się?
— Nie, to nie tak. — Pokręciła głową i westchnęła. — Od kiedy dopadł Chrisa i wrócił z tego przesłuchania, praktycznie w ogóle nie ma dla mnie czasu. Dla was też… Nawet nie mogę zamienić z nim kilku zdań, bo wciąż jest tak cholernie zamyślony. To mnie trochę boli…
Wpadłem w strumień myślowy. Ostatnio potrafiłem jedynie rozważać o tysiącach sposobów na pozbycie się Nataniela i nie bardzo skupiłem się na reszcie. Jednak kiedy Lili o tym wspomniała, ogarnąłem, że Lis rzeczywiście był cholernie milczący. Zacząłem się martwić, że za bardzo zaangażował się w szukanie haków na Chrisa.
— Musisz być cierpliwa — powiedziałem nagle, zawieszając wzrok na środku stolika. — Wierz mi, lub nie… ale robi to dla ciebie.
Tsuki, ale ja nie chcę, by on wpadł w jakieś kłopoty — wyszeptała, zaciskając piąstki. — Od uporczywego uganiania się za Chrisem, stokroć bardziej wolałabym jego obecność. To, by był obok, wspierał mnie. To dzięki temu czułam się bezpieczniej.
Cierpienie malowało się na jej filigranowej twarzy. Kochała go i doskonale o tym wiedziałem. Zawsze byłem w stanie rozszyfrować każdą jej reakcję na Kage, których on nie dostrzegał. Albo udawał, że tego nie robił.
Lili charakteryzowała się wieloma sprzecznościami. Jednocześnie była kwintesencją delikatności i kobiecości, której Tanya cholernie jej zazdrościła. Z drugiej jednak strony, przypominała bombę zegarową. Kiedy wybuchała, wolałem usuwać się jej z drogi, naprawdę. Potrafiła zniszczyć swojego wroga werbalnie, w przeciągu kilku sekund. Jednak przy Thomasie miękła. Raz jedyny zdarzyło jej się zrobić mu awanturę, ale to taką, że musiałem stanąć pomiędzy nimi, bo prawdopodobnie by go zabiła. Wszystko przez to, że się upił i wpadł do rzeki, prawie się przy tym topiąc.
— Kochasz go? — Specjalnie powtórzyłem jej pytanie, obserwując reakcję.
Jej mina w ogóle się nie zmieniła. Z kamienną twarzą wpatrywała się w moje oblicze, mrugając powoli i spokojnie.
— Spróbuj się z nim spotkać i poważnie porozmawiać. Potrzebujecie tego — powiedziałem, stukając palcami w blat stolika. Znowu zachowywałem się jak pieprzony hipokryta. Ale chciałem dobrze, naprawdę. — Jeżeli to nic nie da, to natrzaskam go po pysku, żeby się opamiętał. Okay?
Zaśmiała się, zakrywając usta. Pokiwała zgodnie głową i popatrzyła gdzieś za mnie. Odwróciłem się w tamtym kierunku. Tanya stała na schodach i rozmawiała z Natanielem. Zamknąłem oczy i podniosłem się spokojnie. Spojrzała w naszą stronę.
Pożegnałem Lili. Nie mogłem na to patrzeć.


< <> >


Stałem w łazience i wpatrywałem się w swoje marne oblicze. Ostatnio nie sypiałem najlepiej i czułem się podminowany całą tą sytuacją. Najlepiej spędzało mi się czas w łóżku z muzyką, lub przed komputerem, gdzie marnowałem godziny swojego życia na gry. Dziś miało być tak samo, jednak dostałem niespodziewany telefon od Thomasa, który przypomniał sobie o istnieniu swojej paczki i wspomniał, że może dzisiaj wpadnie.
Nacisnąłem na klamkę i wyszedłem na korytarz, gasząc światło. Chciałem skierować się prosto do swojego pokoju, jednak powstrzymały mnie szepty matki. Podszedłem bliżej jej sypialni i popatrzyłem na nią przez uchylone drzwi. Siedziała tyłem do mnie, z telefonem przy uchu, i trzymała w ręku jakieś pożółkłe papierzyska.
— Nie — powiedziała, twardszym tonem. Wyprostowała się i popatrzyła w okno. — Nie widzę innej opcji niż przeprowadzka, jeżeli do tego dojdzie.
Poczułem palące, nieprzyjemne uczucie w niemalże całym ciele. Zrobiło mi się gorąco, a na twarzy pojawił się mimowolny grymas bólu i złości. Nie miałem pewności, czy mówiła o sobie, o nas czy o kimkolwiek innym, ale naprawdę się przestraszyłem.
— Nie mogę nas narażać — dodała, garbiąc się z powrotem. — Nie mogę na to pozwolić.
Nagle z pokoju naprzeciwko dobiegł dźwięk dzwoniącego telefonu. Mama odwróciła się energicznie w moją stronę, lecz jakimś chorym cudem udało mi się błyskawicznie cofnąć za drzwi. Coś jeszcze mówiła, ale nie byłem w stanie dobrze się wsłuchać i nie dałem rady nic więcej wyłapać. Na miękkich nogach ruszyłem do siebie i usiadłem na łóżku, wpatrując się w ścianę.
Wiedziałem, że jeżeli będę pytać i drążyć — nic mi nie powie. Jedynym wyjściem było oczekiwanie chwili, kiedy zawoła mnie do siebie, by poważnie porozmawiać. Taka była, od zawsze.
— Co chciałeś? — zapytałem słabo, oddzwaniając do Thomasa.
Stary, brzmisz, jakbyś wyzionął ducha. Wszystko okay?
— Tak, tak. — Pokiwałem głową, jakby to go miało utwierdzić w jakimś przekonaniu o mojej prawdomówności. — No więc?
Jestem niedaleko, chcesz wyjść na tę fajkę?
Zgodziłem się. Potrzebowałem zająć sobie czymś głowę, choćby to miała być najbardziej bezsensowna rzecz na świecie. Zarzuciłem bluzę i zszedłem na dół, gdzie mama krzątała się w kuchni. Była zamyślona, blada. Inna niż zazwyczaj.
— Hej — mruknąłem, opierając się o blat wysokiego stolika, na środku pomieszczenia. Nienawidziłem udawać głupiego. — Jak się czujesz?
— Dobrze — odpowiedziała ze zdziwieniem, spoglądając na mnie. — Jak miałabym się czuć?
— Wyglądasz jakoś nieswojo. — Uniosłem w górę brew. — Z kim gadałaś?
— Z babcią. — Wydawała się dziwnie ostrożna. — Podsłuchiwałeś? — zażartowała nerwowo.
— Nie, po prostu pytam. — Okay, przynajmniej miałem jakiś punkt odniesienia. Babcia nie potrafiła mnie okłamywać. — Wychodzę na chwilę do Thomasa, dzwoń w razie czego, dobrze?
Patrzyła na mnie z dziwnym przestrachem. Byłem coraz bardziej zaniepokojony, w jej zachowaniach i gestach nie było praktycznie nic naturalnego.
— Mamo — warknąłem — coś się dzieje?
— Nie, Noah.
Podeszła do mnie i przyłożyła ciepłą dłoń do mojego policzka. Patrzyła mi prosto w oczy, z jakąś taką nostalgią, niezrozumiałą dla tamtego momentu.
— Cieszę się, że cię mam — wyszeptała i uśmiechnęła się ciepło. — Bez ciebie pewnie nigdy bym sobie nie poradziła.
Nie wytrzymałem. Przytuliłem ją mocno do siebie, opierając brodę o jasną głowę i przez chwilę nie zwracałem uwagi na domofon, przez który dobijał się Lis.
— Masz mi powiedzieć, jeżeli coś cię martwi…
— Powiem — odparła pewnie, odsuwając się. — Na razie jest w porządku. Leć już!
Wyraźnie nie chciała ze mną gadać. Westchnąłem ostentacyjnie i wyszedłem. Thomas czekał na mnie pod klatką i razem ruszyliśmy w stronę pobliskiego placu zabaw, na którym po zmroku nie było już żadnego dzieciaczka. Usiedliśmy na drabinkach i odpaliliśmy papierosy, rozmawiając o byle czym.
Nie mogłem przestać rozglądać się wokół. Miałem wrażenie, że coś wypala mi dziurę w plecach. Czyjś wzrok.


< <> >


    Dreptałem chodnikiem w stronę uczelni, wciąż rozmyślając o zachowaniu mamy. Mój wzrok ugrzązł w oknach drugiego piętra uniwersyteckiego budynku, gdzie kręcili się jacyś studenci.
    — Noah! — Usłyszałem tuż za sobą, a ciężka, spora dłoń nagle zacisnęła palce na moim barku. — Matko boska, myślałem, że cię nie dogonię.
— Jeremy — mruknąłem na wydechu, patrząc na chłopaka.
Był ode mnie niewiele wyższy i miał włosy dosłownie tego samego koloru co Tanya. Dosyć mocno różnił się od Aarona, który wyglądał, jakby podrzucili go do rodziny. Matka Wilka zawsze mówiła, że najstarszy z rodzeństwa jest bardzo podobny do jej ojca. Nie znałem się na uwarunkowaniach genetycznych, toteż wolałem mu po prostu dokuczać.
— Dawno cię u nas nie było — powiedział, jakby nieco zawiedziony, kiedy ruszyliśmy dalej. — Pokłóciłeś się z Tan?
— Nie — odparłem, właściwie zgodnie z prawdą. — Jakoś ostatnio nam ze sobą nie po drodze.
— Ta — burknął i splunął w bok. — Widziałem ją ostatnio z tym zniewieściałym blondaskiem na mieście. Coś czuję, że poczuła się zbyt pewnie. Wątpię, czy ojciec wpuści go do domu. Jeżeli to zrobi, to nadal na jego drodze będę stać ja i Aaron.
Zassałem policzki. Nie wiedziałem, co mogłem mu powiedzieć. Ciężko było mi się odnosić do całej tej sytuacji, maskująć przy okazji własne odczucia. Nataniel mnie wkurwiał, to było oczywiste, ale z drugiej strony, widząc, że Tan była naprawdę weselsza i nie skupiona na tym zwyrodnialcu, nie potrafiłem do końca tego przerwać.
— Nie znam go — przyznałem gorzko i popatrzyłem przed siebie, słysząc narastające, maniakalne trąbienie aut i syreny policyjne. — Nie umiem nawet ocenić, czy jest w porządku.
— Nie jest — sparował natychmiast mój rozmówca. — Widzę to w jego ślepiach. Kryje się w nich coś totalnie nieszczerego. Zrób z tym coś.
— Ja?! — żachnąłem się, cofając lekko głowę. — Oszalałeś?
— Nie — mruknął, jakby to było oczywiste. — Ona cię słucha. I tylko ciebie. Od zawsze uważa się w naszym domu, że jesteś jedynym facetem, który może się wokół niej kręcić. Zaakceptowaliśmy cię Noah i wątpię, że to się szybko zmieni. Nie mógłbyś się w niej, na przykład, zakochać?
Stanąłem w miejscu, wlepiając w niego zszokowane spojrzenie. Już pies gonił to, co myślałem o Tanyi i jak ją traktowałem. Nawet wyrzuciłem z głowy docinki Thomasa i Lily, a tu się nagle okazuje, że cała rodzina Wilka prawdopodobnie planowała naszą wspólną przyszłość. Z jednej strony wydawało mi się to całkiem sympatyczne, aż zrobiło mi się cieplej na sercu. Musieli naprawdę darzyć mnie niesamowity zaufaniem. Z drugiej jednak mańki, zastanawiałem się, czy nie zostałem przejrzany.
— Nawet sobie nie żartuj — zaśmiałem się nerwowo, ruszając — Tan jest dla mnie jak siostra. No stary, to tak jakbyś wymagał zakochania się od siebie albo od Aarona. Mam do niej taki sam stosunek jak wy.
— Słabo wychodzi ci kłamanie — odparł, odpalając papierosa.
Przebiegliśmy przez ulicę i dostaliśmy się na plac przed uczelnią. Czułem się zaiste zdruzgotany. Jeremy był moim dobrym znajomym; w sumie mogłem go nawet określić mianem przyjaciela, któremu mogłem powiedzieć właściwie o wszystkim. Ale nie spodziewałem się, że on, Aaron lub Peter kiedykolwiek zaczną mnie o coś podejrzewać. Faceci tylko udają, że nie widzą — myślałem, że oni naprawdę nie widzieli.
Zacisnęliśmy zęby, słysząc niewyobrażalny hałas. Odwróciliśmy się w stronę ulicy i od tamtej pory już wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, trwając w przerażającej kolei rzeczy.
Najpierw dostrzegłem rozpędzony samochód, który uciekał przed radiowozami. Wyprzedzał on wszystkie inne auta, jadąc pod prąd lub poboczami. Ludzie, którzy znajdowali się wokół nas, zaczęli uciekać w kierunku budynku, tylko ja i Jeremy staliśmy jak zaklęci. Oboje wpatrywaliśmy się w sylwetkę Arashi, która stała na brzegu chodnika, oczekując swoich koleżanek, znajdujących się po drugiej stronie ulicy. Z wciśniętymi w uszy słuchawkami, nie miała szansy dostrzec, że działo się coś złego.
Czarna jak smoła beta, która odbijała światło słońca, rażąc wszystkich mijanych, przerażonych ludzi, pędziła prosto na nią. Zaczęliśmy gnać w tamtą stronę. Ile tylko sił w nogach, w płucach; wykrzykiwaliśmy jej imię, lecz ona wciąż stała nieruchomo, marszcząc czoło, kiedy ludzie z naprzeciwka zaczęli się rozbiegać
— Tanya! — ryknąłem, czując, jak zdzieram gardło.
Ponad wszystko, na tym pierdolonym świecie, pragnąłem zdążyć. W tym chorym, kurewskim momencie uświadomiłem sobie, jak wiele dla mnie znaczyła, że była całym moim pierdolonym światem, którego nie mogłem stracić. Choćbym nieustannie musiał ją znosić, choćbym miał ochotę ją udusić za niektóre zachowania, choćbym miał chodzić po mieście i lać za nią po mordach każdego faceta, który ślinił się na jej widok... Choćbym miał męczyć się do końca życia z tymi wszystkimi uczuciami, nie mogłem jej, kurwa, stracić.
— TANYA! — powtórzyłem zrozpaczony, kiedy w końcu spostrzegła szarżujące na nią auto.
Byliśmy za daleko. Kurwa, za daleko. Wrzaski Jeremiego rozrywały mi bębenki, tak samo jak piski opon i krzyki ludzi.
Widziałem, jak odchyliła ciało do tyłu, spanikowana nie wiedząc nawet, w którą stronę mogła się rzucić. Stała w osłupieniu, czekając na swój koniec. Ryczałem jak dziecko, wciąż biegnąc i modląc się o to, by czas stanął. Chociaż na chwilę. Na ten krótki moment, w którym przebyłbym to niespełna sto metrów i ją osłonił. Choćby za cenę własnego życia.
I wtedy go zobaczyłem. Parł przez ulicę, niewzruszony nadjeżdżającymi autami. Lawirował pomiędzy nimi, mknąc niczym jastrząb, skupiony tylko na Tan. Jego jasne włosy tańczyły na wietrze, poruszane również jego gwałtownymi ruchami. Zbliżał się do niej mniej więcej w tym samym tempie, co ten pieprzozny samochód.
— Tan — wysapałem, zatrzymując się w miejscu.
Wmurowało mnie w chodnik, tak samo jak Jeremiego.
Nataniel wpadł w Arashi w ostatniej chwili. Rzucił się z nią na ziemię i przekoziołkowali ze trzy metry, uciekając przed betą. Auto wpadło w wysoki krawężnik i wręcz stanęło pionowo, po chwili obracając się w powietrzu. Runęliśmy oboje na ziemię, kiedy pojazd przeleciał nad nami i z hukiem rąbnął o ziemię.
— Jeremy! — ryknąłem, nie mogąc go odszukać przez wzniesiony kurz.
— Jestem cały!
Pył opadał; widziałem zakrwawionego kierowcę, którego nieruchoma głowa opierała się o kierownicę samochodu. Obróciłem się na brzuch i popatrzyłem w stronę Wilka. Patrzyła w oczy Nataniela z przerażeniem kręcąc głową. Trzymał ją za ramiona. Siedzieli zszokowani na ziemi, aż w końcu dziewczyna opadła na jego ciało, mocno do niego przylegając i wyjąc ze strachu.
Uratował ją. Żyła. Była cała i zdrowa. Uniknęła śmierci.
Ale i tak ją straciłem.
To nie ja ją uratowałem.
To nie ja.


Od autora: Witam po dłuższej przerwie!
Jak tak popatrzyłem po nadchodzących rozdziałach, to mogę śmiało powiedzieć, że już wchodzimy w konkrety, a nie takie gdybanie. Może nie jestem dobry w zagadki, ale postaram się ich kilka stworzyć, żeby nie było zbyt nudno. :3 Jak dostrzeżecie jakieś błędy to dawajcie znać, bo trochę pomodziłem po korekcie Mayako i nie chciałem jej drugi raz męczyć.
W szóstce spodziewajcie się pierwszego starcia. ;>

15 komentarzy:

  1. Początek był dziwny. W sensie taki, że aż mi się zimno zrobiło przez Lili i tę końcówkę, kiedy Noah odszedł bez słowa.
    Sytuacja z mamuśką też wzbudziła dreszczyk. Czuję w powietrzu coś mocno poważnego, dużo cierpienia i płaczu. Kiedy w końcu przyjdzie czas na jakiś seks czy coś? xD Ogólnie to na tę domową sytuację mam jakąś teorię, ale to zachowam narazie dla siebie.
    No i końcówka. Czyżby Jeremy uruchomił w Noah jakiś zapalnik, a ten wypadek wszystko schrzanił? W ogóle nadal propsuję tej eden akapit, kiedy wjeżdża tyle przekleństw. Nie, żebym ogólnie to popierała, ale w tym momencie to tak fajnie wzmocniło całe to wyznanie. No tak, bo to było wyznanie. <3 No, końcówka mnie złamała. Właściwie, to aż mnie ścisnęło w gardle, jak Noah wołał jej imie i jeszcze ta piosenka, jakoś momenty się zgrały.
    Szkoda tylko, że pojawił się nowy bohater. Ale no jestem ciekawa co tam szykujesz dalej. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, po tej wczorajszej akcji tak trochę mi wstyd się tu pokazywać. Bo ja naprawdę jestem miła i grzeczna! To wszystko wina Moniki... to ona tak na mnie działa. xDDD

    "Nie mógłbyś się w niej, na przykład, zakochać?" To zdanie wygrało.Takie kretyńskie pytanie, a jednak ma coś w sobie i tak dziwnie poruszyło mnie.
    Chociaż to nic w porównaniu z końcówką. Naprawdę myślałam, że ona już umrze i nawet się ucieszyłam. xD Bo mimo wszystko wkurza mnie laska tym, że tak rani Noaha. Ale skoro nie umarła, to trudno. Szkoda tylko, że to Nataniel ją uratował. ;_____;
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE OGARNIAM. PRZECIEŻ TO ON JEST DUPKIEM. ON SIĘ NA NIC ZDECYDOWAĆ NIE MOŻE. ONA JEST MU ZAWSZE ODDANA, ALE W KOŃCU MIAŁA GO DOSYĆ PO TYM CO ROBIŁ

      Usuń
    2. One go crushują, więc wszystko co ma dziurkę i kręci się wokół Noah, jest automatycznie uznawane za insekta. xD Robią to samo co on, kiedy jakiś typ kręci się przy Tanyi. xD

      Usuń
  3. „Podszedłem bliżej jej sypialni i popatrzyłam na nią przez uchylone drzwi.“ – płeć mu zmieniłeś.

    Boże, ten rozdział był taki emocjonujący. Z jednej strony strasznie żal mi Noaha, a z drugiej cichy głosik w głowie mówi mi, że to jego wina, że ją stracił. No i po prostu nie mam pojęcia, na co się zdecydować!
    Zainteresowałeś mnie kwestią przenosin, babci i tego narażania rodziny, pewnie na jakieś niebezpieczeństwo. Mam wrażenie, że to będzie w jakiś sposób połączone z tatą Tanyi. Nie wiem dlaczego, nie pytaj nawet, ale po prostu gdybym miała strzelać, to bym to obstawiła.
    Ostatnia scena była świetna. Co prawda niepokoi mnie wzmianka o nieszczerości Nataniela (tak w myślach, to błagam, aby on zniknął jak najszybciej, ale to raczej mrzonki, co nie? xD), ale moment, gdy Noah zdzierał gardło, wołając ją, był bezcenny <3 Tyle że... no Boże, wiem, że ona by inaczej wylądowała w szpitalu lub w ogóle by umarła i że tak ci pasuje, ale dlaczego nie mógł jej uratować np. wielokrotnie wspominany Aaron (jaram się tym imieniem xDDD)??? Wogóle ten samochód mi jakoś śmierdzi. Chociaż to pewnie dlatego, że naczytałam się ostatnio za dużo kryminałów i teraz wszędzie doszukuję się nie wiadomo czego.

    Pisz dalej, już nie mogę się doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Składam więc wieczystą przysięgę, że niedługo będzie więcej Aarona. <3

      Usuń
  4. "Poczułam palące, nieprzyjemne uczucie w niemalże całym ciele."
    "Zarzuciłam bluzę i zszedłem na dół, gdzie mama krzątała się w kuchni. Była zamyślona, blada. Inna niż zazwyczaj."

    Noah stał się chyba gender. XDD
    Tak czekałam na ten rozdział. W końcu zaczyna się coś bardziej dziać i aż nie mogę się doczekać szóśtki. Nataniel w dziwny sposób zaczyna mnie interesować.
    Hm... I tak jak Kayo, jaram się imieniem Aaron i nie mogę się doczekać aż będzie go więcej. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. To ten zjeb Mayako, jak czasem mi coś poprawia i szuka synonimu jak się powtórzę, to często pisze w rodzaju żeńskim, a ja to, do jasnej cholery, akceptuję. [*]

      Usuń
    2. Typie, spierdalaj. xD

      Usuń
    3. Jak wy się kochacie. XDDDD
      Ale wiesz Tsuki, dobry gender to nie zły gender. XD

      Usuń
  5. To jakaś pieprzona rosyjska ruletka. Te opowiadanie zabawia sie moimi uczuciami. Ide płakać w kącie.

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO