wtorek, 25 kwietnia 2017

7. Głuchy telefon

— Dlaczego nie dałeś mu w mordę?
Popatrzyłem na Thomasa nieco zdruzgotany, zaciskając nerwowo lewą pięść. Od poranka minęło już pół dnia; miasto spowite późnym wieczorem, wciąż tętniło życiem. Siedziałem na łóżku Lisa i wpatrywałem się w jego kolekcję Harrego Pottera, dosłownie molestując ją wzrokiem.
— Chciałem — odparłem, skrywając gwałtownie twarz w gorących, spoconych dłoniach — ale nie mogłem. Tan by mnie zabiła.
— Och, więc nagle zacząłeś liczyć się z jej zdaniem?
Utkwiłem krytyczne spojrzenie w szkłach jego okularów, bo w same oczy bałem się spojrzeć. Miał rację. Poniekąd.
— Nie mogę pozbyć się wrażenia, że w tym wszystkim było coś nie tak — mruknąłem, opadając na materac. — Coś nie grało, coś sprzęgało.
— Stary, o czym ty mówisz? — zapytał, odwracając wzrok z powrotem do monitora. — Wpadasz w jakąś paranoję, wiesz o tym?
— On nie ma dobrych intencji, mówię ci — drążyłem niespokojnie, zamykając powieki. — Nie ufam mu. I nie zaufam. Tanya nie jest przy nim bezpieczna.
— Paranoja — powtórzył stukając palcami w klawiaturę. — Noah, nie znasz go. Nie masz o nim bladego pojęcia. Czemu tak usilnie próbujesz wyciągać pochopne wnioski? Przyznaj po prostu, że jesteś zazdrosny i powoli do ciebie dociera kilka spraw, które sam upychałeś na dno swojego niewielkiego rozumku.
— Naprawdę tego nie widzisz? — Podniosłem się błyskawicznie na nogi i podszedłem do okna. — Typ zaczyna się zupełnie nagle kręcić wokół niej. Do tego jest jakiś dziwny…
— Kurwa, Tsuki. — Uderzył pięściami o blat biurka i popatrzył na mnie. — To są twoje niepodważalne argumenty? To, że po prostu typek ci nie przypasował? To, że zaczął się przy niej kręcić nagle, jak to mówisz, zupełnie o niczym nie świadczy! Połowa związków od tego się zaczęła. Tanya sama mówiła, że poznała go sporo wcześniej. Może chłopak dopiero teraz się zebrał.
— Jesteś po mojej, czy jego stronie?
Wstał i ruszył ku mnie. Byłem pewny, że znowu zaczniemy się szarpać, ale zgarnął z parapetu papierosy i wyszedł na balkon, wołając mnie tam.
— Proste, że po twojej. I dobrze wiesz, że sam nie jestem do niego jakoś pozytywnie nastawiony — wyszeptał, odpalając fajkę. — Chodzi mi o to, że nie możesz tak się zachowywać. Udowodnisz w ten sposób Tanyi jedynie to, że jesteś narwanym bucem. Po raz kolejny.
Nagle rozłożył ramiona i uderzył mnie otwartą dłonią w mostek.
— Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co stało się kilka dni temu u niej i co ci powiedziała — warknął, ściągając brwi. — Zrezygnuje z każdego, by zaoszczędzić miejsce dla ciebie. Ty jesteś głuchy czy ślepy?
Poruszyłem dłońmi, jakbym chciał mu coś wskazać, próbując stworzyć w głowie logiczną wypowiedź.
— Nie wiem jak ci to powiedzieć — wydukałem, zaciskając powieki. — Ufam Tan. Wiem, że jest ostrożna. Ale nie ufam ludziom dookoła niej. Osobom, których nie znam. Rozumiesz?
— To wciąż nie są argumenty, którymi możesz jej cokolwiek udowodnić.
— Liczyłem na dobrą radę od kumpla — skwitowałem, poddając się.
— Dałem ci ją — mruknął, uśmiechając się. — Mogłeś przywalić mu w mordę.
Początkowo wydawało mi się, że Thomas bagatelizował mój problem. Właściwie nie mój, a nas wszystkich. Sprawa Tanyi była czymś, w co wlazła cała nasza paczka. W końcu pojąłem, że Kage po prostu miał zajętą głowę czymś innym. Lili. Chrisem.
Nieustannie dostrzegałem jego dziwne zachowania, to, że zrobił się jeszcze bardziej tajemniczy, choć wydawało mi się to niemożliwe. Dosłownie stał się cieniem, który podążał za Sową, póki ta nie znikała za drzwiami swojego mieszkania. Potem biegł do komputera, wydzwaniał gdzieś i inne takie. Coraz bardziej angażował się w sprawę i potajemną pomoc policji.

< <> >

Pchnąłem lekko drzwi wejściowe i wszedłem do mieszkania. Zsunąłem ze stóp buty i przestałem się ruszać. Nasłuchiwałem. Cichy szloch biegł echem przez korytarz, wydobywając się z kuchni. Zaalarmowany pognałem tam i wpiłem wystraszony wzrok w zapłakaną, czerwoną twarz mamy. Czułem, jak serce zaczęło łomotać mi o żebra, chcąc się wyrwać. Prosto do niej.
— Mamo — wydusiłem z siebie.
Popatrzyła na mnie przerażona. Coś zaszeleściło. W końcu dostrzegłem, że trzymała w ręku jakąś kartkę. Przesunęła powoli dłoń za siebie, jakby myśląc, że jej nie zobaczę.
— Mamo — powtórzyłem, idąc do niej. — Mamo, co się dzieje?!
Przyłożyła wolną dłoń do ust i zaczęła się wycofywać. Każdy mój krok, który miał mnie do niej zbliżyć, sprawiał, że uciekała jeszcze dalej. Kręciła głową, płacząc coraz głośniej i zaciskając palce na tej cholernej kartce.
— Co to jest?! — warknąłem, chcąc zrozumieć, dlaczego zastałem ją w takim stanie.
Doskoczyłem do niej w końcu i chwyciłem za szczupłe ramię.
— Puść! — zaskowytała, wyrywając się.
Na tym nieszczęsnym papierze dostrzegłem duże, koślawe litery. Nie był to zwyczajny list, rachunek czy cokolwiek n o r m a l n e g o. Znajdowało się na nim jedno zdanie. Zdanie, którego miałem nie poznać.
— Mamo!
Wyrwała mi się i zaczęła biec. Porwałem się za nią, czując, jak łzy stają w moich własnych oczach. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale byłem przerażony. Krew biegła szaleńczo w moich żyłach, stwarzając dziwne, stłumione dudnienie w uszach. Słyszałem swoje oddechy przy każdym ruchu, kiedy próbowałem ją dorwać.
Wpadła do łazienki i chciała zatrzasnąć drzwi, ale chwyciłem za nie. Szarpała się ze mną kilka sekund, póki nie dotarło do niej, że nie miała ze mną najmniejszych szans. Puściła te pieprzone, drewniane skrzydło. Zaskoczony runąłem na ziemię, obserwując co pocznie.
— Mamo! — ryknąłem, zbierając się błyskawicznie z paneli.
Gdy tylko przekroczyłem próg łazienki, zrobiła coś czego się nie spodziewałem. Podbiegła do muszli i wrzuciła do niej zwinięty w kulkę papier, gorączkowo rzucając się do spłuczki. Zacząłem wrzeszczeć i próbowałem ją stamtąd odsunąć, ale w ciągu kilku kolejnych sekund, dałem jej okazję do tego, by pociągnęła ten nieszczęsny wihajster.
Szum wody w tamtej chwili był dla mnie tak ogłuszający, że aż spiąłem wszystkie mięśnie. Poczułem, jak mama osuwa się w dół w moich ramionach, płacząc coraz głośniej.
— Co to kurwa było, gadaj! — ryknąłem, potrząsając nią. — Co się z tobą ostatnio dzieje?! Ktoś cię nachodzi? Grozi ci?!
— N-Noah — zawyła, krztusząc się łzami.
— Powiedz! — Miałem wrażenie, że zaraz sam zacznę ryczeć jak dziecko. — Kurwa, powiedz! Jeżeli grozi ci jakieś niebezpieczeństwo, to masz mi o tym powiedzieć!
— Przepraszam, synku — jęknęła, zaciskając mocno palce na moich ramionach.
Opadliśmy na zimne kafelki. Drżała od spazmatycznego płaczu, a ja nie potrafiłem już podnieść na nią głosu. Bała się czegoś. Niesamowicie się bała i za nic w świecie nie chciała mi powiedzieć czego. Przycisnąłem ją mocno do siebie, gładząc jasne włosy i wsłuchując się w jej nierówny oddech, przestraszone mruknięcia, stękanie.
— Nie mogę ci pomóc — wyszeptałem, zamykając powieki — skoro nie wiem o co chodzi.
— W niczym nie musisz mi pomagać, synu — odparła cicho. — Po prostu bądź szczęśliwy. Chociaż ty.
— Nie mogę, kiedy nie wiem, czemu jedna z dwóch, najważniejszych kobiet w moim życiu, płacze. Czegoś się boi… — Zacisnąłem mocniej ramiona. — Ja się boję. o ciebie
— Niepotrzebnie — odpowiedziała, cicho się śmiejąc. — Jestem po prostu przewrażliwiona.
— Nie wydaje mi się…

< <> >

Wybiegłem z klatki, lokalizując ciemną taksówkę. Starsza kobieta wyczołgała się z niej, kląc pod nosem na niski dach i obolałe nogi, kiedy kierowca uprzejmie otworzył jej drzwi.
— Wyciąg mnie tę walizkę — warknęła, chwytając się za nerki. — No, na co pan patrzysz? Płacę, to wymagam!
Kierowca zamrugał dwukrotnie i podbiegł do bagażnika, skąd wyciągnął pokaźny bagaż. Babuleńka sięgnęła do kieszeni obszernego płaszczyka i wyciągnęła z niej portmonetkę.
— Masz pan. — Podała taksówkarzowi banknot, po chwili wysypując mu na dłoń sporo drobniaków. — Reszty nie trzeba, to za fatygę. Kupi pan cukierka dzieciom, czy coś tam. A jak pan dzieci nie masz, to piwko dla siebie. Kathy. Kathy się nazywam, niech pan zapamięta, bo pan dobrze jeździsz. Jeszcze pana wykorzystam.
Facet zaśmiał się i podziękował, całując dłoń kobiety, która przewróciła oczyma i pomachała mu na odchodne. Zawsze wyglądała na kwaśną, zadufaną w sobie ważniarę, ale tak naprawdę nie znałem nikogo, kto miałby tak wielkie i ciepłe serce.
— Noah, wnusiu! — krzyknęła, rozpościerając ramiona. — Chodź no tu, niech cię uściskam.
Chętnie podszedłem do babci i ucałowałem jej śmiesznie miękkie policzki. Miała wodniste, błękitne jak niebo oczy, które wpiły we mnie swój smutny wzrok.
— Jak ona się czuje? — zapytała, kiedy podniosłem walizkę i ruszyliśmy w stronę klatki.
— Źle, babciu — odparłem, wzdychając. — Od wczoraj nie wyszła z pokoju.
— Je?
— Je.
— Pije?
— Pije. — Westchnąłem, rozbawiony tonem kobiety. — I śpi. Lili podrzuciła mi ziołowe tabletki uspokajające i zgodnie z zaleceniami jej matki, dałem jej kilka, żeby nieco się rozluźniła.
— Dobrze, dobrze.
Pokiwała głową i zaczęliśmy naszą wspinaczkę po schodach, która nie obeszła się bez narzekania. Poprzedniego wieczora, po akcji z mamą, zadzwoniłem do babci, prosząc, by przyjechała do nas na jakiś czas. Martwiłem się o swoją rodzicielkę, a nie zawsze byłem w domu, by mieć kontrolę nad tym, co się z nią działo. A działo się nie najlepiej. Kathy zawsze miała na nią dobry wpływ i potrafiła postawić ją na nogi, więc wiedziałem doskonale, że była odpowiednią osobą do przebywania z nią.
Weszliśmy do środka. Mama akurat wychodziła z kuchni ze szklanką wody. Roztrzepana, z podkrążonymi oczyma, wpatrywała się w nas, a my staliśmy nieruchomo, nie wiedząc, jakiej reakcji się spodziewać. Nie miała pojęcia o tym, że ściągnąłem tu Kathy.
— Mama? — wypaliła zaskoczona, idąc ochoczo w naszym kierunku.
Kamień z serca.
— Córciu — mruknęła, tuląc ją do siebie. — Przyjechałam do was na trochę, bo już dosyć miałam tego samotnego siedzenia w mieszkaniu.
Mamuśka popatrzyła na nas jak na skończonych idiotów, doskonale się domyślając, że przyjechała wyłącznie dlatego, że ktoś po nią zadzwonił.
— Czuj się jak u siebie — powiedziała spokojnie, na co Kathy odetchnęła. — Zostań na tyle, na ile chcesz.
W jej oczach kryła się wdzięczność. Mimo wszystko widziałem, że poczuła się lepiej. Chociaż jedna rzecz mi się udała.

Wyglądałem przez okno na mokre miasto, znad którego deszczowe chmury nie chciały uciec od południa. Kathy paplała o czymś do mamy, która z uwagą jej słuchała. Byłem coraz bardziej zadowolony ze swojej decyzji, bowiem mamuśka trochę rozpromieniała. Jednak wczorajsza sytuacja nie dawała mi spokoju.
Sięgnąłem do kieszeni spodni, czując wibracje. Zaskoczony popatrzyłem na ekran, gdzie wielkie literki wskazywały mi osobę, próbującą się do mnie dobić.
P E T E R.
Och.
— Słucham? — Byłem całkiem ożywiony.
Choć wciąż miałem zamiar redukować mój kontakt z Tan i jej rodziną do minimum, w środku mnie rozkwitła lekka euforia.
Noah — mruknął na wydechu. — Potrzebuję cię. Bardzo cię potrzebuję.
Jego ton głosu naprawdę wskazywał, że było z nim marnie.
— Coś się stało?
Z Tanyą nie jest najlepiej — powiedział ostrożnie, jakby bojąc się mojej reakcji. Chwilę milczał, tak jak ja. Byłem niezadowolony. — Sądzę, że tylko ty możesz sprawić, by poczuła się lepiej.
— Wie pan… — Zassałem policzki. Chciał zniweczyć moje plany ogarnięcia dupska. — Nie wiem, czy to dobry pomysł, naprawdę. Ostatnio ja i Tan…
Ostatnio… — powtórzył jakby w transie. — Nie układa wam się, wiem. Ale mimo wszystko, ona polega na tobie jak na nikim innym. Czasem ci zazdroszczę. Woli wsparcie od ciebie niż od własnego ojca. Ale nie przeszkadza mi to, póki ona czuje się bezpieczna i… jest bezpieczna.
Zaniemówiłem. Naprawdę, dawno nie usłyszałem czegoś takiego. Nie wiedziałem co mówić.
— A N-Nataniel? — wydukałem, spoglądając na kobiety, które zamilkły i patrzyły na mnie uważnie.
Nataniel, srataniel. Nie jego potrzebuję ja. Nie jego potrzebuje Tanya. — Chyba się zirytował. — Noah, to tobie ufam i tobie chcę powierzać bezpieczeństwo mojej jedynej córki. Dobrze o tym wiesz.
— Przyjadę — powiedziałem wbrew samemu sobie. — Powinienem być za niespełna godzinkę.
Dziękuję ci. Czekam.
Rozłączyłem się i wgapiłem w ścianę. Nie chciałem tego robić, ale nie mogłem zawieść tego człowieka. Wmawiałem sobie, że posiedzę tam chwilę, popatrzę na nią, powiem kilka grzecznych słów i po prostu ucieknę. Choćbym cholernie pragnął z nią zostać…
— Gdzie ty się wybierasz? — Kathy popatrzyła na mnie krytycznie. — Leje, a ty się szlajać będziesz?
— Tanya? — zapytała mama.
Różnica w ich nastawieniu była dzielona niesamowitą przepaścią.
— No — mruknąłem — niedługo wrócę.
— To ta dziewucha, z którą mu wciąż nie wychodzi?
Skrzywiłem się, łapiąc za serce. To naprawdę ubodło moją dumę.
— Babciu — jęknąłem pretensjonalnie.
— No co?!
Mama zaczęła się z niej śmiać i zagadywać, a ja poszedłem na górę. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem czarne bojówki i szarą koszulkę. Do kieszeni spodni powciskałem portfel, klucze, telefon i ruszyłem do wyjścia, po drodze zgarniając kurtkę.
Serce mi jakoś szybciej biło.

< <> >

Brama była otwarta. Korzystając z tej okazji, wjechałem na podwórze, ledwo cokolwiek widząc, przez nieustającą ulewę. Drzewa wyginały się od silnego wiatru, jak jakieś ohydne upiory. Przez zalane wodą szyby dostrzegałem okna domu, w których paliło się światło i co jakiś czas przemykała zniekształcona postać. Balkon Tanyi był ciemny.
— Nie bądź cipą — syknąłem i uderzyłem się w policzki, po chwili popychając drzwi.
Wypadłem na podjazd i pobiegłem w stronę ganku. Zadzwoniłem dzwonkiem, ale nikt mnie nie słyszał. Za to do mnie docierały jakieś wrzaski. Niespecjalnie chciałem pakować się w sam środek awantury, bo w tamtym domu często kończyło się to flakami na ścianach. Złapałem jednak za klamkę i nacisnąłem ją, a drzwi po chwili zostały mi dosłownie wyrwane z ręki.
— Cześć — szepnąłem.
Aaron stał naprzeciwko mnie, był wściekły i prawdopodobnie zagradzałem mu drogę. Patrzył na mnie, jakby chciał rozerwać na kawałki. Poruszył ustami, jednak kiedy Peter wpadł do przedpokoju, wyminął mnie i zniknął gdzieś w strugach deszczu.
— Nie mam już siły, naprawdę. — Peter był cały czerwony.
— Przyszedłem nie w porę — mruknąłem, drapiąc się po karku.
Wciąż próbowałem odnaleźć w ciemnościach najstarszego z trójki rodzeństwa. Aaron był… Był straszny. Starszy ode mnie o jakieś pięć lat, wysoki blondyn o potężnych mięśniach. Pracował w więzieniu, więc często fiksowały mu nerwy, jednak nigdy nie podniósł na nikogo bliskiego ręki i nie potrafił nawet dobrze krzyknąć na członka rodziny. Wolał wyjść i wyżyć się na jakiejś pobliskiej latarni, niż krzywdzić drogie mu osoby. Tanya zawsze dostrzegała w nim kogoś, kto stał na straży domu, rodziny. Kryła się za nim, a w dzieciństwie nieustannie podążała jego śladami. Podobno, dopóki nie pojawiłem się ja. Wtedy przerzuciła się na mnie. Jednak ja i Aaron nie mieliśmy w sobie nic podobnego. No może prócz dennego poczucia humoru.
— Wejdź. — Peter jak zwykle brutalnie wciągnął mnie do środka. — Pokłócił się z matką. Moja żona znowu zaczęła wpadać w swoje paranoje. Nieważne.
Pokiwałem głową, zrzucając buty i kurtkę.
— Jest Jeremy? — zapytałem, sam nie wiedząc dlaczego.
Mężczyzna popatrzył na mnie uważnie, ściągając brwi. Oboje wiedzieliśmy, że nie o niego powinienem pytać. Pokręciłem głową, dając mu do zrozumienia, żeby mi odpuścił. Skinąłem do Diany, która starała się ukryć swoje zdenerwowanie awanturą i ruszyłem na górę, zaraz za nim. Peter otworzył drzwi pokoju Tanyi.
— Córciu? — mruknął.
Nic nie widziałem. Pokój skąpany był w mroku, który aż wzbudzał gęsią skórkę. Ten mroczny klimat wzmagała dudniąca o dach ulewa.
— Wyjdź. — Usłyszałem jej szorstki głos.
Zrobiło mi się jeszcze zimniej.
Peter popatrzył na mnie porozumiewawczo. Dałem mu znać, że zajmę się resztą i żeby znikał, a sam wsunąłem się do pokoju i zamknąłem drzwi. Na czuja zrobiłem kilka kroków w przód. Usłyszałem jak gwałtownie poruszyła się na łóżku.
— Tato, przecież mówiłam! — Lampka nocna zalała pomieszczenie słabym, pomarańczowym światłem. Zmrużyłem powieki i skupiłem wzrok na niewielkiej istocie, zawiniętej w koc. Każdy jej włos sterczał w innym, możliwym kierunku. Spoglądała na mnie i nagle na jej twarzy pojawiła się mieszanka zaskoczenia i niepewności. — Co ty tutaj robisz? Myślałam, że mnie unikasz.
— Nie przyszedłem tu dla ciebie, tylko dla Petera — oznajmiłem, modląc się, by w to uwierzyła.
Nie chciałem też, żeby sobie zbyt wiele dopowiadała. Jednak widząc ją taką zaspaną i bezbronną, zrozumiałem, że w sumie mogło być okay. Że chciałem, by było okay. Chciałem być bliżej, jak kiedyś.
— Noah — mruknęła, a ton jej głosu wywołał u mnie chłodne dreszcze. Była jakaś inna. Enigmatyczna, nieprzystępna. Nie dało się tego dostrzec z zewnątrz; to z jej aurą było coś nie tak. Wstała z łóżka i stanęła naprzeciw mnie, zatapiając bose stopy w jasnym, frędzlowatym dywanie. — Nieważne dla kogo tu jesteś. Liczy się twoja obecność.
Fuck, ma mnie.
Usiadłem na łóżku, patrząc przez chwilę w podłogę. Kiedyś się tak nie czułem. Kiedyś mogłem robić wszystko, a w tamtej chwili ogarniało mnie skrępowanie, jak nigdy dotąd. Po raz pierwszy w życiu, to, że byliśmy zupełnie sami w pomieszczeniu, sprawiało mi kłopot.
— Co się dzieje? — zapytałem, unikając zaciekawionego spojrzenia. — Dlaczego siedzisz tu po ciemku? Peter mówił, że coś jest nie tak. Że się o ciebie martwi.
— Obrazisz się, jeżeli pójdę teraz pod prysznic?
— Czy ty mnie właśnie zbyłaś? — Zrobiłem co najmniej głupią minę.
— Nie, zadałam ci pytanie. Dosyć proste, jak mniemam.
Pyskuje mi?
— Nie obrażę — odpowiedziałem ostrożnie.
Uśmiechnęła się i weszła do łazienki, do której miała wyłączny dostęp.
Rozejrzałem się po pokoju. Niewiele się w nim zmieniło. Ciemnie ściany, utkane pierdołami i zdjęciami nas wszystkich. Pełno lampek i dupereli, porozstawianych na półkach. Ten sam, słodki zapach, którym zawsze przesiąkałem. Rozsiadłem się wygodniej na materacu i sięgnąłem po jej laptopa. Poruszyłem touchpadem, a ekran się rozświetlił. Na tapecie wciąż miała zdjęcie, które zrobiła sobie kiedyś ze mną na plaży. Siedzieliśmy na kocu; wtulony w jej plecy, trzymając ją między nogami, popijałem piwo, obserwując, jak reszta bandy świetnie się bawiła, rzucając sobie piachem w twarze. Lily zrobiła nam wtedy zdjęcie. Jedno zm oich ulubionych.
Kliknąłem na zminimalizowaną przeglądarkę, gdzie na pierwszy strzał poszedł Facebook. Strona główna nie wyróżniała się niczym ciekawym. Kiedy chciałem już otworzyć nową kartę, brzdęk wiadomości mnie powstrzymał.
— Chciałbyś — warknąłem, widząc tam Nataniela.
Cześć piękna. Pff! Naprawdę tak do niej mówił? Słyszałem, jak Tan lała na siebie gorącą wodę i zamknąłem oczy, chcąc odgonić niepożądane myśli o jej delikatnej skórze. Wszedłem w profil tego chłopaka i trochę go postalkowałem, z trudem powstrzymując się od przejrzenia ich rozmowy. Nie znalazłem tam nic ciekawego. Był lamą. Totalną lamą.
— Noah!
Oderwałem się od komputera jak poparzony, słysząc jej stłumiony głos. Czułem się jak zbrodniarz, chociaż zawsze siedziałem przed jej laptopem, kiedy ona okupowała stacjonarkę i zupełnie nic nie robiła sobie z mojej wścibskości.
— Tak? — Podszedłem do drzwi.
— Błagam cię, podaj mi ręcznik.
Boom!
Oszalała. Do reszty oszalała. Stała tam zupełnie naga i mokra, zwabiając do siebie lwa. Aż zrobiło mi się gorąco, zaczęły piec mnie policzki i uszy, a w gardle dosłownie mi zaschło.
— Żartujesz?
— Nie! — Chyba się denerwowała. — Albo mi go przyniesiesz i położysz na półce, albo wyjdę do ciebie sama!
Gorączkowo zacząłem rozglądać się wokół. Zlokalizowałem przewieszony przez fotel materiał i potruchtałem do niego. Zacisnąłem palce i uchyliłem wejście, uprzednio ją ostrzegając, że wchodzę. Starałem się patrzeć w podłogę, choć szyby w kabinie były matowe i jedyne co mogłem zobaczyć to zarys sylwetki. Bałem się jednak, że samo to mogłoby mnie sprowokować do bezceremonialnego wpierdolenia się do środka. Odchodząc, walczyłem z tym, by się nie odwrócić.
Nagle zacząłem się zastanawiać, czy Nataniel miał jakąkolwiek szansę dostrzec jej nagość. Aż zakuło mnie w środku.

Rzuciła na materac pudełko z kartami i patrzyła na mnie. Wilgotne włosy wciąż lepiły się do jej różanych policzków, getry idealnie przylegały do smukłych nóg i cudownego tyłka. Najbardziej jednak odwracałem wzrok, kiedy zjawiała się naprzeciw mnie, skąd miałem dobry widok na piersi, osnute cienkim materiałem koszulki.
— Zagraj ze mną — mruknęła, ładując się na łóżko.
Było wielkie, ale samo wspólne przebywanie na nim, sprawiało mi trudności. Cholera, pół życia na nim spędziłem, robiąc to, co zechcę. Nagle przyszedł stres. Próbowałem to sobie jakoś wyjaśnić, jednak nie potrafiłem.
Przetasowałem talię, ukradkiem na nią zerkając, kiedy kombinowała coś przy laptopie. Przyłapałem się na tym, iż oblizałem wargi, kiedy ona rozchyliła lekko swoje. Czułem się jak zwierzę. Rozdałem między nami karty, resztę położyłem na środku i obserwowałem, z jaką pewnością wymieniła tylko jedną.
— Wygrałam — szepnęła, kiedy pokazałem jej trójkę dziewiątek, a ona wyłożyła mi przed nosem karetę.
— Nie masz jakichś cukierków? — Rozejrzałem się, niby niewzruszony. — Pograłbym o coś.
— Zdejmij koszulkę.
Znieruchomiałem. Strwożony jej rozkazem — bo ton wskazywał tylko i wyłącznie na to — obróciłem mechanicznie głowę i popatrzyłem w jej złociste oczy. Połyskiwały zadziornie, kiedy zaczesała do tyłu włosy, a usta wygięły się w cwaniackim uśmiechu. Deszcz i wiatr wzmagały na sile; gdybym coś zrobił, mało kto usłyszałby jej ciche wołanie o pomoc.
— Powtórz — szepnąłem, nie odrywając od niej wzroku.
— Zdejmij. Koszulkę.
Zmrużyłem powieki, lekko przechylając głowę. Czego ona żądała? Tanya bała się popatrzeć na moje bicepsy, kiedy dla wygłupów je przy niej napinałem. Zawstydzały ją te wszystkie rzeczy, jak małą, słodką dziewczynkę. Nie wiedziałem skąd u niej ta zmiana.
— Z jakiej racji mam to zrobić?
— Przegrałeś — mruknęła, spokojnie odpalając pewną piosenkę, która tylko bardziej to wszystko zaogniła. — Nie będziemy grać na cukierki, tylko na kary.
Oblało mnie nieoczekiwane gorąco, kiedy przez głowę przegalopowały kolejne, niepożądane myśli. Mimo to, jakby w transie, uniosłem się na kolanach i złapałem za krawędź koszulki, jakby jej ton i słowa stały się bezwzględnymi rozkazami.
— Twój chłopak będzie zazdrosny… — Nie panowałem nad myślami.
— Nataniel nie jest moim chłopakiem — sparowała natychmiast.
Obserwowała mnie z namiastką dziwnej upiorności w oczach, miętosząc w palcach róg poduszki, trzymanej na nogach. Zdjąłem ten głupi ciuch, patrząc na nią. Czułem, jak spinają się wszystkie moje mięśnie, jak daję się wciągnąć w jakąś niebezpiecznie podniecającą mnie grę. Nigdy, naprawdę, nigdy nie przeżywałem przy niej czegoś takiego. Nigdy mnie nie prowokowała. Nigdy nie robiła takich rzeczy. Nigdy… nie przejmowała inicjatywy.
— Tylko się widujemy — wyszeptała, drążąc temat. — Nawet się nie całowaliśmy.
— Rozumiem — odparłem w końcu, biorąc do rąk talię. Drżałem. — Rozumiem…
Ponownie przetasowałem talię, czując, jak błądziła spojrzeniem po moim obnażonym do połowy ciele. Intymność tamtej sytuacji dosłownie wypalała we mnie kolejne dziury, które miałem ochotę zatkać wyłącznie Wilkiem. Chciałem jej coś zrobić. Coś zrobić.
Coś, kurwa, zrobić.
Popatrzyła na mnie znad kart, nieco spłoszona. Wiedziała, że jeżeli przegra, to wezmę odwet. Była tego pewna, tak jak ja byłem pewny, że jej nie odpuszczę. Atmosfera się zmieniła. Ze wstydu przeszedłem do najczystszych chęci posiadania jej na własność. Całej.
— Strit — szepnęła, odkładając karty na pościel.
— Trójka — powiedziałem, natychmiast zabierając się za kolejne tasowanie.
Włączyła tę piosenkę. Musiała.
— Zaśpiewaj — zażądała.
Zawsze kazała mi to śpiewać. Uwielbiała mnie słuchać.
— Zaraz — odparłem, rozdając.
Byłem zbyt roztrzęsiony i nieskupiony.
— Mam dzisiaj dobry dzień — szepnęła, rozkładając karetę.
Bez słowa pokazałem jej karty. Zadrżała — role się odwróciły. Odrzuciłem swojego pokera na bok, siadając wygodniej. Rozsunąłem nogi, zasysając policzki, kiedy obserwowała mój brzuch. Wyciągnąłem przed siebie dłonie.
— Chodź — nakazałem, słysząc jak nieubłaganie zbliża się ostatni refren. — Chodź do mnie.
Z dziwnie zamglonym wzrokiem, zbliżyła się. Usiadła tuż przede mną; nasze oddechy się mieszały, tak samo jak ciepło rozgrzanych ciał. Dotknąłem smukłego ramienia, słysząc w głowie własny głos. Mój krzyk. Moje nie odpuszczę skierowane do Nataniela.
A przecież wcale nie przyjechałem tam dla niej. Wcale nie miałem ochoty jej widzieć. Wcale.
Anything you say can and will be held against you — wymruczałem, badając wzrokiem jej twarz. Dostrzegałem w niej już starą Tanyę. Zawstydzoną, niepewną, słodką owieczkę, skrytą w ciele niezłomnego wilka. Próbowała grać na moich uczuciach, tak jak ja grałem zawsze na jej. Na chwilę stała się dużo odważniejsza wobec mnie. Ale poddała się. — So only say my name...
Poruszyła ustami, zamykając powieki, kiedy przesuwałem dłoń po jej gorącej szyi. Byłem zbyt blisko tego, czego pragnąłem. Z b y t   b l i s k o.
Anything you say can and will be held against you... — Napawałem się jej zapachem, jak pierdolony narkoman. — So… only… say. My. Name.
— Noah… — wydusiła z siebie głosem, który zrzucił ze mnie chyba wszystkie blokady.
— Czas na moją nagrodę. — Zgarnąłem gęste, kasztanowe włosy na jedną stronę jej głowy i przyciągnąłem dziewczynę bliżej siebie.
— To miały być kary — zaprotestowała niepewnie, kładąc dłonie na moich piersiach.
Bała się tego dotyku. Bała się mojej skóry.
— Może dla ciebie to będzie karą, kto wie.
Musnąłem ustami smukłą szyję. Raz, drugi, trzeci. Poruszała się delikatnie, wzdychając cicho. Drobne paluszki zaciskały się mocniej na moim ciele.
— Noah, robisz to wbrew sobie — wyszeptała.
Doskonale wszystko wiedziała. Czytała ze mnie jak z otwartej księgi.
— Zamknij się — syknąłem, po chwili wpijając w nią zęby.
Jęknęła cichutko, przysuwając się jeszcze bliżej. Przylegała do mnie, jak jeszcze nigdy. Przestawałem nad sobą panować, już całkowicie. Błądziłem dłońmi po jej plecach, brzuchu. Miałem niewyobrażalną ochotę dotknąć jej piersi, kiedy wyczułem na klatce jej sutki.
Przestałem.
Zablokowałem się. Moje dłonie chciały już wpełzać pod jej ubrania, a do tego nie mogłem dopuścić. Po raz pierwszy zaszedłem tak daleko. Po raz pierwszy to nie były głupie zaczepki. Cmoknięcia. Całowałem ją — łapczywie, agresywnie. Jeszcze kilka chwil i prawdopodobnie całkowicie straciłbym kontrolę. Rozebrał ją. Dopadł w końcu jej usta.
Nie mogłem tego zrobić. Nie jej.
Chwyciłem za ciepłe policzki dziewczyny i lekko ją od siebie odsunąłem, patrząc w oczy. Wciąż się świeciły. Podpuchnięte, zaczerwienione powieki wskazywały na to, że przed moim przyjściem musiała naprawdę długo płakać.
— Powiedz mi, co się dzieje, Tanya — wyszeptałem, wpatrując się w najsłodsze na świcie wargi. Tak bardzo chciałem ich spróbować. — Dlaczego siedzisz tu sama, po ciemku. Płaczesz. Dlaczego nie dzwonisz, by powiedzieć, że coś się stało.
— Dałeś mi do zrozumienia, że chcesz się odseparować — odparła spokojnie, hardo na mnie patrząc. Zazwyczaj uciekała wzrokiem. — Nie chcę robić czegoś wbrew tobie. Nie chcę cię do siebie zmuszać.
Uświadomiła mi, że byłem winny. I głupi. Z jednej strony ją od siebie odsuwałem, a z drugiej dumałem, dlaczego się ze mną nie kontaktowała. Nie miałem pojęcia, co mogłem jej powiedzieć. Że znowu zawaliłem. Że znowu coś we mnie pękło.
Jednak przypomniałem sobie swoje spotkanie z Natanielem. To, jaką zawziętość we mnie obudził. Coś zrozumiałem. Wiedziałem już, dlaczego tym razem wszystko wyglądało inaczej niż zazwyczaj.
Każdy poprzedni facet, który kręcił się przy Tanyi, nie potrafił zajść zbyt daleko. Wilk była trudna. Miała ciężki charakter, skłonności do nadmiernego strachu lub izolacji. Bywała też wybuchowa i głośna. Ludzie, mimo to, bardzo ją lubili, bo bez względu na to, jak bardzo została skrzywdzona w przeszłości, nigdy się nie poddała. Miewała gorsze dni, ale wciąż była dobrą osobą, skorą do pomocy innym i przekładania ich ponad siebie.
Faceci też ją lubili. Była zgrabna, śliczna. Miała idealne kształty, zadziorne spojrzenie i słodkie gesty, którymi nieświadomie kusiła ludzi. Jej melodyjny, ciepły głos wzbudzał dreszcze. Uganiali się więc za nią, jak psy za pokaźnym kawałkiem mięsa. Ale Arashi nie wykazywała nigdy większego zainteresowania. Nie rajcowało jej życie w związku, ani spotkania w łóżku. Wolała mnie. Zawsze. Nie musiałem być jej chłopakiem. Miałem po prostu sobie być, a ona czuła się wtedy bezpieczna i szczęśliwa.
Kiedy zdarzali się dziwni natręci, za plecami Tan zawsze stałem ja. Patrzyłem na nich krytycznie, lubiąc od czasu do czasu dać któremuś w mordę, kiedy się zapędził. Ale było to dla mnie czymś w rodzaju zabawy i nadopiekuńczości, dzięki wiedzy na temat jej dzieciństwa.
Przez nastawienie Wilka do mojej osoby, nigdy nie czułem jakiegoś zagrożenia spowodowanego przypuszczalną utratą dziewczyny. Przywykłem do takiego stanu rzeczy; do polegania na mnie, życia ze mną. Ja miałem być. Ona miała być. Tak było dobrze. Zawsze tak samo. Dopóki nie pojawił się Nataniel.
On był inny niż wszyscy. On ją zainteresował. Zwracał uwagę Tanyi, przebywał z nią, mógł jej dotykać. W jakiś sposób wcisnął się na miejsce obok mnie, bezceremonialnie naruszając prywatną przestrzeń, którą zbudowałem między dziewczyną a sobą. W końcu pojawił się ktoś, kto najzwyczajniej w świecie mógł mi ją odebrać. I to otworzyło mi oczy. To przypomniało mi, kim była dla mnie Arashi. Jak ważną częścią mojego życia się stała, jak cholernie jej potrzebowałem i nie chciałem za nic stracić. Tylko wciąż nie potrafiłem tego przed sobą przyznać. Nieustannie twierdziłem, że ja i ona to byt niedopuszczalny.
— Aaron — wyszeptała, sprowadzając mnie na ziemię. Przestraszyłem się. Jej oczy napełniły się łzami. — Widział go.
— Kogo? — zapytałem.
Ćwierć sekundy po moim pytaniu, wręcz we mnie zawrzało. Zacisnąłem zęby, patrząc prosto w złociste tęczówki. Jaki głupi byłem. Jaki żałosny. Jak mogłem zapomnieć.
— Tu? W mieście?
Skinęła zgodnie głową.
— Może mu się przewidziało? — drążyłem, jakby chcąc odpędzić od siebie prawdę.
— Może…
Przytuliłem ją do siebie mocno, wplatając palce w długie włosy.
— Masz nigdzie nie wychodzić sama z domu, rozumiesz? — warknąłem, czując, jak bolą mnie już szczęki. — Zawsze ktoś ma przy tobie być. Nigdy sama. Nigdy, kurwa, nigdy.
— Noah…
— Przysięgam — jęknąłem, bliski dziwnej histerii — nie pozwolę, by jeszcze kiedykolwiek cię skrzywdził.
Przywarła do mnie mocniej i trwaliśmy tak jakiś czas. Gładziłem jej głowę i plecy, próbując się uspokoić.
Jej oprawca był już od jakiegoś czasu na wolności. Ten obrzydliwy skurwiel, który otrzymał tak niesprawiedliwy wyrok. Poprzysiągłem to kiedyś sobie i jej… jeżeli wpadnie mi w ręce, to go zniszczę. Bez względu na konsekwencje.
Moją uwagę zwróciła komórka. Ktoś dzwonił. Sięgnąłem po nią, ściągając brwi na widok obcego numeru. Wymieniłem zaskoczone spojrzenie z Tanyą i nie wypuszczając jej z ramion. odebrałem telefon.
— Halo? — Przysunąłem go do ucha.
Cisza. Milczenie, które przeszyło mnie na wskroś. Słyszałem jedynie czyjś oddech.
Niespokojny, rozwścieczony oddech.

Od autora: Troszkę się zmienia, co nie? W ogóle, to najdłuższy rozdział, jaki wam oddałem. Nie spodziewajcie się więcej takich. Wątpię, czy będzie mnie stać. Ale jest on na pewno przełomowy, jeżeli chodzi o pewną sferę uczuć.
Pewnie w tym momencie wydaje wam się, że zaczynacie w głowie układać sobie wszystko w jedną, sensowną całość. Niestety, wierzcie mi na słowo, że to dopiero siódma część. Do szczęścia i spokoju jeszcze bardzo daleko.
Mayako mnie zabije, bo znowu po jej korekcie sporo dopisałem. Huehue.
Do usłyszenia!

20 komentarzy:

  1. Babcia Noaha jest cudowna. <3

    Rozdział wyszedł świetny i pomimo swojej długości i tak przeczytałam go na jeden raz (u Mayako czytam nawet i w trzech turach -_-).

    Co do tego co się dzieję. Nie potrafię opisać uczuć jakie we mnie powstają czytając to wszystko.

    Jestem ciekawa co będzie się działo dalej i o co chodzi z tym typkiem, przez którego Tanya jest jaka jest w obecnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pomysł na babcię, to mi w sumie przyszedł w trakcie. Znaczy na sytuację, bo babcia sama w sobie planowana była od początku.

      Kiedyś też ją czytałem na kawałki, ale potem gubiłem się w faktach i nauczyłem się planować odczytywanie jej rozdziałów. xD

      Usuń
    2. Dlatego ja ją męczę o to by dodawała rozdziały w nocy. Wtedy mam przynajmniej czas do czytania. -_-

      Usuń
  2. Jezus, jak bardzo nie byłam zakochana wcześniej w tym blogu, tak teraz to już w ogóle. <3

    Tyle tajemnic i uczuć, aż mi się płakać chce. Nie skomentowałam poperzedniego rozdziału o ile dobrze pamiętam, w każdym razie podzielam zdanie Thomasa - trzeba było przywalić Natanielowi w mordę! Jest postacią, której nikt nie powinien ufać, tak sądzę.

    Co do sceny z mamuśką, jestem bardzo ciekawa co Ty szykujesz chłopaku. Raz, że sama zaczęłam się bać, dwa... bardzo podoba mi się to, że ukazujesz tak ciepłą i bliską elację między synem a matką. Jeszcze te słowa o najważniejszych kobietach. <3 Kto jest tą drugą, hm? ;> Czyżby Noah znowu próbował ukryć swoje prawdziwe uczucia?
    Babcia ewidentny wygryw. xD
    Noi końcówka... Po prstu jestem zauroczona sposobem, w jaki opisywałeś wszystkie te gesty, jego przemyślenia i brak opanowania męskiej żądzy. To wszystko jest takie prawdziwe, naturalne, niewyolbrzymione. I bardzo lubię piosenkę, którą zaśpiewał Noah. Fall out boy <3 Aż mi wyobraźnia poszła w ruch. :3

    Czekam na następne części! A szablon wspaniały. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noah ich nie ukrywa. Noah jest idiotą, który ich nie rozumie i się w nich notorycznie gubi. xD

      Usuń
  3. No, jestem.
    Ogólnie to też byłam za tym, żeby Noah spuścił łomot Natanielowi, ale dochodzę do wniosku, że odwlekasz to nie bez powodu. Tak się będzie zbierać i zbierać, aż w końcu biedny Kruk wybuchnie. Thomasa szanuję za to, że on bardzo tak otwarcie do wszystkiego podchodzi i nie snuje nie wiadomo jakich konkluzji. Patrzy na wszystko w trzeźwy sposób, co zbliża do niego czytelnika, mimo jego tajemniczości.

    Scena z mamą chyba wygrała moje serce w tej części, ze względu na więź. Ja nigdy takiej nie miałam ze swoją matką, więc wyobrażanie sobie takiej bliskości bywa wręcz czasem bardzo bolesne. Zazdroszczę Noah tej miłości. I podziwiam go za te słowa, odnośnie tego, że jest jedną z najważniejszych kobiet w jego życiu. Teraz, żeby trafić na takiego człowieka, który bez wstydu przyzna się do takich uczuć... da się tak w ogóle?

    Babcia wyszła ci super, serio. To była taka typowe scena z życia, przez którą chyba każdy w życiu przechodził. I still have the feeling that she came here for some other reason. xD

    Końcóweczka najlepsza. Więcej Aarona! Kolejne tajemnice; ten człowiek z przeszłości Tan robi zamieszanie w całej rodzinie, nie tylko w sercu tej dziewczyny. Zastanawiałam się skąd u niej taka nagła zmiana i chęć spróbowania przejęcia tej inicjatywy. To było naprawdę dobre, bo pokazało, jak wytrącony ze swojego stałego rytmu Noah bardzo się przez to pogubił. No i w końcu wiemy też, dlaczego Nataniel szczególnie działał mu na uzębienie. Kary świetne. <3 Aż miałam dreszcze.

    Na głuchy telefon mam kilka teorii. <3

    Pisz szybko Akai, czekam z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żeby nie było, że nie komentuję.
    Gdyby ktoś był ciekaw mojej nader cennej opinii, zapraszam tutaj:
    http://protocol-undead.blogspot.com/2017/05/iii-to-juz-nie-sa-ludzie.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Akai, cholero jedna, namieszałeś mi w głowie, jak nie wiem. xD O tyle, o ile postać Tsukiego jest dla mnie prosta - zakochany w przyjaciółce chłopak, który obsesyjnie chce jej dobra, o tyle Tanya to jeden, wielki znak zapytania. Poważnie. Albo ta dziewczyna czuje to samo do Noah, co on, albo jest zupełnie zagubiona w swoich uczuciach i się nim bawi. ;D Chociaż czuję, że żadna z moich teorii co do Wilka nie jest w stu procentach pewna. Zaskakujesz mnie swoim talentem; to, jak niesamowicie idealnie sklejasz słowa jest takie… awww *_* Otwarcie dołączam do fanek Akai’a xD
    Podejrzewam, że niedługo zbliżymy się do końcóweczki, a zważywszy na fakt, że jesteś bffem Mayako, epilog pewnie rozwali nas na całego xD Albo będzie tragiczny, albo taki, przez który cały dzień będę chodzić i zastanawiać się, co tam się, kurwa, mogło wydarzyć. W każdym razie mocno trzymam kciuki za twoją twórczość :*


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilk jest taką zwykłą dziewczyną, o osłabionej psychice, którą łatwo omotać. Serioszka. Heheszky.

      Dziękuję za kciuki! :*

      Usuń
  6. NOAH, TY IDIOTO. Ach, jakie to typowe — chłopak chcący się odsunąć od ukochanej, jednocześnie jej pragnąc. Dlatego, choć Kruka pokochałam, wrzucam na niego z każdym rozdziałem. No naprawdę, no bo co potem taki Wilk ma myśleć i robić? No to przecież oczywiste, że pomimo miłości sama również zacznie się odsuwać. I wielkie, obustronne zakochanie szlag trafi.
    W końcu jednak do czegoś doszło, Noah c o ś zrobił. Tutaj moje uszanowanko względem Ciebie, Akai, bo to c o ś nie zaszło dalej. Owszem, mogłoby zajść, ale patrząc na ilość rozdziałów tej historii przed nami, wydawałoby się to za szybkie. Dlatego cieszę się, że tak dawkujesz postęp tej intymnej części relacji między bohaterami.

    Pokochałam postać Tan. Intryguje mnie jej przeszłość, a charakter zwodzi z każdym rozdziałem. Uwielbiam taki typ postaci, ot co. Wydaje się naprawdę urocza i bywa, że potrafi zdominować — tak jak tym rozdziale — aby zaraz skryć swoje zamierzenia za warstwami wstydliwości. No skradła mi serce! Tym bardziej, że jej przeszłość wciąż jest tajemnicą. Dlatego też kolejne akapity, w których jest wspomniana lub się pojawia, zlizuję niczym stopione resztki czekolady (a ja naprawdę kocham czekoladę! jak nic innego!). Zwyczajność Arashi całkiem mną zawładnęła.

    Szanuję Thomasa! No naprawdę, Lis jest świetny. Taki opanowany realista ze agresywnymi skłonnościami, gdy tylko w grę wchodzi życie Lili. Jedna z bardziej lubianych przeze mnie postaci, chyba nawet na drugim miejscu — zaraz za Wilkiem. Uwielbiam jego postrzeganie. Szczególną moją sympatię zdobył podczas dawania rad Noahowi. Fakt, zajechało hipokryzją, ale w zasadzie obustronną, więc go nie winię. Potrafił jednak postawić sprawę jasno: walcz albo odpuść, nawet jeśli początkowo sam nie potrafił się do tego zastosować. Kage również skradł moje serce — nie w roli jakiegoś crusha czy czegokolwiek w tym stylu, ale naprawdę go polubiłam. Chciałabym mieć taką osobę gdzieś przy sobie w postaci przyjaciela, aby w różnych momentach mojego życia porządnie mną wstrząsnął.

    Bardzo lubię też Lili — nie patyczkuje się, jest dość bezpośrednia. Mimo to sama zbyła odpowiedź na pytanie Lisa. To samo pytanie, które wcześniej zadała jemu i na które oczekiwała odpowiedzi. Kolejna postać, jaka wyszła Ci naprawdę ludzko, dzięki czemu zyskała w moich oczach.
    No i różowe włosy! Propsuję! Lubię, gdy jest jakaś chociaż jednak taka postać, która odróżnia się od innych zewnętrznymi cechami.

    Seeerio, uwielbiam tę paczkę! Wyszła genialnie. W dodatku opisujesz ich tak prawdziwie, nadajesz im cechy, które pokazują (nie musisz nawet mówić tego wprost), że każde z nich przeszło własną historię. Taką, która do dziś odciska na nich swe piętno. Ale to w jakiś sposób ich spaja. Świetnie Ci wyszło ukazanie tego. No i cieszy mnie, że nie skupiasz się jedynie na Tan oraz Noah, a uwzględniasz także relacje Thomas-Lili.

    Podzielam zdanie Tsukiego co do Nata. On mi jakoś tutaj śmierdzi i to wcale nie przez pryzmat mojego kibicowania Noanyi (tak, połączyłam nawet ich imiona XD). Pojawił się doskonale w momencie, kiedy wszystkich dobiegła informacja o wcześniejszym zwolnieniu oprawcy Wilka. Nie mówię, że oni mają ze sobą jakiś związek (choć to również rozważam), ale wydaje mi się, że te dwie postaci jakoś tak się splotą ze sobą, aby dodatkowo namieszać w już i tak słabej psychice Tanyi. Cieszę się jednak, że w pobliżu nadal są i jej bracia, i ojciec, i przyjaciele. No i Noah.
    W ogóleee! Ilekroć próbuję zobrazować twojego Nataniela, widzę tego Nataniela ze Słodkiego Flirtu. Poważnie, przez imię, włosy i oczy, widzę tylko jego. xD

    Zastanawia mnie ten koleś od Sowy. Kage coś wie — zauważył to zresztą sam Kruk. Stąd moje obawy, że Thomas w coś się wpakuje, konkretnie mieszając. No, zapewne przybliży to Thomli (nie zabijesz mnie za te nazwy, prawda?), ale ja i tak się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna tajemnica — co tak bardzo nęka matkę Kruka i dlaczego może zmusić ją nawet do przeprowadzki? No i tutaj sprawa zajeżdża mi ojcem. Coś tam wcześniej wspomniałeś, że zniknął, gdy Noah miał kilka lat. Mam wrażenie, że nie bez powodu odkryłeś wcześniej jedynie strzępki tych informacji. Wydaje mi się, że to zachowanie pani Tsuki ma związek właśnie z tym. Zapewne wie co nieco i chce ochronić przed tym syna — przynajmniej tak to widzę, ale kto wie.

      No i tu wspomnę o kolejnej postaci, jaka skradła moje serce! Babcia Kruka. Mam to do siebie, że uwielbiam w opowiadaniach takie starsze osoby ze śmiesznymi odzywkami, o ciepłym sercu.
      W dodatku mam poczucie, że nie ukazałeś jej tu tylko po to, aby podtrzymała na duchu swoją córkę — być może to ona powie coś tam naszemu bohaterowi.
      Podobnie szanuję resztę rodzin naszych bohaterów — czy to mamę Kruka, czy braci i tatę Arashi.

      Podczas czytania rzuciły mi się w oczy drobne literówki, ale nie sprawiły one, że tekst zmieniał znaczenie czy też drażniły, dlatego nie chciało mi się ich tutaj kumulować (wybacz, leniwa się ostatnio zrobiłam xD), ale — jeśli Ci to nie przeszkadza — postaram się o jakichś ewentualnych błędach pisać w następnych komentarzach.

      Odpowiada mi długość postów. Są blogi, w których do gustu przypadają mi dłuższe rozdziały, są też takie, na których sobie tego nie wyobrażam. Nie wynika to z tego, że "tego bloga lubię bardziej, tego trochę mniej", a po prostu z swego rodzaju dopasowania. W jednych historiach bardziej pasują mi krótsze teksty, a w innych długie i tyle. Tutaj wpasowałeś się idealnie w moje gusta.

      Powiem szczerze: EoT prześladowało mnie już jakiś czas. Mimo, że nie jest to blog Naruto, a to w nich właśnie się lubuję, napotykałam go niemalże wszędzie. Zupełnie, jakby pisane było mi go przeczytać — i ciesze się, że Majka poleciła go na Protokole, bo to tylko wzmogło moją chęć do zapoznania się z Twoją twórczością. A zakochałam się. Zarówno w bohaterach, historii, jak i Twoim stylu. Piszesz tak przejrzyście, zarazem emocjonalnie i nadajesz charakter całości. Naprawdę, sprawiasz że bohaterowie nie wydają się być jedynie postaciami-w-jakimś-tam-opowiadaniu, a wypadają bardzo wiarygodnie. Niczym prawdziwe, wyraziste osoby.
      Robisz to świetnie, więc cieszę się, że postanowiłeś pisać. Zostaję tu na stałe, bo dosłownie skradłeś mi serce treścią. Mam mnóstwo pytań i wysnutych dopowiedzeń. Czekam więc na rozwianie wątpliwości.
      Masz mnie, Akai. Naprawdę mnie masz, no zakochałam się w tym blogu.
      Pozdrawiam! ♥

      Ps. Propsy również dla Mayako, bo szablon świetny!

      Usuń
    2. Ej, aż nie wiem co powiedzieć. Serio.

      Usuń
  7. Thomas. Ten typek ciekawi mnie sto razy bardziej niż Nataniel i może nawet trochę bardziej niż sam Noah. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale mam wrażenie, że to coś istotnego. Czasami zachowuje się dość dziwnie, niewiele o nim wiemy iii ogólnie to jakoś ciężko mi go sprecyzować, może w tym tkwi problem. Nie wiem, mam tylko nadzieję, że nie okaże nikim złym, bo to fajny chłopak, hehe. I do któregoś momentu byłam przekonana, że on już jest z Lily, lolol, zdziwiłam się potem dość mocno, kiedy w którymś rozdziale wyszło, że jednak nie.
    Jeśli chodzi o akcję z mamą to szczerze sobie nie wyobrażam, bym mogła wytrzymać po czymś takim, nie wiedząc praktycznie nic. Być może za automatycznie sugeruję się swoją – ona by nie wytrzymała, po prostu – ale w sumie z charakterem Noaszka spodziewałam się czegoś podobnego, że jakoś to z niej wyciśnie i w ogóle, choćby miało trwać dniami, to aż do skutku. Babcia z kolei skojarzyła mi się z tą z jednego filmu z Sandrą Bullock, Narzeczony mimo woli bodajże i od razu miałam w głowie właśnie ją. xD Chciałabym w ogóle zostać kiedyś taką babcią.
    Ogólnie to wydaje mi się, że Tanya zwyczajnie panicznie boi się tego całego typka x i to ją wręcz miażdży. Wyobrażam sobie to paraliżujące uczucie, które wysysa totalnie z innych i nie pozwala swobodnie myśleć ani funkcjonować. Do tego Noah kilka dni wcześniej jej dowalił, bo skoro Nataniel okazał się być o stokroć mniej istotny, to zrozumiałe, że to kontakt z tym pierwszym jest dla niej sprawą nadrzędną. Odebrałam to jako jej kolejną próbę mocnego zebrania się w sobie i to, że Tanya postanowiła zastosować tę pewną zmianę również na Noah – odpłacić mu się swoim celowym zachowaniem, co samo w sobie miało być elementem zbycia. Zastanawiam się, czy w tym wypadku to nagła mobilizacja i determinacja nie mogłaby być poświadczeniem tego, że darzy go jeszcze większym uczuciem niż on ją. W szczególności po słowach  Noah, robisz to wbrew sobie.; Nie chcę robić czegoś wbrew tobie. Nie chcę cię do siebie zmuszać.
    Całej tej scence w pokoju dziękuję za to, co się dokonało, a co nie, serio xD Bo mimo wszystko jakaś część emocji, i ich i naszych, została zwyczajnie rozładowana, a to zaledwie namiętny pocałunek w szyję i aż kurewsko gorący pocałunek w szyję xD Cała poszewka z tych wszystkich gestów, zachowań Tanyi i myśli Noaha była do tego idealnym wprowadzeniem, jak i otoczką.
    Postanowiłam w końcu się odezwać, bo w sumie jestem niemalże od początku, alem leniuszek do komentowania czasem. A że jestem typem człowieka, którzy im więcej ma do zrobienia, tym więcej rzeczy potrzebnych i niepotrzebnych też zrobi, to cały dzień właśnie piszę, albo sobie albo właśnie komentarze i oto jestem.
    Życzę wenki, bo przerwa od poprzedniego rozdziału długa jak nigdy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham takie komentarze! I dziękuję Ci za niego straszliwie. :3 Strasznie mnie one dowartościowują, zwłaszcza, kiedy czytelnicy analizują postacie razem ze mną i w ogóle.

      Co do sytuacji z mamuśką i Noah... No on właśnie taki jest, że cholernie chciałby to z niej wycisnąć, ale niestety średnio będzie mógł. Wszystko się rozwinie niedługo. :D

      Usuń
  8. Witam, znalazłam się tutaj dzięki Mayako. Więc i jej możesz podziękować za kolejną wierną fankę. Śledzę blogi o podobnej tematyce od wielu lat. I pisząc o wielu latach mam na myśli, że od czasów gdy odkryłam czym są blogi i Internet a Naruto oglądałam na Jetixie. Lata mijały a ja dorosła już kobieta (znajomi dookoła biorą śluby i mają dzieci wiec chyba już mogę się tak nazwać) dalej posiadam kilka swoich ulubionych perełek gdzie zaglądam od czasu do czasu w poszukiwaniu nowych rozdziałów. Mimo wszystko nigdy nie komentowałam prac, które czytałam. A ten komentarz będzie jednym z niewielu śladów, które po sobie w tym blogowym świecie zostawiam. Nie jestem też fanką poznawania autora, postaci i całej reszty, zaczęłam więc czytanie pierwszego rozdziału gdy tylko otworzyłam Twoją stronę. Przejdźmy więc do właściwej części tego komentarza. Zdziwienie, zaskoczenie i niedowierzanie... Nie sądziłam, że kiedykolwiek przeczytam coś tak dobrego, romantycznego, przesiąkniętego emocjami, które są wręcz namacalne ale z drugiej strony intrygującego i niebanalnego. A jednak napisanego ręką mężczyzny! Jestem pod ogromnym wrażeniem treści, formy oraz kreacji bohaterów. Sam fakt, że na moim zegarku dochodzi 5 nad ranem jest dobrym wyznacznikiem jak bardzo Twoje opowiadanie wciąga. Chciałabym Ci życzyć dużo weny i masy fanów :)


    Pozdrawiam,
    Emi

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam tę dwójkę. Ich relacja jest cholernie skomplikowana, ale sami są sobie winni.
    Czytałam z zapartym tchem 😍
    Cudowne jest to, jak oni siebie potrzebują, jak lgną do siebie. Oby poszli po rozum do głowy. Oby

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO