wtorek, 18 kwietnia 2017

6. Na rogu korytarza

Skręciłem autem w doskonale znaną mi uliczkę. Dotarłem na sam jej koniec i zaparkowałem na poboczu, nawet nie dopuszczając do siebie myśli, że mógłbym wjechać na podwórko, tak jak to robiłem od zawsze. Zgarnąłem z fotela pasażera kilka książek, które niedbale wrzuciłem do jakiejś torby i popatrzyłem na bramę. Wiedziałem, że choćbym zadzwonił i go błagał, to i tak nie wyjdzie.
Wypadek miał miejsce tydzień wcześniej. Od tamtej pory nie widziałem Tanyi ani razu. Nie przychodziła na uczelnię, mówiąc Lili, że do końca tego tygodnia po prostu nie da rady psychicznie się zebrać. Nie dziwiłem jej się. Uciekła z rąk śmierci, po raz drugi w swoim życiu. Wiedziałem, jak cholernie była zdruzgotana. Żałowałem tylko, że nie mogłem być przy niej, tak jak zawsze w takich chwilach.
Teraz jest ktoś inny.
Wysiadłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Furtka była otwarta, więc spokojnie wtarabaniłem się na podwórko, gdzie powitały mnie dwa, ogromne owczarki niemieckie. Pokonałem spory, jesienny ogród i zapukałem śmiało w drzwi, chcąc mieć to za sobą.
— Noah! — Krzyk Petera powitał mnie gromko. Po chwili wciągnął mnie siłą do środka, a ja zacisnąłem powieki, modląc się, by szybko mnie wypuścił. — Czemu cię ostatnio u nas nie było?
— Miałem trochę do zrobienia — odparłem niespokojnie, automatycznie kierując wzrok w stronę salonu. — Dziś też jestem dosłownie na moment.
— Dlaczego?
Ojciec Tan wyglądał na prawdziwie zawiedzionego. Ale co mu miałem, do cholery, powiedzieć? Że nie dawałem psychicznie rady z tym, iż ktoś zaczął się kręcić wokół jego córki? Że nie umiem ustabilizować swoich uczuć względem niej?
— Mama nie najlepiej się ostatnio czuje — szepnąłem.
Nie kłamałem. Martwiła mnie, było z nią coraz gorzej.
— Kto przyszedł?! — Usłyszałem głos Jeremiego. — Noah?
— Tak, to ja!
Głowa rodziny popatrzyła na mnie uważnie, a ja wskazałem na książki, które dzierżyłem w dłoniach.
— Zwracam lekturki — zażartowałem.
— Zapomniałem, że studiujecie to samo. — Peter trochę spoważniał. — Słuchaj… co uważasz o tym Natanielu?
Miałem dość. Rzygałem tematem tego chłopaka, ale oni wszyscy chyba naprawdę myśleli, że jestem obeznany w tym temacie. Tata Wilka pokładał we mnie wiele nadziei i zaufania. Żałowałem, że tym razem nie mogłem być pomocny. I prawdopodobnie, z dnia na dzień, miało być coraz gorzej.
— Nie lubię go — odparłem i wzruszyłem ramionami. — Nie znam, ale nie lubię.
Zaniepokoił się.
— Co z nim nie tak? — zapytał opierając się o framugę.
— Nie wiem. — Powtórzyłem gest barkami i popatrzyłem na zbliżającego się Jeremiego. — Nie zamieniłem z nim nigdy słowa, Tan również ze mną o nim nie rozmawiała. Naprawdę go nie znam. Moi znajomi również.
— To niepokojące, że pojawił się tak znikąd — powiedział, pocierając bródkę. — Starałem się go tolerować, ponieważ Tanya trochę przy nim rozpromieniała i nie myśli o tym skurwielu. Jednak jest to niepokojące.
W mojej głowie zaświeciła się lampka. Po raz pierwszy inaczej popatrzyłem na tę sytuację. Peter unaocznił mi, że Nataniel rzeczywiście zupełnie nagle zwiększył swoje zainteresowanie Arashi. Okay, wiedziała o jego istnieniu, ale sama wspominała, że tak nagle zaczął ją zagadywać na korytarzu, sępić o numer. Mogła mu po prostu wpaść w oko, jednak…
Drzwi domu otworzyły się zamaszyście. Odwróciłem jedynie głowę i popatrzyłem w dół, gdzie dostrzegłem zaskoczoną Tanyę. Stanęła w przejściu i spoglądała na mnie swoimi złocistymi oczami, które radośnie się roziskrzyły. Normalnie może ucieszyłbym się z takiej reakcji, jednak mój wzrok błyskawicznie przeniósł się na postać za nią.
Nataniel wpatrywał się we mnie, drżąc ze złości. Stał przed domem i widziałem, że nie miał najmniejszej ochoty ani odwagi pchać się do środka. I to wcale nie było spowodowane moją obecnością. Wręcz uderzyła we mnie nieprzyjemnie złowroga aura Petera i Jeremiego, którzy stali tam ze mną.
— Noah! — zaszczebiotała zadowolona Tan, składając dłonie na wysokości piersi.
Czułem się niepewnie. Wiedziałem, że moja twarz nabrała tego ohydnego wyrazu, który zwiastował gotowość do walki. W jednej chwili zapragnąłem wyskoczyć do niego, chwycić go za mordę i mu ją roztrzaskać.
Poczułem, jak drobna dłoń chwyta mnie za nadgarstek i kiedy dojrzałem wystraszonego spojrzenia Wilka — odpuściłem. Nigdy nie chciałem, żeby się mnie obawiała. Nie ważne w jakiej sytuacji.
— Do zobaczenia, Tanny — odezwał się nieproszony gość, który chwilę potem skinął grzecznie do ojca wspomnianej.
Tanny. Sukinsyn, na za wiele sobie pozwalał. Wziąłem głęboki wdech i odwróciłem wzrok w stronę Jeremiego. Wyciągnąłem do niego rękę z książkami i podziękowałem grzecznie, po chwili się żegnając. Miałem wrażenie, że zaraz mnie coś rozsadzi i nie chciałem, by doszło do tego w ich domu.
— Nie zostaniesz? — Jej głos przewiercił mi serce. Nie wiedziałem, na co liczyła. — Chociaż na kawę?
— Nie mam czasu — odparłem, chcąc zamknąć drzwi.
Zatrzymała je jednak. Nasz wzrok znowu się spotkał.
Przygryzłem język i to dosłownie. Zwróciłam się na pięcie i zeskoczyłem sprawnie ze schodków, prędkim krokiem zmierzając w stronę furtki. Usłyszałem jak drzwi się zatrzasnęły, jednak okazało się, że to nie miało się tak szybko skończyć.
— Noah, zaczekaj!
Złapała mnie przy wyjściu z ich podwórka i naparła na nie, bym nie mógł się wydostać. Byliśmy otoczeni gęstymi cyprysami, w które po ciemku zawsze musiałem wpaść, przez brak odpowiedniego oświetlenia od strony podwórka. Nataniel zdążył zniknąć z ulicy. Nie wiedziałem, czy był pieszo, czy może jechał autem.
— Tanya, spieszę się, naprawdę.
Nie potrafiłem patrzeć jej w oczy. Straciłem radość z jednej z moich ulubionych czynności, to naprawdę było przerażające. Chciałem ją odsunąć, ale zrobiła coś cholernie nieoczekiwanego.
— E-eek?! — jęknąłem, prawie się z nią przewracając.
Otoczyła mnie ramionami, wciskając twarz w moją bluzę. Miała zamknięte, a właściwie zaciśnięte powieki. Rzadko to robiła. Prawie nigdy. To ja zawsze jej dotykałem, nie ona mnie.
— Co robisz? — szepnąłem.
Drżał mi głos. Nie rozumiałem. Tuliła mnie mocno, wyraźnie napawając się moim zapachem. Opadłem plecami na murek, mając wrażenie, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się działo, nie znałem tych dziwnych uczuć.
— Tęsknię za tobą, Noah. — Jej stłumiony głos dołożył mi zawrotów głowy. Popatrzyła na mnie spod roztrzepanych włosów, wzrokiem pełnym żalu. — Nie ma cię… dlaczego?
— Nie ma dla mnie miejsca — odparłem, całkowicie zahipnotyzowany. W tamtej chwili działo się ze mną coś niedobrego. — Usuwam się, nie będę nikomu przeszkadzać. Już dość mieszałem ci w głowie. Masz okazję być szczęśliwą z kimś innym.
— Nie, Noah — szepnęła i wzniosła dłonie, układając je na moich policzkach.
Zaczynałem się zastanawiać, czy przypadkiem nie zasnąłem w samochodzie. Tanya nigdy się tak nie zachowywała. Nigdy. Bała się wykonywać jakieś ruchy i znaczące gesty. Byłem pewny, że już dawno przywykła do tego, jak ja lubiłem się z nią bawić. Pieścić, cmokać, tulić do siebie i mówić o różnych rzeczach, które wprowadzały na jej śliczną buzię rumieńce. Tym razem role się odwróciły, a ja byłem w szoku. Jak głupi zając, zamknięty w pułapce dumnego wilka, który szczerzył na mnie swoje kły, tak naprawdę nie chcąc mnie skrzywdzić. Byłem ofiarą. Ofiarą z syndromem sztokholmskim.
— To dla ciebie jest tam zawsze miejsce. — Czułem gorący oddech, delikatnie muskający mój policzek, usta i szyję. Dostawałem chorego obłędu, który powoli przejmował kontrolę nad zdrowym rozsądkiem. — Jeżeli będziesz potrzebował go jeszcze więcej, usunę z niego każdą, inną osobę.
Zebrałem siły. Pchnąłem Tanyę na furtkę, a ta z brzdękiem poruszyła się na skrzypiących zawiasach. Zacisnąłem dłonie na metalowej kratce i naparłem na nią całym ciałem. Po raz pierwszy w życiu miałem ochotę wziąć ją sobie siłą. Role się odwróciły — patrzyła na mnie jak przerażona owieczka, niczym nie przypominająca dumnego wilka. Dudniło mi w głowie, gorąc przepełniał ciało, mięśnie napinały się nieustannie, a krew przyspieszyła swój bieg.
— Nigdy więcej… — syknąłem, pragnąc zahaczyć swoimi wargami o jej słodkie, pełne usta. — Mnie tak nie prowokuj. Rozumiesz?
Oddychała głęboko, zaciskając palce na mojej bluzie. Nie rozumiałem czym była cała ta sytuacja, ale ledwo się powstrzymywałem. Odbiłem od niej i odsunąłem drobne ciało od furtki, chcąc uciec.
— Nigdy więcej — powtórzyłem hardo i ruszyłem w stronę samochodu.
Gdybym zgodził się wejść na górę i zrobiłaby to samo… naprawdę mogłaby tego żałować.
Przeszedłem kilka kroków, biorąc głębokie wdechy, jednak coś mnie tknęło. Zatrzymałem się gwałtownie i odwróciłem. Stała przed bramą, obserwując mnie smutnymi oczyma, w których dostrzegałem straszliwy żal wobec mnie. Nie było w tym nic zaskakującego.
Byłem dla niej obrzydliwy.
— Jezu — syknąłem i truchtem ruszyłem w jej kierunku, natchniony nagłą potrzebą powtórnego chwycenia jej w ramiona. — Przepraszam — stęknąłem, gdy przycisnąłem niewielkie ciało do siebie i zatopiłem nos w kasztanowych włosach. — Naprawdę przepraszam, Tan. Nie wiem, co ostatnio we mnie wstąpiło, nie rozumiem tego. Wiem, że powinienem przy tobie być, zważając na sytuację, ale ten dupek mi na to nie pozwala. Blokuje mnie. Wolę trzymać się z daleka i obserwować, niż być blisko i zrobić coś głupiego.
— Nie chcę, żeby tak było… — wyszeptała.
Zacisnąłem mocniej ramiona.
— Ja też — odpowiedziałem, biorąc głęboki wdech. — Ale nie mogę przy tobie być, tak jak byłem do tej pory. Muszę nas z siebie wyleczyć, bo za bardzo się uzależniliśmy.
— Noah, nie — jęknęła przez łzy, kiedy gwałtownie ją od siebie odsunąłem.
Popatrzyłem w złociste oczy i aż ścisnęło mnie w gardle, kiedy perliste łzy spłynęły po zarumienionych policzkach.
— Tak, Tanya — mruknąłem z cierpkim uśmiechem, przyjmując żartobliwy ton. — Nie muszę cię już pilnować, mały dzieciuchu. Teraz jest ktoś inny, prawda? Dlatego czas zacząć na nim polegać.
— Noah! — Szarpnęła za moje rękawy, kiedy zacząłem się wycofywać.
Uciekłem jej.
— Zobaczysz, tak będzie lepiej.

< <> >

Szedłem korytarzem, prędko przebierając nogami. Mój wykładowca — choć żartobliwie — powiedział ostatnio, że jeżeli jeszcze raz się do niego spóźnię, to wykreśli mnie z listy. Oczywiście, że byłem spóźniony.
— Tak, tak. — Czyjś głos dobiegł mnie zza rogu korytarza.
Przerwy różnych kierunków często się ze sobą nie pokrywały. Ja miałem już zajęcia, a Thomas siedział w bufecie i trwonił dwadzieścia minut swojego życia, na nicnierobieniu.
Dostałem sms-a od Willa, który dał mi do zrozumienia, że jeżeli nie pojawię się w sali przed wyczytaniem mojego nazwiska, to prawdopodobnie wylecę przez okno. Odbiłem się od podłogi i zacząłem truchtać, nieubłaganie zbliżając się do zakrętu, gdzie schodziły się dwa korytarze. Przez wielkie okna dostrzegałem, sylwetkę nadchodzącej osoby, która rozmawiała przez telefon. Parłem przed siebie, pewny tego, że słyszy moje kroki. Dudniły, rozchodząc się cichym echem bo bladym holu, świecącym pustkami.
Tylko ja i nieznana mi jeszcze postać.
W końcu dotarłem do punktu zderzenia. Miejsca, w którym wszystko co do tej pory sobie myślałem, miało ulec zmianie. Obszaru świadczącego o rychłej przewrotności uczuć w moim sercu.
Uderzyłem o ciało, gabarytami równe mojemu. Jak w slow motion leciałem w tył, krzyżując spojrzenie z zaskoczonymi, brązowymi oczyma. Blond włosy rozbiły się w powietrzu, a zaskoczone usta otworzyły się dosyć szeroko, kiedy również chylił się ku upadkowi. Runęliśmy na tyłki; nasze telefony prześlizgnęły się po bladych kafelkach, a my w milczeniu obserwowaliśmy siebie, nie do końca wiedząc co zrobić. Byłem pewien, że myślał dokładnie o tym samym.
W końcu spotkaliśmy się bez publiki. Zupełnie sami. Z dala od Wilka.
Choć zawsze szybko próbował zejść mi z oczu, tym razem było inaczej. Brązowe tęczówki jakby ściemniały, strasząc mnie swoją zaciętością. Podciągnął nogi i oparł o nie ramiona, siadając niczym luzak z amerykańskich filmów i przechylił głowę, kpiąco się uśmiechając. Ja natomiast nie zmieniłem swojej pozycji, tylko wciąż zaklęty w ciszę, obserwowałem jego mimikę. Pokręcił głową i zaczął powoli wstawać, co poskutkowało wywołaniem u mnie podobnej reakcji.
Przez moją głowę przelatywało tysiąc myśli. Najbardziej alarmowały mnie dwie, zupełnie skrajne. Pierwsza: Noah, idź stąd. Nie rób na złość Tan. Druga? Przypierdol mu. Ale najmocniej jak potrafisz.
Schyliłem się po telefon, ignorując to, jak uparcie mnie obserwował. Rzuciłem okiem na ekran komórki, żywiąc nadzieję, że się nie rozbiła. W międzyczasie doszedłem do wniosku, że to nie miało sensu. Robienie sobie jakichkolwiek problemów i stwarzanie okazji do rozmów z Tan. Miałem się od niej odłączyć, a żeby to zrobić, musiałem całkowicie odciąć się od jej życia.
Jednak wciąż go nienawidziłem.
— Wybacz — rzuciłem, mijając go. — Tak to jest, jak robaki wchodzą komuś pod nogi, zamiast żyć pod ziemią, gdzie ich miejsce.
Zaśmiał się, wzbudzając we mnie kolejne pokłady złości. Zatrzymałem się i popatrzyłem na niego, stając bokiem.
— Miałeś swoją szansę, Noah — wyszeptał, obracając smartfonem w ręku. — Nie bądź już takim sfrustrowanym dupkiem.
Odwrócił się i zaczął odchodzić.
Miałem wrażenie, że coś we mnie wybuchło. Rzuciłem torbę na ziemię, dysząc ciężko i pragnąłem nad sobą zapanować. Za kogo on się uważał i za kogo miał mnie, skoro śmiał wyciągnąć na wierzch to, co łączyło mnie i Arashi? Bardziej wkurwiło mnie to, że miał rację. Miałem setki tysięcy szans, które pomijałem krok po kroku, bawiąc się Tanyą. Traktowałem to jak zabawę.
Nie.
To ją traktowałem jak zabawkę.
A ona wciąż, głupia, przymykała na to oko. Była jedyną osobą, która mimo wszystko, traktowała mnie wciąż jak człowieka. Omijała to nieszczęsne tabu, nieustannie przy mnie będąc, nieświadomie trzymając mnie na duchu. Ratując mi życie.
A ja, jak ten ostatni śmieć, odrzucałem jej miłość, sądząc, że ów uczucie nas zniszczy.
To ja nas zniszczyłem.
To ja za późno zrozumiałem, jak bardzo jej potrzebowałem, by żyć.
Bez opamiętania ruszyłem za nim i dopadłem kilka metrów dalej, w cieniu potężnych filarów. Chwyciłem za bluzę i dziką żądzą zabicia go, rzuciłem na ścianę. Dyszałem głośno, napawając się jego zaskoczeniem. Nie drgnął, patrząc się w moje oczy.
— Nigdy nie odpuszczę — wycedziłem przez zaciśnięte zęby, oznajmiając to również przed samym sobą. — Nawet o tym nie myśl.
Na jego bladą twarz ponownie wpełzł cyniczny uśmiech, który po chwili przeobraził się w cichy, niebezpieczny rechot.
— Noah — prychnął i chwycił za moja nadgarstki.
Spoważniał, kiedy dotarło do niego, że siłowo nie miał ze mną szans. Na pewno nie wtedy, kiedy doprowadził mnie do takiego stanu.
— Prowokowanie mnie, to twój błąd, Nataniel — dodałem, dociskając kostki do jego obojczyków.
Skrzywił się z bólu, a ja w końcu odpuściłem, słysząc, że ktoś się zbliżał. Stał w miejscu, odchylając nieco do tyłu głowę i poprawił ciuchy. Schylił się po plecak i ponownie zerknął w moje rozwścieczone ślepia; wyglądał, jakby przed chwilą nic się nie stało.
Nagle zrobił krok w moją stronę; nasze twarze dzieliło dosłownie kilka centymetrów.
— Sprowokowałeś mnie pierwszy, Noah — wyszeptał, szczerząc zęby — to właśnie ty będziesz tego żałować.


Od autora: Ka bum!
Jeszcze wiele takich przewrotnych zachowań u Noah. TEGO ZŁEGO. BO TANYA NIC NIE ZROBIŁA. POJMIJCIE TO, ZAGORZAŁE FANKI TSUKIEGO. XD
Baby, co z wami nie tak?
Maya, dzięki za nakrzyczenie za mnie. Szczerze, ten rozdział nie trzymał się specjalnie kupy, póki do niego nie zajrzała. Użyła wielu brzydkich słów. Nawet nie wiedziałem, że takie istnieją.

5 komentarzy:

  1. NOAH JEST DUPKIEEEEEEEEM. But still, we love him.
    Właśnie to lubię w jego kreacji, którą tworzysz. Oddaje to, że ludzie wcale nie mszę myśleć tak prostolinijnie - kocham albo nie kocham. Często nie da się tego określić, a Noah ma to do siebie, że właśnie z tym się tak zmaga, przy okazji będąc świadomym konsekwencji jego niezdecydowania. Chociaż właściwie wydaje mi się, że on jest zdecydowany, a blokadą jest nie tylko Nataniel, ale także oprawca Tanyi. Czy my się kiedykolwiek czegokolwiek o nim dowiemy? xD
    No, także pierwsza część bardzo udana moim zdaniem, Tan zaskoczyła swoim zachowaniem. Niby wypadek sprzed tygodnia otworzył otworzył oczy Tsukiemu, na temat ich relacji, ale on wciąż się waha. A ona to widzi, tak sądzę.
    Druga część bardzo mi się podobała i dobrze o tym wiesz. Zwłaszcza, że Noah zrezygnował z poddawania się. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. PRZESTAŃ SIĘ WPIENIAĆ O NOAHA I JEGO FANKI. TRZEBA BYŁO NIE TWORZYĆ TAK GENIALNEJ POSTACI. SAM JESTEŚ SOBIE WINNY. XDDD

    Podoba mi się, że, jakby to powiedzieć, atmosfera się zmienia. Nie tylko za sprawą świetnych klimatycznych piosenek, ale przede wszystkim... rozdziałów. To jakie emocje przeważają w danym rozdziale tworzy nieziemski klimat i, mimo, że to nie jest przygodówka, fantasy, tylko coś obyczajowego, to tworzysz takie świetne napięcie, stopniujesz ciekawość, bawisz się z czytelnikiem. Bo ja już nie wiem, czego się spodziewać xD
    Podobało mi się, że Tan w końcu zaczęła samodzielnie myśleć i go przytuliła. Wygląda na to, że to będzie jakiś przełom w ich relacji. :3
    Ten nieszczęsny Nataniel... Nie umiem go nie lubić, bo kojarzy mi się z Natanielem z Słodkiego Flirtu na którego lecę. Więc zmień to nieszczęsne imię na mniej ładne, błagam. xDDD Szkoda tylko, że Noah nie dał mu dziś po mordce. Groźba groźbą, ale lud żąda krwi.
    Powtarzam pytanie Mayako: czy dowiemy się, co z tym oprawcą?
    Buziaczki :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm hm... I tak mogę powiedzieć, że wielbie Noaha. XD (Psst, "Bo łobuz kocha najbardziej" xD).

    Kocham to opowiadanie. Nie wiem ile razy będę to powtarzać.

    Spodobała mi się akcja z Tanyą przy furtce jej domu. No po prostu uwielbiam takie zachowanie!

    Czy nie lubiłam Nataniela? Nie lubiłam. Czy go polubię? Eto... wątpię choć możliwe, że za uratowanir Tanyi w poprzednim rozdziale zebrał plusa (w końcu to nie Noah był tym bohaterem. :p).

    A teraz po przeczytaniu rozdziału lecę spać.

    PS: Maya, nie sprowadzaj Akai'a na złą drogę ty niedobra kobiety ty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż bym wzięła tego Nataniela i przejechała jego brudną gębą po chodniku, ale pozwolę by Noah to uczynił. xD
    Świetny rozdział, zresztą jak wszystkie poprzednie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy! Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny. ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pierdziele! Raz płaczę, raz sie wnerwiam. Jak jakaś popieprzona karuzela.
    Hipokryci! Co mu kurde szkodzi!?
    On by jej nie skrzywdził. To nie jest taki typ faceta.

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO