wtorek, 20 czerwca 2017

10. Przegrałem

— Zejdź zaraz na dół, robimy kolację.
Głos babci był pierwszym dźwiękiem, który jako pierwszy, od ponad dwunastu godzin, wypełnił mój pokój. Grube zasłony tłumiły niepożądany zgiełk miasta, a ja sam wsłuchiwałem się jedynie we własny oddech, co jakiś czas dostrzegając, że ekran wyciszonego telefonu się podświetlał. Kiedy nabierałem sił, by po niego sięgnąć, jedyne co na mnie czekało, to powiadomienia z mediów społecznościowych.
Byłem na skraju. Po raz pierwszy w życiu czułem się tak beznadziejnie. Pusty, wściekły, przerażony, rozżalony, nienawidzący świata. Wartość stwierdzenia mam depresję w tych czasach przeminęła lata temu. Ten stan był niewyobrażalnie przytłaczający i wyniszczający.
— Halo — wyszeptałem do słuchawki.
Nie miałem zamiaru z nikim rozmawiać. Byłem na nich wściekły, choć tak naprawdę jedynie oni mieli do tego prawo. Nie chciałem wymieniać żadnych informacji i dawać oznak życia, bo groziło to masą awantur.
Jednak Annie należały się jakieś wyjaśnienia.
Byłeś u mnie, prawda? — Usłyszałem jej markotny głos.
— Tak — odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Przetarłem twarz dłonią i wlepiłem wzrok w sufit. — Przepraszam. Zachowałem się jak pospolity kutas, wiem o tym.
Noah…
— Nie umiem sobie nawet wyobrazić…
Noah, nie byłam aż tak pijana. Sprawdzam cię.
Zamilkłem. Zassałem policzki, zamykając powieki.
Świadomie poszłam z tobą do łóżka, choć to wszystko miało się skończyć — wymamrotała, a ja po raz pierwszy, od naprawdę dawna, miałem wrażenie, że brzmiała poważnie. — Nie jestem zła, że wyszedłeś bez słowa. Dzwonię tylko, by wyciągnąć cię z moralniaka, w którym pewnie siedzisz.
— Mhmmm…
No właśnie — zaśmiała się cicho. Siedziała w wannie, słyszałem ciche pluskanie wody.. — Oboje byliśmy wczoraj nieco sfrustrowani. Trafiłam tam przez przypadek, nie chcę, żebyś myślał, że nadal próbuję komukolwiek robić na złość.
— Czemu się przede mną tłumaczysz? — zapytałem, podnosząc obolałe ciało do siadu. — To ja powinienem to robić.
Nie musisz — odparła cicho. — Proponuję uznać tę noc za zwieńczenie naszej relacji. Powiedzmy, że była to forma pożegnania.
— Naprawdę ci to odpowiada? — Mi odpowiadało, ale gdybym przyznał to głośno, osiągnąłbym dno moralne.
Tak. Sądzę, że tobie też.
Szybko się pożegnaliśmy. Poczułem, że pewien ciężar został zdjęty z moich barków, choć nie zrobiło mi to wielkiej różnicy. Wciąż miałem wrażenie, że straciłem serce i zdolność do pozytywnego myślenia.
Zlazłem z łóżka i wsunąłem na siebie dresowe spodnie, narzucając przy okazji bluzę na nagie ramiona. Wyszedłem z pokoju i udałem się na dół, gdzie babcia rozkładała naczynia przy stole.
Bez słowa zacząłem jej pomagać, a kiedy razem znaleźliśmy się w kuchni, widocznie chciała wykorzystać moment nieobecności mamy.
— Słuchaj, wnusiu — mruknęła, krojąc pomidora w cienkie plasterki, kiedy ja stałem naprzeciwko czajnika i molestowałem go niemalże martwym wzrokiem. — Czy zanim przyjechałam, mama robiła coś dziwnego?
W końcu poczułem jakiś bodziec. Popatrzyłem na Kathy i wziąłem głęboki wdech, przywołując w pamięci ostatnie zdarzenia.
— Najpierw przyłapałem ją na rozmowie przez telefon — wyszeptałem, słysząc, jak mama wyszła z łazienki i przeszła do swojej sypialni. — Nie wie, że ją słyszałem. Mówiła, że nie ma innego wyjścia, niż przeprowadzka.
Staruszka ściągnęła brwi, wyraźnie się niepokojąc.
— Co jeszcze?
— Tego dnia, kiedy do ciebie zadzwoniłem, wróciłem do domu i zastałem ją w kuchni w strasznym stanie. Zapłakaną, bladą i przerażoną. Jak próbowałem się czegokolwiek dowiedzieć, to przede mną uciekała — mówiłem coraz szybciej, wiedząc, że omawiana zaraz zejdzie na dół. — Zorientowałem się, że chowała coś za plecami, jakiś list, nie wiem. Goniłem ją, ale uciekła. Była zdesperowana, spuściła tę zasraną kartkę w kiblu.
— Wyrażaj się, szczeniaku! — krzyknęła, celując we mnie nożem.
Nie odwróciłem się, ale wiedziałem, że to był znak.
— Ale pięknie pachnie! — Głos mamy wypełnił pomieszczenie. — Co tam dobrego robicie?
— Herbatę — odparłem ponuro.
Rodzicielka popatrzyła na mnie w zastanowieniu, po chwili mierzwiąc mi włosy.
— Dobrze wiedzieć, że jednak twoje funkcje życiowe się nie zatrzymały.
Westchnąłem, wiedząc, że nawiązywała do mojego stanu. Zebrała z kuchni kilka rzeczy i poszła do salonu, a Kathy szepnęła mi jedynie na ucho, że powinienem spędzić z matką trochę czasu.
Kolacja przebiegła dosyć dobrze. Rzeczywiście nieco się otrzeźwiałem i przestałem myśleć jedynie o tym, jak zasnąć i obudzić się w następnym stuleciu. Kathy w pewnym momencie nas opuściła; wyglądała na zmęczoną i poszła zwyczajnie spać, a ja zająłem się sprzątaniem po jedzeniu. Z pomocą mamy minęło mi to całkiem szybko i nim się zorientowałem, zajmowałem wielki fotel, a ona siedziała na kanapie, sącząc zieloną herbatę.
— Jak długo zamierzasz dusić to w sobie? — zapytała nagle.
Zwiesiłem do tyłu głowę i popatrzyłem na nią.
— Niczego nie duszę — odpowiedziałem spokojnie — po prostu miałem gorszy dzień.
— Nie wygłupiaj się. Wyglądasz jak wrak człowieka.
Zwróciłem wzrok w stronę telewizora, rozważając sytuację. Oczywiście, że nie chciałem, by wiedziała, jakich świństw się dopuściłem, ale wtedy coś mnie tknęło. Kochałem matkę najmocniej na świecie i zależało mi na tym, by żyła dobrze. By wiedziała, że miałaa we mnie szczere oparcie. Dlatego łudziłem się, że jeżeli wyśpiewam jej całą prawdę… ona nie pozostanie mi dłużna.
Tak więc spowiadając jej się przez naprawdę długi czas ze wszystkiego, co dręczyło mnie od długich lat w związku z Tanyą, oczyściłem nieco własną głowę. Mówiłem o każdym, najmniejszym szczególe, który odkrywałem na przestrzeni czasu, o uczuciach, które dopiero od niedawna zaczęły mną targać, o bólu, zazdrości i zupełnej nieświadomości, a przede wszystkim o tym, jak bardzo byłem głupi.
— Masz rację — wyszeptała, trzymając w dłoni lampkę wina. — Jesteś niewyobrażalnie głupi, Noah.
Westchnąłem głośno, zamykając powieki.
— Zabawne, że każdy wokół ciebie dostrzegał to, jak ta dziewczyna cię kochała, tylko ty to wypierałeś… Może i powinnam cię w tej chwili pocieszać synku, ale wydaje mi się, że wylanie na ciebie kubła zimnej wody, będzie lepsze w skutkach.
— Myślisz, że po tym wszystkim mam jakąś szansę ją odzyskać?
— Szansa pojawia się tylko wtedy, kiedy człowiek ma chęci, Noah — odparła, przełykając gorący płyn. — Ty wolałeś zamknąć się w pokoju, zamiast walczyć… a w takich chwili każda sekunda jest niewyobrażalnie ważna. Być może masz jeszcze tę szansę… albo nieodwracalnie ją straciłeś, podczas gnicia w łóżku.
Zamilkliśmy. No cóż, miała rację. Prawdopodobnie każdy miałby rację, mówiąc cokolwiek. Winny niezaprzeczalnie byłem ja. Popatrzyłem na mamę, która wpatrywała się w naczynie i delikatnie nim poruszała, mieszając herbatę. Mrużyła powieki, intensywnie nad czymś myśląc, aż w końcu jej wzrok ponownie spoczął na mojej twarzy.
— Kiedy zobaczyłeś, jak tamten chłopak ją całuje, powinieneś sobie zadać bardzo ważne pytanie, synku.
— Mianowicie?
— Czy ona w ogóle chciała tego pocałunku?
Miałem wrażenie, że coś spadło mi na głowę. Coś bardzo ciężkiego. To co powiedziała, nagle stało się tak oczywiste. Ta mina Tanyi, to niezrozumienie w jej oczach. Była zagubiona, a ja w ogóle nie wziąłem tego pod uwagę, tylko podsyciłem cały ten żar, jaki się w tamtym momencie pojawił.
Do salonu wdarło się jasne światło pioruna, zwiastującego nagłą burzę. Wpatrywałem się w spokojną twarz mojej rodzicielki.
— Przekreśliłeś tę relację zbyt pochopnie. Naprawdę będziesz tego żałować.

Nie czekałem już na żadne kolejne słowo. Z prędkością światła doprowadziłem się do porządku i zgarnąłem z szafki kluczyki od auta. Byłem zmęczony i czułem się jak kupka gówna, ale być może naprawdę miałem ostatnią szansę, by cokolwiek zrobić. Pędziłem na złamanie karku, prosząc niebiosa, by nigdzie w pobliżu nie natknąć się na patrol policji. Deszcz rozbijał się o szyby, ograniczając mi widoczność. Zastanawiałem się, czy zaraz kogoś nie zabiję, ale nie potrafiłem zwolnić.

— Dziesięć… Nie, piętnaście — wyszeptałem, patrząc w wodniste oczy staruszki.
Obracałem w ręku portfel, spoglądając na duży zegar, wiszący nad jedną z ekspozycji. Kobieta wybrała chyba najładniejsze róże jakie miała i zaczęła je starannie owijać grubą wstążką. Uśmiechała się pod nosem, zerkając na mnie z politowaniem. Miałem wrażenie, że wiedziała, do czego był mi potrzebny ten bukiet. Bałem się.
Bałem się, że już nic nie będę mógł zrobić.

Zatrzymałem samochód kawałek przed jej bramą i zgarnąłem z fotela kwiaty. Byłem gotów powiedzieć jej o wszystkim. O tym, jak bardzo jej potrzebowałem i nie chciałem stracić. O tym, jak przez te wszystkie lata skrzętnie zagarniałem ją dla siebie, jeszcze nie pojmując tego, że zwyczajnie w świecie chciałem, by była jedynie moja.

— Sam — szepnąłem, kiedy jeden z owczarków pojawił się pod furtką.
Od razu mnie poznał, tak samo jak Elias, stojący za nim. Chciałem już dzwonić domofonem, ale coś mnie tknęło. Co, jeżeli Peter wiedział o tym, jak skrzywdziłem jego córkę? Przecież to byłby koniec; ten człowiek pokładał we mnie zbyt wiele wiary i zaufania. Położyłem róże na murku i wspiąłem się na niego, chcąc szybko zniknąć w gęstwinie cyprysów. Deszcz nieustannie lał się z nieba, co sprawiało, że wyglądałem już co najmniej jak chodzące nieszczęście. Psy obserwowały mnie z zaciekawieniem, nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku, za co byłem im kosmicznie wdzięczny. Przedostałem się przez ogród na ugiętych nogach, prosto pod balkon dziewczyny. Wszystkie światła w domu były pogaszone; każdy w tej rodzinie miał tendencję do wczesnego kładzenia się spać.
Wszyscy, prócz Wilka.
Niejednokrotnie wspinałem się już na górę w ten sposób. Tym razem złapałem w zęby papier, którym owinięte były róże, czując, jak robi mi się coraz zimniej. Stanąłem na ławce i podciągnąłem się na grubej gałęzi kasztana, rosnącego tuż przy pokoju dziewczyny. Przedostałem się bliżej balustrady, którą sprawnie przeskoczyłem i…
— Jestem.
Podszedłem do szklanych drzwi, w których odbijała się moja sylwetka. Oddychałem głęboko, nie mogąc się zebrać. Choć w głowie miałem już z pięć różnych przemów, wciąż nie wiedziałem, jak najlepiej przekazać jej wszystkie moje uczucia. I przede wszystkim — co zrobić, by mi wybaczyła.
Oparłem czoło o mokrą szybę. Choć wiatr i deszcz tak bardzo tutaj nie zacinały, czułem, jak cały drżę. Nie mogłem dłużej zwlekać; chciałem już mieć Tanyę w ramionach, wtulać się w nią i chłonąć jej ciepło. Zapukałem cicho w szybę i czekałem, aż zasłony się poruszą, ściągając w tym czasie z kwiatów papier.
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a ja zacząłem myśleć o tym, że może jej nie było. Jednak w pewnym momencie drobna dłoń chwyciła delikatnie za krawędź materiału i odsunęła go, stając przede mną. Na jej twarzy początkowo malował się szok; moment później ściągnęła gniewnie brwi i złapała za klamkę, zamaszyście otwierając drzwi.
— Co ty tu robisz? — wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Wyciągnąłem przed siebie drżące z zimna dłonie, w których trzymałem te pieprzone róże po przejściach. Patrzyła na nie oczyma pełnymi żalu. Wziąłem głęboki wdech, czując, jak coś zaciska się wokół mojego gardła…
… a po chwili nie czułem już nic.
Coś było nie tak. Wyglądała dziwnie. Zrozumiałem, że nigdy nie powinienem tego robić. Nigdy nie powinienem tam jechać i tego widzieć. Nataniel wyłonił się z ciemności i stanął tuż za Arashi. Był kompletnie ubrany, jednak to nic nie zmieniało.
Był u niej.
Sam, po ciemku.
— C-co on tu robi? — wyszeptałem, przełykając głośno ślinę. — Jest już późno, Tanya…
— Przyszedł. Tak samo jak ty.
Popatrzyłem znowu na nią. Była zimna.
— Jakim cudem Peter go tutaj wpuścił?! — Zacisnąłem dłonie na bukiecie.
— Już powiedziałam — odparła nieprzyjemnym tonem — pojawił się tutaj tak samo jak ty. I nie ma zamiaru wychodzić.
— Tan, oszalałaś — wydukałem, opuszczając ramiona wzdłuż ciała — oszalałaś. Wiesz, że nie można mu ufać. Tanya, ty…
— Wynoś się stąd. Najlepiej do Anny.
Poczułem się co najmniej tak, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Nigdy w życiu nie zwracała się do mnie w taki sposób. Już nawet nie obchodziło mnie to, czy ten sterczący za nią skurwiel chłonął z tego jakąś satysfakcję. Znaczenie miało jedynie to, że właśnie z rąk uciekał mi mój największy skarb; jedyne szczęście.
Nieodwracalnie.
— Tan…
— Wynoś się — powtórzyła.
Drzwi zostały zamknięte, a zasłony naciągnięte. Stałem tak jeszcze jakiś czas, czując się zupełnie pustym. Grzmoty wstrząsały ziemią, pioruny rozświetlały zalane deszczem podwórze.
A ja nadal byłem pusty.
Odłożyłem kwiaty na drewniany stolik, przy którym zawsze siedziałem, paląc papierosa i obserwując, jak Wilk oglądała niebo, opierając się o balustrady.
Już nigdy więcej miałem przy nim nie siedzieć.
Już nigdy więcej miałem jej nie oglądać.
Już nigdy więcej.
Przegrałem.


7 komentarzy:

  1. Przepraszam za poprzedni komentarz, ale serio to nie miało w sobie czegoś rozrywającego serca. Teraz mnie zabolało - ta wersja końcówki w końcu coś wyraża. xD

    W każdym razie propsy dla mamuśki - bez niej prawdopodobnie nie ruszyłby głową. Z drugiej strony, aż nie chcę sobie wyobrażać, co mógł poczuć Noah. Takie sytuacje to jak ostatni gwóźdź do trumny. Jednak nie jestem bardzo załamana. To półmetek. Jeszcze wiele może się wydarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw srasz żarem, że ma być dramatycznie, a potem mówisz, że i tak masz to w nosie? Momentami nienawidzę Cię całym sercem. xD Jeżeli mścisz się za wykruszony mózg, to skończ. xD Zrozumiałem swój błąd. xD

      Usuń
  2. Jak dla mnie dziesiątka upłynęła w bardzo spokojnej atmosferze. Tak samo jak Maja nie załamuję się nad końcówką, bo wiadomo, że jeszcze wszystko może się zmienić.
    Mam wrażenie, że w tej scenie, gdy Noah rozmawia z babcią na temat tajemnicy jego mamy, nie dzieje się nic nowego. Ot, przypomnienie tego, co się działo w poprzednich rozdziałach. I dlatego trochę nie rozumiem jej racji bytu.
    Jak ja mu zazdroszczę kontaktu z mamą <3
    Poza tym.
    Za każdym razem, gdy pojawia się imię Anna, odczuwam to, jako coś dotyczącego mnie. I, KUŹWA, BOLI MNIE TO, BO JEJ TAM PRAWIE WSZYSCY NIENAWIDZĄ XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, zdarza się. ~ Ania W. 2k17
      .
      .
      .
      XDDDDDDDDDDDDDD

      Usuń
  3. "Byłem na skraju. Po raz pierwszy w życiu czułem się tak beznadziejnie. Pusty, wściekły, przerażony, rozżalony, nienawidzący świata. Wartość stwierdzenia mam depresję w tych czasach przeminęła lata temu. Ten stan był niewyobrażalnie przytłaczający i wyniszczający." <3
    Aż do śmierci będę cytować ludziom ten fragment, gdy życie da mi po dupie.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...
    Trzy kropki powinny wyrażać to, jak czułam się po przeczytaniu tego rozdziału.
    Z jednej strony współczuję temu typowi, a z drugiej znowu myślę sobie "masz za swoje. Straciłeś szanse to cierp".

    Ja chcę już kolejne rozdziały. Chyba zaprzestanę czytania na jakiś czas, by później przeczytać kilka na raz.

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO