sobota, 24 czerwca 2017

11. Sam sobie na to zapracowałeś, Noah

— Panie jestem martwy w środku, okularnik i wata cukrowa do ciebie.
Zsunąłem z głowy kaptur, kierując w stronę babci wzrok. Znowu zrobiła zbolałą minę, widząc moje przekrwione oczy. Nie wychodziłem z pokoju chyba od tygodnia. Kursowałem jedynie do łazienki. Jedzenie wpychały we mnie siłą. Jednocześnie nie chciałem widzieć ani Kathy, ani mamy, ale z drugiej strony doskonale wiedziałem, że zwyczajnie próbowały podtrzymać mnie przy życiu.
— Powiedz im, że mnie nie ma — wyszeptałem, przecierając dłońmi twarz.
— Bez jaj, Tsuki! — Gniewny głos Thomasa wpłynął do pomieszczenia.
Po chwili babcia ustąpiła, a do środka wszedł Lis w towarzystwie Sowy. Lili zaczęła grymasić i buczeć coś pod nosem. Podeszła do balkonu i odsunęła zasłony, moment później szeroko otwierając okno.
— Zgnijesz w tym smrodzie — warknęła, zbierając naczynia.
Kage położył plecak na łóżku i zaczął wypakowywać z niego jakieś rzeczy. Siedziałem w centrum własnego sanktuarium i w milczeniu obserwowałem, jak się po nim krzątali.
— Co wy robicie? — zapytałem, walcząc z nieprzyjemną chrypą.
— Próbujemy cię ratować. — Thomas podał mi puszkę napoju energetycznego i patrzył na mnie wymownie. — Pij. Ja wiem, że to nie jest zdrowe, ale pij.
Mechanicznie odebrałem napój i powiodłem wzrokiem za Lili, która wyszła z pomieszczenia z kupą naczyń.
— Nie rozumiem — wyszeptałem, patrząc na Lisa. — Naprawdę, nic nie rozumiem.
— Nie odzywaj się do Lili, dopóki sama tego nie zrobi — powiedział, siadając na materacu. — Wciąż jest wściekła, ale się martwi. Zarówno o ciebie jak i o Tanyę.
Zazgrzytałem zębami. To imię działało na mnie niewyobrażalnie źle.
— Byłeś u niej ostatnio, tak?
Nie odpowiedziałem. Odwróciłem wzrok, nie mając ochoty się z niczego spowiadać.
— Chciałeś ją przeprosić? — Tym razem usłyszałem głos Ame. — Noah, powiedz nam. Powiedz nam wszystko.
— Co wy chcecie ode mnie usłyszeć?! — warknąłem, podnosząc się. Zgarnąłem fajki i wyszedłem na taras. Nie chciałem z nimi rozmawiać, mimo tego, że zlitowali się nad takim gównem, jakim byłem.
— Chcemy pomóc. — Thomas oparł dłoń na moim barku i ukradł mi szluga. — Byliśmy źli, okay. Ale wiemy, że wtedy zadziałał alkohol, złość i…
— I? — bąknąłem. — Moja głupota? To chcecie powiedzieć? Moje narwaństwo, gwałtowność? No słucham! Nie szczędźcie sobie słów, i tak nie będę już w gorszym stanie.
— O twoje zasrane niezdecydowanie! — Popatrzyłem na Lisa nieco zlękniony. Rzadko podnosił głos. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że gdybyś nie pajacował i powiedział Tanyi o swoich uczuciach już dawno temu, to nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji?!
— Ale ja nie wiedziałem co czuję! — sarknąłem, mając ochotę wyskoczyć z balkonu. — Nic nie wiedziałem. Nie rozumiałem. Dopiero niedawno zaczęło to do mnie docierać. Za późno przyznałem sam przed sobą, że jest dla mnie tak kurewsko ważna. Nic już z tym nie zrobię, przegrałem.
— Dlaczego tak uważasz? — Lili pojawiła się po drugiej stronie.
— Byłem u niej. Chciałem za wszystko przeprosić i wyznać, co się dzieje… Ale jak miałem to zrobić, skoro jej ukochany Nataniel był razem z nią?
Moi wspaniali goście wymienili zaniepokojone spojrzenia.
— No, tego nam już nie powiedziała — mruknęła dziewczyna, pocierając brodę.
— No nie — przyznał chłopak.
Zerknąłem i na jedno i na drugie.
— Dobra, stop! — Sowa zamknęła powieki i wzięła głęboki wdech. — Wszystko możemy jeszcze naprawić. Ale po pierwsze, musisz wrócić do życia. Po drugie, zacząć z nami współpracować. Nataniel nie podoba się nikomu z nas i wszyscy chcemy go wykurzyć. Sama Tanya…
— O czym ty pierdolisz? — Przestawałem ją rozumieć. — Był u niej. W nocy, no kurwa.
— A może tego nie chciała?
Zaciąłem się. W ułamku sekundy przypomniało mi się, jak mama mi powiedziała, że Tan wcale mogła nie chcieć tamtego pocałunku. Ukartowały to. Byłem tego pewny.
— Co wy próbujecie mi wmówić? — cisnąłem petem za balustradę i cofnąłem się, by ich widzieć.
— Tanya nic nie czuje do tego chłopaka. Zupełnie. — Thomas przeczesał włosy. — Wiesz jaka jest. Nadzwyczaj miła. Nie potrafi go od siebie odseparować. Kiedy jednak, że tak łagodnie powiem, odjebałeś na urodzinach Lili, coś w niej po prostu pękło. Ile można latać za takim dupkiem, jakim jesteś ty? Zaczynam mieć wrażenie, że Nataniel to mimo wszystko mniejsze zło…
— Thomas… — Lili posłała mu karcące spojrzenie.
— No co? Nie mam racji?
— Dobra, rozumiem co chcesz powiedzieć — przyznałem gorzko, czując aluzję.
Temat się urwał. Staliśmy w ciszy, gapiąc się w podłogę. Choć początkowo ich wizyta dosłownie dołożyła mi złości, w tym wspólnym milczeniu odnalazłem pewne ukojenie. Przyszli, mimo, że ich o to nie prosiłem. Ta nieprzyjemna pustka została nimi wypełniona, a ja zacząłem mieć wrażenie, że naprawdę miałem szansę stanąć na nogi.
— Wiecie — zaczęła niepewnie Sowa, unikając spojrzenia Thomasa. Patrzyła na mnie, a jej wzrok wydawał się być bardzo niepewny. — Wczoraj, kiedy wychodziłam z uczelni, zauważyłam Chrisa. Wyraźnie na kogoś czekał.
Oho, od razu wiedziałem, że ratowała się mną. Wyraźnie bała się powiedzieć o tym Thomasowi, bez jakiegoś koła ratunkowego. Kiedy zobaczyłem, jak Kage cały się spiął, jedynie utwierdziłem się w tym przekonaniu.
— Czemu mi o tym nie powiedziałaś? — warknął, zaciskając palce na balustradzie. — Prosiłem cię…
— Właśnie dlatego — fuknęła, wchodząc do środka. Podążyliśmy za nią. — Stał na parkingu, wyraźnie na kogoś czekał. Kiedy mnie zobaczył, pomachał mi i uśmiechnął się do mnie.
— I? — Lis wyglądał na coraz bardziej rozwścieczonego.
— Uciekłam do środka. — Westchnęła i opadła na łóżko. — Potem cię spotkałam i jak wyszliśmy, już go nie było.
— Myślisz, że czekał na ciebie? — zapytałem nieco ożywiony.
— Nie wiem.
Thomas sterczał na środku pokoju, marszcząc gniewnie brwi. Doskonale wiedziałem, że starał się coś wykalkulować, aż w końcu popatrzył na mnie.
— Może to głupie — wyszeptał — ale masz może numer do Nataniela?
Tknięty niedorzecznością jego pytania, prychnąłem głośno i odwróciłem się do komputera. Po chwili jednak popatrzyłem na telefon i jak grom uderzyło we mnie to, że przecież po nieszczęsnych urodzinach Lili, dostałem cztery wiadomości. W tym jedną z nieznanego numeru. Sięgnąłem po komórkę i zajrzałem w wiadomości.
Mówiłem, że nie warto mnie prowokować, Kruku.
Kto inny mógłby mi to napisać? Zwłaszcza po spotkaniu na uczelnianym korytarzu.
— Mam — wyszeptałem, odwracając się do niego. — Ale ci go nie dam.
— Noah! — huknął, idąc w moją stronę.
— No chyba, że powiesz mi, do czego ci on.
Chłopak widocznie się niecierpliwił.
— Powiem ci — odparł spokojnie — ale dopiero wtedy, kiedy moje przypuszczenia się sprawdzą.
Nie miałem pojęcia, co mógł kombinować. Ale martwiłem się.
I to bardzo

< <> >

Stałem w łazience, myjąc ręce i wpatrywałem się w swoje odbicie. Mimo, że powoli zaczynałem wracać do żywych, wciąż wyglądałem jak zwłoki. Dni mijały, stając się już niedorzecznie krótkimi. Noce przynosiły okropne mrozy, które próbowały wdzierać się do mieszkań przy najmniejszej okazji. Żyłem z dnia na dzień. Arashi praktycznie nie widywałem. I nie było to spowodowane złością czy żalem. Po prostu jej nie spotykałem. Lili i Thomas mówili jedynie, że często musiała zostawać w domu, bo nie radziła sobie ze strachem przed jej oprawcą z przeszłości. Przyznawała, że wpadała w paranoję i nie czuła się bezpiecznie. Zaciskałem zęby, doskonale wiedząc, w jakiej znajdowała się sytuacji. Ale nie mogłem nic zrobić — przekreśliła mnie. Wyrzuciła z życia, na rzecz Nataniela. Tak — też byłem winny. I to ta wina, zmieszana z bezsensowną dumą, doprowadzały do tego, że nie potrafiłem się przełamać. Często rozmawiałem z Jeremym, udało mi się raz wyjść na piwo z Aaronem. Szybko jednak zorientowałem się, że nie mieli o niczym pojęcia. Pytali, dlaczego ostatnio ich nie odwiedzam, a ja potrafiłem im na to jedynie odpowiadać cierpkimi uśmiechami i płytkimi kłamstwami. Jednocześnie próbowałem jak najczęściej zmuszać ich do tego, by coś mi o niej mówili. Bym wiedział cokolwiek…
Drzwi uniwersyteckiej łazienki otworzyły się zamaszyście. Ktoś wparował do środka, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Wszedł do pierwszej wolnej kabiny i zatrzasnął się w niej, a ja stałem jak ten słup soli, zupełnie nie wiedząc, jak zareagować.
Nataniel.
Miałem ochotę wpełznąć tam za nim i zatłuc go jak robaka; wepchnąć szczotkę do czyszczenia kibla w gardło, aż po sam żołądek... ale wiedziałem, że nic dobrego by mi to nie przyniosło. Podniosłem plecak, gotów do wyjścia, jednak sprawy obrały nieoczekiwany obrót.
— Dziś jestem wolny — powiedział szeptem, szeleszcząc czymś. — Tamta jedzie gdzieś ze swoimi braćmi. Tak, o dwudziestej na parkingu przy dworcu. Tylko się nie spóźnij.
Tamta? Tak się wyrażał o Tanyi? Dziewczynie, o którą tak cholernie zabiegał? Zawrzało we mnie — w tamtym momencie wiedziałem już, że wszelkie moje kurewskie przypuszczenia co do tego człowieka, były jak najbardziej prawdziwe.
Widząc, jak blokada drzwi przekręca się z czerwonej na białą, ulotniłem się stamtąd w mgnieniu oka. Wiedziałem, co czekało mnie tamtego wieczora. Nie potrafiłem sobie odmówić.

< <> >

Na dworcu byłem już po dziewiętnastej. Nie chciało mi się siedzieć w domu z resztą wiedziałem, że w każdej chwili mogli zmienić plany; przyjść wcześniej, później, lub w ogóle się tam nie pojawić, więc nie szkoda było mi marnowania czasu na sterczenie tam i marznięcie. Stałem pod jednym z większych filarów, otulony szalikiem i przestępowałem z nogi na nogę. Zima powoli dawała znać, że niosła się z zamiarem odwiedzenia naszego miasta, co dawało nieźle w kość. Miałem ochotę wejść do wnętrza budynku, ale bałem się, że zwyczajnie przeoczę Nataniela. Zaciskałem więc zęby, czując dojmujący chłód. Ludzie spoglądali na mnie ukradkiem, prawdopodobnie myśląc o mnie różne rzeczy, ale nie przeszkadzała mi nawet łatka bezdomnego czy porzuconego.
Na dziesięć minut przed dwudziestą dostrzegłem, jak znajoma sylwetka z blond czupryną przemyka przez dziedziniec. Porwałem się za nim, zachowując ostrożność i nie zbliżając się na tyle, by mógł podejrzewać, że ktoś za nim idzie. Zatrzymał się na środku parkingu i rozejrzał wokół, lecz jego kompana jeszcze tam nie było. Opierałem się o ścianę, kryjąc zmarznięte dłonie w kieszeniach kurtki i zastanawiałem się, czy przyniesie mi to jakiekolwiek korzyści.
W końcu na kostkę wtoczyło się jakieś ciemne auto, które oświetliło parszywą gębę Nataniela. Pomachał kierowcy ze szlugą w ręku i czekał, aż tamten zaparkuje i do niego wysiądzie. Zorientowałem się, że znałem ten samochód, jak i sylwetkę właściciela, który go opuścił i podszedł do blondyna. To był ten sam człowiek, z którym widziałem go wtedy w galerii.
Nie byłem w stanie usłyszeć nawet słowa z ich rozmowy. Wiał wiatr, pociągi wjeżdżały i odjeżdżały z pobliskich peronów, a zaraz obok mnie była ulica. Pragnąłem jednak z całych sił dopatrzeć, kto był jego rozmówcą. Jego tożsamość z każdą chwilą wydawała mi się coraz bardziej interesująca, tak samo jak te tajemnicze spotkania.
Minuty mijały, deszcz zaczął siąpić z nieba, a mnie było coraz zimniej. Pogodziłem się z tym, że nie miałem już po co tam sterczeć. Dotarło do mnie, że stałem się paranoikiem, robiącym coraz to gorsze rzeczy. Zwróciłem się na pięcie, chcąc ruszyć do swojego auta, stojącego po drugiej stronie ulicy, jednak zostałem skutecznie powstrzymany przez donośny, gardłowy śmiech.
— Chris — wydukałem, prędko wracając na miejsce.
Byłem pewny, że to właśnie on. Ten rechot był tak charakterystyczny, że nie dało się go pomylić. Razem z Thomasem nienawidziliśmy tego słuchać, kiedy Lili przyprowadzała go do nas. Zacząłem drżeć. Zrozumiałem, jak bardzo się nie myliłem, co do Nataniela. Zadawał się z Chrisem, naszym wrogiem. Wciskał się w szyki naszej paczki, okręcił Tanyę wokół palca. Nie wierzyłem, że mógł być to jakiś przypadek.
Za nic w świecie.
— Odbieraj… — warknąłem, pędząc w stronę samochodu. Usłyszałem szelest w słuchawce telefonu. — Thomas?!
Co jest? — Miałem wrażenie, że cieszył się dobrym humorem.
— Chris i Nataniel to znajomi — warknąłem i zatrzymałem się na pasach. — Nie, gorzej. To przyjaciele. Współpracownicy. Wiem, powiesz mi zaraz, że przesadzam, że wyolbrzymiam… ale nie wierzę w takie przypadki. Po prostu nie wierzę!
Noah… — Wystraszył się. Nie na żarty. A ja miałem dziwne wrażenie, że ktoś mi się przygląda. — Już wiesz, po co był mi numer Nataniela. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, dla jakich powodów Chris pojawia się pod naszą uczelnią, nawet kiedy nie było Lili. Obserwuję to wszystko od tamtego dnia, kiedy wylądowaliśmy na komendzie.
— Czemu mi o niczym nie powiedziałeś?!
Bo niczego nie byłem pewny! Gdzie jesteś?
— Na dworcu. Usłyszałem dzisiaj, jak Nataniel się z kimś umawiał. Podkusiło mnie, żeby go śledzić. Teraz wiem, że jednak nie na marne! — Wyciągałem klucze od samochodu
Wracaj do domu. To niebezpieczne. Chris nie działa sam. To już nie są głupie przelewki, Noah. To zorganizowana grupa przestępcza…
— Co?!
Wracaj. Przyjadę i wszystko ci wyjaśnię…
— Jak mogłeś przemilczeć coś takiego, ty draniu!
— Ej, ty... — Obcy głos wypełnił nagle przestrzeń wokół mnie.
Odwróciłem się z zaciętą miną, czując w trzewiach nadchodzące kłopoty. Odsunąłem od głowy telefon, słysząc nawoływania Lisa. Dwóch, całkiem rosłych gości, stało za mną i patrzyło na mnie z góry.
— O co chodzi, panowie? — burknąłem, udając zainteresowanego szukaniem kluczy.
Tak naprawdę pragnąłem jedynie znaleźć choćby głupią zapalniczkę, którą wcisnąłbym sobie do dłoni, by przywalić jednemu i drugiemu, po czym zwyczajnie zwiać. Nie żebym kwestionował swoją siłę, ale rozumu się jeszcze nie pozbawiłem. Nie miałem szans.
— Noah? — zapytał drugi, sięgając po coś do kieszeni.
Wyprostowałem się i zmrużyłem powieki.
— A kto pyt…
Zgiąłem się wpół, czując przeszywający ból w podbrzuszu. Puch mojej kurtki zawirował w powietrzu, a na dłoniach ujrzałem ciemne plamy.
— Skurwielu… — wykrztusiłem, upadając.
Dlaczego akurat teraz?


Od autora: Czeeeść!
Ostatnio nabrałem pędu, ale to przez to, że miałem kilka luźniejszych dni. Jak widzicie w końcówce tego rozdziału, to nie będzie opowiadanie przepełnione jedynie psychologicznymi rozterkami niezdecydowanego chłopaka. Choć nie umiem opisywać zbyt dobrze dynamicznych akcji, to postaram się dać z siebie wszystko. :)
Jakie plany na wakacje? Ja będę próbował chwycić urlop i dostać się do Polski. Mayako wciąż wisi mi drinka, eh.

10 komentarzy:

  1. Wow! Ale szybko. Nie będę się rozpisywać (jakbym kiedykolwiek to robiła), ale rozdział na wielkiego plusa. Och, jak ja uwielbiam Thomasa. <3 Nawet bardziej niż Noaha. XD

    Co do planów... nie ma planów. Żyję dniem. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wżyciu bym nie podejrzewał, że Thomas będzie tak rozchwytywany.

      Usuń
  2. Tak na dobry początek: mimo że, chyba że itp. bez przecinka. No i w ostatnim zdaniu fragmentu o odwiedzinach Thomasa i Lili nie ma kropki.

    Rozdział fajny. Lubię Thomasa. Cieszę się, że Noah wylazł ze swojego pokoju. W myślach błagam, żeby Nataniel nie okazał się jakimś dilerem narkotyków, bo to zbyt oklepane i nudne. Nadal współczuję Noahowi. Chciałabym coś więcej wiedzieć o przeszłości Tanyi. No i chyba to tyle xD Martwię się nieco o Noaha, ale wiem, że z tego wyjdzie - cały, niecały, w kawałkach, to już nieważne xD

    Na razie siedzę w domu. Jak w poniedziałek ruszę tyłek, to zamierzam pospamować Mai zdjęciami warszawskich gołębi. Chcę iść do kina na nowy film Ghibli, dokończyć projekt, uczyć się francuskiego, ogarnąć, jak się robi dobre zdjęcia, jak co roku wyjechać w góry, czytać francuskie gazety i przeczytać z dwadzieścia książek. I powysyłać ludziom i Mai pocztówki.

    Udanego urlopu! Mniej słońca, więcej deszczu, kiedy będziesz w Polsce, i drinka xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kocham gołębie, szczególnie takie tropikalne

      Usuń
    2. Jezu, chciałbym mieć tyle planów. T__T

      Usuń
  3. Ja to się jedynie boję, że Ty drogi Czarku, nagle z takiego opowiadania przedstawiającego zwierzęce życie zwyczajnych ludzi, zrobisz jakieś coś, co jestesmy w stanie widzieć jedynie na filmach.

    Wtedy Cię zabiję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział i piękna piosenka!
    Chciałabym, żeby Noah i Tanyi się już ułożyło, ale wygląda na to, że tak szybko to nie nastąpi. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Został mi już tylko jeden rozdział. Ach przyszłam chyba sobie serce złamać. Bardzo lubię o nich czytać i kurde Akai, weź spinaj poślady i pisz dalej xD
    Noah I Tanya łamią mi serduszko i aż nie mogę zdzierżyć, tego co to się z nimi dzieje...

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO