piątek, 2 czerwca 2017

8. Szansa

— Co wy na to?
Zarówno ja, Thomas jak i Tanya, wpatrywaliśmy się w twarz Lili. Często miewałem problemy z rozróżnieniem sytuacji, kiedy Sowa była poważna, a kiedy stroiła sobie żarty. Tym razem wyglądało jednak na to, że złożyła całkiem poważną propozycję.
— Nie wiem czy to taki dobry pomysł — mruknął Lis, drażniąc podbródek kciukiem. — Nie względem ostatnich wydarzeń.
— Oj daj spokój! — Ame wyrzuciła w górę ramiona. — Nie pójdę tam sama. Bylibyście tam wy i kilkoro znajomych z roku. Chris nie będzie miał odwagi do tego, by w ogóle przejść obok.
— Ma rację — mruknąłem z uznaniem, sądząc, że Kage nieco przesadzał. — Z resztą, będziemy w pubie. Kto głupi porwałby się na zaczepki w takim miejscu.
— Z nami w pobliżu wszystko będzie w porządku — wtrąciła Tan, zgodnie kiwając głową. — Jeżeli tylko będziesz chciał, to nie będziesz musiał odstępować jej na krok, no nie?
Thomas westchnął ciężko i popatrzył w stronę okna. Od razu widać było, że nie aprobował tego pomysłu, jednak z drugiej strony czuł, że nie miał najmniejszego prawa zabraniać czegokolwiek Ame.
— Zgoda — szepnął i przymknął zmęczone powieki.
Już od kilku dni dostrzegałem, że wyglądał na coraz bardziej przemęczonego. Jego durne śledztwo wyciągało z niego masę energii, a przecież cały czas studiował i dorywczo pracował. Odtrącał każdą moją ofertę jakiejkolwiek pomocy i upierał się, że doskonale sobie radził. Tymczasem kilka dni wstecz, Josh, który jest z nim najbliżej na jego kierunku, powiedział mi, że Thomas zasnął na zajęciach. I choć wszystkich to bawiło, łącznie z wykładowcą, mi nie było do śmiechu. Po prostu się martwiłem i bałem o to, że Lis wciągnie się w coś, przez co będzie mógł wiele stracić.
— Mogłabym zabrać Nataniela?
Kiedy usłyszałem to imię, aż mną coś wstrząsnęło. Poruszyłem ustami jak ryba, zupełnie wybity z równowagi, a kiedy chciałem coś powiedzieć, zauważyłem, że Lili i Thomas, zgodnie kiwają głowami.
— Nie ma problemu. — Lili wzruszyła ramionami. — W końcu będziemy mieli okazję go lepiej poznać.
— Po prostu trochę mi głupio, bo długi czas odmawiałam mu wyjścia gdzieś, a zdążyłam się z nim ustawić na ten piątek — drążyła, kręcąc młynka palcami. — Postaram się go szybko pozbyć — zażartowała, sięgając po coś do torebki.
Miałem ochotę wybuchnąć. Mój telefon zawibrował i natychmiast popatrzyłem na wyświetlacz. Thomas napisał mi ukradkiem wiadomość, żebym się pohamował, bo ta sytuacja mogła być dla nas dogodnym momentem do obserwowania Nataniela i przyłapania go na czymś, co pozwoliłoby nam go szybciutko wyeliminować. Mimo to, wciąż odczuwałem wściekłość. A mój przyjaciel wyglądał na dziwnie rozentuzjazmowanego.
Tan na mnie nie patrzyła. Mogłem molestować wzrokiem jej lekko przygarbiony tył, jednak nie miała szansy tego wyczuć. Była zbyt dobra, nie uważałem, żeby kłamała. Zawsze miała problemy z asertywnością i ciężko było jej odmawiać ludziom, przez co nieustannie szukała złotego środka.
— Nie musisz się go pozbywać. — Thomas poklepał ją po ramieniu, podnosząc się z siedziska. — Lili ma rację.
Niebezpieczny błysk w oczach Lisa zapalił w mojej głowie lampkę. Coś było na rzeczy, byłem tego pewny. Wcale nie zależało mu na tym, by obserwować Nataniela ze względu na bezpieczeństwo Tan. On miał własne powody.

< <> >

— Masz jakiś pomysł? — zapytałem, kiedy weszliśmy do wnętrza galerii handlowej.
Przyjemne ciepło od razu chwyciło nas w swoje ramiona, odrzucając chłód panujący na zewnątrz. Zsunąłem z siebie kurtkę i obserwowałem, jak Tanya ściąga gruby szal. Widok jej odsłoniętej szyi cholernie mnie kusił, ale szybko odtrąciłem niepotrzebne myśli.
— Pokazywała mi ostatnio bluzę z Nike, która cholernie jej się spodobała — odpowiedziała, upychając czapkę i rękawiczki do torebki. — Myślę, że to byłoby okay, ale chciałabym się jeszcze pokręcić dookoła i popatrzeć na inne rzeczy.
— Nie ma problemu, mamy czas — odparłem i ruszyłem przed siebie.
Szybko mnie dogoniła. Rozglądaliśmy się dookoła, odwiedzając różne sklepy i przyglądając się bogato upstrzonym witrynom. Uwielbiałem patrzeć, jak te wszystkie kolorowe światła odbijały się w jej dużych oczach. Tanya była piękna. Nieważne w jakich warunkach mogłem ją obserwować, zawsze kusiła mnie swoim urokiem i tą niepowtarzalną nieśmiałością. Była tak cholernie unikatowa na tle tych wszystkich dziewcząt, kręcących się wokół.
— Wyjątkowa… — mruknąłem, mrużąc powieki, kiedy wpatrywała się w złocistego Maneki-neko.
— Hm? — Popatrzyła na mnie uważnie, pesząc się nagle pod naporem mojego wzroku.
— Jesteś wyjątkowa — mruknąłem, wzdychając ciężko.
— Co cię opętało? — zaśmiała się nerwowo, szybko uciekając do kolejnej półki.
Ruszyłem za nią z wolna i obserwowałem, jak bardzo próbowała unikać mojego wzroku. Stanąłem za jej plecami przy jednej z ekspozycji i oparłem brodę o dziewczęcą głowę.
— Nic — odparłem, ukradkiem układając dłonie na jej bokach. Zamknąłem powieki, wciskając nos w pachnące włosy. — Po prostu jesteś wyjątkowa.
Nie wiedziałem, po co to mówiłem, ale w środku mnie zaistniała dziwna potrzeba wyrzucenia tego z siebie. Zależało mi na czymś dziwnym. Na tym, by miała mnie wciąż w głowie. By nikt inny z niej nie wyparł biednego Noah. By pamiętała, że to właśnie ja zawsze przy niej byłem i za nic w świecie nie chciałem spaść z tej pozycji.

Wyszliśmy ze sklepu z pierwszym upominkiem, który miał być dodatkiem do głównego prezentu. Kierując się w stronę wcześniej wspomnianego sklepu, zacząłem przyglądać się ludziom. Dziwne uczucie niepokoju nie chciało mi za nic w świecie odpuścić. Przed samym wejściem do sieciówki, moje stopy odmówiły dalszej drogi.
— Noah? — Usłyszałem głos Arashi, która była już za bramkami. — Co jest?
— Nic — odparłem, wgapiając się w znajomą sylwetkę. — Wejdź tam, rozejrzyj się. Zaraz do ciebie wrócę — powiedziałem i popatrzyłem na nią — dobrze?
Skinęła zgodnie głową i zniknęła mi z oczu.
Nataniel. Prędko ruszyłem za wypatrzonym celem, który swobodnie lawirował pomiędzy tłumami ludzi. Widok jego twarzy sprawił mi niepotrzebne nerwy. Nie wiem czy nas widział. Wydawało mi się, że nie. Że był to najzwyklejszy przypadek, bo nasze miasto nie było zbyt wielkie, a galeria była miejscem spotkań wielu młodych ludzi.
— Nie uciekniesz mi — syknąłem, przyspieszając kroku.
Zbiegłem po schodach, widząc, jak kierował się w stronę wyjścia na podziemny parking. Ukrakiem przedostawałem się za nim, chcąc pozostać niezauważonym. Próbowałem zrozumieć, dlaczego to robiłem, ale nie potrafiłem. Wszystko w jego osobie mi nie odpowiadało, wydawał się być podejrzany pod każdym możliwym aspektem. Nie wiedziałem, czy rzeczywiście tak było, czy wpadałem w zwyczajną paranoję, ale wolałem mieć pewność. Stanąłem za jednym z grubych filarów, widząc, jak zatrzymał się przy czarnym Passacie B8. Wysiadł z niego jakiś chłopak. Czarna bluza przylegała do jego szczupłego ciała, a twarz kryła się w cieniu kaptura. Podali sobie ręce, a ja nagle zapragnąłem dopatrzeć się tego, kim był znajomy Nataniela. Znałem tę sylwetkę, nawet bardzo dobrze, ale nie byłem w stanie jej za nic w świecie dopasować do kogokolwiek.
Ściągnąłem brwi. Byłem niemalże pewny, że usłyszałem, jak ten gość wypowiedział imię Wilka. Aż zagotowało się we mnie w środku, choć nie miałem pojęcia o czym rozmawiali.
Nagle w popłochu zacząłem macać własne ciało w poszukiwaniu wibrującego telefonu. Nie miałem pojęcia, kto zechciał do mnie dzwonić akurat w tym momencie, ale wiedziałem, że tę osobę zabiję. Byłem jedynie wdzięczny swoim nawykom za to, że gdy przebywałem ze znajomymi, zawsze włączałem w telefonie jedynie wibracje.
— Co jest? — syknąłem, przez zaciśnięte zęby, zaniepokojony połączeniem od Tan. — Zaraz będę, przecież mów...
— Noah! Wracaj, szybko!
Struchlałem. Nieprzyjemne dreszcze przebiegły przez całe moje ciało. Widziałem, jak Nataniel wsiadał do samochodu tego typka, ale nie potrafiłem być już na tym skupiony. Głos Arashi drżał, była roztrzęsiona. Zacząłem się zastanawiać, jak długo mnie przy niej nie było.
— Co się dzieje? — Prędko zawróciłem w stronę automatycznych drzwi, przez które wychodziła grupka dzieciaków. — Tan!
— Wyszłam ze sklepu, zaczepił mnie, Noah…
Płakała, albo była tego bliska. Wiedziałem, że drżała, bo zawsze właśnie tak to wyglądało. Byłem pewny, że rozpadała się tam na małe kawałeczki, a mnie przy niej nie było.
— Kto, do cholery?!
— To chyba on, złapał mnie jak stanęłam w holu — wyłkała. — Noah, proszę!
— Już do ciebie biegnę — wysapałem, wspinając się po ruchomych schodach. Potrąciłem kilkoro ludzi, którzy rzucali pod moim adresem ciche obelgi, ale nie miałem czasu ani ochoty się do nich wracać. — Gdzie jesteś?!
— Weszłam z powrotem do sklepu.
— Nie ruszaj się stamtąd, zaraz będę!
Nie odsuwając komórki od ucha, by przypadkiem nie stracić z nią kontaktu, biegłem jak pojebany przez hol, zaciskając mocno zęby. Tan nie panikowała tak bardzo w tego typu sytuacjach, dlatego przez chwilę nie rozumiałem, czemu to się działo.
Dopóki nie uderzyła we mnie ta jedna, przerażająca myśl. On. Jej oprawca, koszmar przeszłości, kwintesencja strachu małej, bezbronnej dziewczynki. Personifikacja piekła, przez które musiała przejść.
— Tan, proszę — jęknąłem w ten pieprzony telefon, czując, jak jakaś niewidzialna siła zaciska się wokół mojej krtani. — Zaraz przy tobie będę! Zaraz będę!
Minąłem kolejne trzy sklepy, stragan z kolorowymi żelkami i stoisko jakiegoś banku. Skręciłem w lewo, przebiegłem obok restauracji i kawiarni, dostrzegając w oddali neonowy, pomarańczowy znaczek Nike. Przyspieszyłem, czując, jak kłuje mnie w płucach.
— Już jestem… — wyszeptałem, chcąc, by była tego pewna.
Byłem skupiony wyłącznie na jej osobie. Nie rozglądałem się wokół, bo to Tan była priorytetem. Pragnąłem tylko ją zobaczyć i chciałem, by zobaczyła mnie. By wiedziała, że już była bezpieczna.
— Tan — parsknąłem, dopadając ją w głębi sklepu. Przylgnęła do mnie mocno, kryjąc twarz w połach mojej bluzy. — Tanya…
Trzęsła się. Wtuliłem nos w miękkie włosy i zacisnąłem palce na komórce. Połączenie wciąż nie było przerwane, choć już miałem ją w swoich ramionach. Miałem chore wrażenie, że jeżeli się rozłączę, to ta dziewczyna wyparuje.
— Uciekł — wyszeptała, bojąc się za mnie wyjrzeć. — W momencie, gdy wpadłeś do sklepu, szybko zawrócił i uciekł.
— Kto to był? — warknąłem, ciągnąc ją nagle w stronę wyjścia. — Kto? On?
— Nie wiem, ja… — Złapała się za głowę i przesunęła dłonie na twarz, chcąc wziąć głęboki oddech. — Wpadam w paranoję.
Rozejrzałem się wokół, mocno trzymając jej dłoń. Ludzie się ze sobą zlewali. Czułem, jak krew buzowała mi w żyłach, a ostrość widzenia osłabła. Serce waliło mi jak oszalałe. Próbowałem odnaleźć jakiekolwiek argumenty na to, że to nie mógł być jej oprawca z dzieciństwa. Gdyby rzeczywiście rozpoznała jego twarz, prawdopodobnie wpadła by w stokroć gorszą panikę. A on nie obserwowałby jej tak beztrosko. Zrobiłby coś… Nie pokazałby się w takim miejscu, pełnym ludzi.
— To pewnie był jakiś pijaczyna, któremu wpadłaś w oko — zaśmiałem się nerwowo, zwracając ku niej twarz. — Mogłaś mu sprzedać kopniaka w jaja.
Prychnęła śmiechem, rozpraszając strach w złocistych oczach. Dotknąłem jej policzków, wycierając kciukami mokre ślady po łzach.
— No już, nie płacz — poprosiłem, nachylając się lekko. — Już nigdzie sobie nie pójdę, tak?
Pokiwała zgodnie głową, sięgając do torebki po chusteczki. Wysmarkała zaczerwieniony nosek i podeszła do kosza, by wrzucić do niego zużyty materiał. Rozejrzała się wokół i dotknęła swojego brzucha.
— Chodź. — Złapałem ją za ramię i poprowadziłem w stronę sektoru pełnego restauracji i kawiarni. — Zabieram cię na obiad.
— Nie, nie trzeba — stęknęła, stawiając przez chwilę opór.
— Nie odmawiaj mi — warknąłem, zabierając od niej reklamówkę z bluzą, kupioną dla Lili. W drugą dłoń chwyciłem jej chłodne palce i z głupawym uśmiechem prowadziłem ją dalej. — Rekompensata za to, że zostawiłem cię samą.

Z radością obserwowałem, jak świeciły jej się oczy. Ramen parował tuż przed jej twarzą w sporej miseczce, a zaraz obok niej dumnie prezentowały się hosomaki.
— Masz zamiar zjeść to oczyma? — zapytałem, rozdzielając swoje pałeczki.
— Możliwe… — wyszeptała, jakby w transie.
Po chwili jednak poszła w moje ślady i zaczęła pochłaniać pierwsze kęsy. Siedzieliśmy w samym rogu restauracji, w spokoju mogąc obserwować różnych ludzi, znajdujących się wokół. Dziwnie się czułem, dostrzegając przy niektórych stolikach zakochane pary. Wyglądaliśmy tak jak oni, jednak ów parą nie byliśmy. Szczególnie niespokojny poczułem się w momencie, kiedy kelner zażartował pytając o to, czy moja narzeczona pragnie skosztować jakiegoś alkoholowego wynalazku.
— Po co właściwie poszedłeś?
Jej głos zmroził mi w tamtym momencie krew w żyłach. Oczekiwała szczerej odpowiedzi. Przewlekłem swój zamglony wzrok przez wszystkie stoliki i zatrzymałem go na jej twarzy, usilnie nie chcąc połknąć kawałka wołowiny, utkwionego między zębami i policzkiem.
— Chciałem coś sprawdzić — odrzekłem po chwili.
— Co dokładnie?
— A co cię to interesuje? — Zamieszałem pałeczkami zupę, wpatrując się w żółtko jajka. — Zajmij się jedzeniem.
— Poszedłeś za kimś, wiem to — zakomunikowała spokojnie. — Zauważyłeś coś i zrobiłeś dziwną minę. Byłeś zdenerwowany.
Nie mogłem uwierzyć w to, że była wyczulona nawet na mimikę mojej twarzy. To jedynie świadczyło o tym, jak bacznie obserwowała mnie przez te wszystkie lata i uczyła się moich zachowań. Niejednokrotnie udowadniała mi, że jest stokroć lepszą obserwatorką niż ja, czy nawet Thomas.
— Wydawało mi się, że zobaczyłem kumpla z roku. — Westchnąłem, zerkając na nią. Wpatrywała się we mnie uważnie.
Nie skomentowała tego. Jej spojrzenie dało mi jasno do zrozumienia, że mi nie wierzyła i odpuściła temat. Byłem jej za to wdzięczny. Bałem się, że jak pozna prawdę, to nasze wspólne, sympatyczne popołudnie — szlag trafi.
— Za tydzień długi weekend — powiedziała zupełnie nagle, ponownie zwracając ku mnie swój roziskrzony wzrok. — Planujesz coś?
— Na pewno nie siedzenie z tobą i twoim nowym chłopakiem.
— Mówiłam ci już — warknęła, ściągając brwi — to nie jest mój chłopak.
— Więc?
— Co więc? — Widziałem jak zacisnęła palce na pałeczkach.
— Kim on dla ciebie jest, Tanya?
Umilkła, zabawnie mrużąc powieki. Zastanawiała się. I właściwie łatwo mogłem wywnioskować, że nie była to zaduma spowodowana potrzebą zmyślenia jakiegoś kłamstwa. Ona po prostu sama nie potrafiła ocenić tej relacji.
Relacji, którą tak bardzo pragnąłem zniszczyć.
— Znajomym? Kolegą? — Westchnęła, opadając plecami na oparcie fotela. — Po prostu, kimś takim. Do pogadania, do wypicia piwa…
— Zwierzasz mu się? — zapytałem, siorbiąc sobie zupkę.
— Nie. Rozmawiam z nim o zwyczajnych sprawach. O minionym dniu. Nie jest kimś, kogo chciałabym obdarowywać prywatnym życiem.
— Po co więc zabierasz go do Lili?
No i stało się. Jej słodkie usta ułożyły się w mały dziubek, a złociste oczy utkwiły spojrzenie gdzieś w centrum mojej twarzy.
— Chyba chcę, żebyście go troszkę lepiej poznali i zrozumieli, że to zwykły chłopak.
Zacisnąłem mocno pięści, kryjąc je pod stolikiem. Nie mogłem jej winić. Byłem pewny, że Nataniel grał przed nią niewinnego chłopaka, który po prostu szukał znajomości. Może wcisnął jej, że niedawno się tu wprowadził i nie miał zbyt wielu znajomych? Może pragnął wkupić się w nową paczkę? Pewnie za takiego go miała. Za ułożonego, przyjemnego chłopaczka, któremu dobrze z oczu patrzyło.
— Czemu jesteś taka naiwna? — sarknąłem pod nosem.
Jak na zawołanie w mojej głowie pojawiły się wspomnienia ze spotkania na rogu uczelnianego korytarza. Przepychanka — fizyczna, słowna. Gdybym jej o tym powiedział, za nic w świecie by mi nie uwierzyła.
— Co? — Pochyliła się do przodu, chcąc bym powtórzył swe słowa.
— Nic. Dojadaj, bo ci wystygnie.
Kolejne kilka minut spędziliśmy w milczeniu, przyglądając się ludziom wokół.
— Słodcy, co nie?
Zerknąłem na nią, zwabiony cichym głosem. Oboje obserwowaliśmy parę zakochanych, siedzących pod dużym oknem z widokiem na hol galerii. Ciągle do siebie ćwierkali, uśmiechali się słodko i karmili nawzajem, rozrzucając jedzenie po całym stoliku. Zupełnie nie przejmowali się zaciekawionymi spojrzeniami innych gości.
— Do obrzydzenia — odpowiedziałem, wciskając do ust hosomaka.
— Wyobrażasz sobie nas razem w takim stanie zakochania?
Ryż stanął mi w gardle. Patrzyłem na nią osłupiały, a ona wciąż obserwowała omawianą parkę. Zrobiło mi się dziwnie ciepło, a w brzuchu pojawiło się to cholerne mrowienie.
— Za nic w świecie — bąknąłem po przełknięciu. — W życiu.
Prawda była inna. Zaraz po jej słowach, moja wyobraźnia zrobiła swoje. Całuję jej szyję, gładzę jej włosy i nagie plecy. Dotykam kciukiem ust, kiedy tylko chcę. Tulę do siebie, trzymam za rękę, śpię z nią w jednym łóżku. To nawet nie jest połowa rzeczy, które jawnie pokazują, jak wiele rzeczy robię wbrew temu, co mówię.
— A ja tak — wyszeptała, zerkając na mnie z ukosa. — Całkiem łatwo jest mi to sobie wyobrazić.
Przesunęła dłonią po szyi. Być może zupełnie nieświadomie. A może właśnie przypomniała sobie ten wieczór, kiedy niedawno u niej byłem. Może zaczęła fantazjować, zupełnie tak jak ja.
— Co widzisz? — zapytałem cicho, nie mogąc oderwać wzroku od jej lekko uchylonych ust.
Złociste oczy przebiegły wzrokiem po mojej twarzy i utkwiły wzrok gdzieś za mną.
— Wiele — szepnęła, uśmiechając się cierpko — jednak zostawię to dla siebie. Przecież ty nie potrafisz sobie tego wyobrazić.
Zamilkłem, zdławiony w środku. Czułem się jak pet zgaszony w kałuży. Po chwili jednak w mojej głowie coś się roziskrzyło.
— To, że nie umiem sobie wyobrazić niektórych rzeczy, nie znaczy, że cię nie pożądam.
Rozchyliła usta, truchlejąc.
— Co ty wygadujesz, Noah?
— Fantazjuję — odpowiedziałem, wycierając usta serwetką. Zamknąłem powieki i uśmiechnąłem się do niej. — Skoro Nataniel to tylko znajomy, droga do ciebie wciąż jest otwarta.
— Była przez całe życie. — W jej głosie odznaczał się żal.
Żal do mnie, że nie wykorzystałem otwartej furtki. Popatrzyłem pewnie w jej oczy.
— Przyjdzie taki dzień, że w końcu wykorzystam szansę.



Od autora: Wiem, mało się działo. Ale te kilka rzeczy ma spore znaczenie. Więc je zapamiętajcie!
W przyszłym rozdziale zaserwuję wam zwrot akcji, którego raczej nikt się nie spodziewa… albo wszyscy się spodziewacie, eh. Postaram się to szybciutko napisać, bo wena wróciła.
I chciałbym podziękować tej studentce, co pisze licencjat, że znalazła chwilę o 3 w nocy, by mi to poprawić. Porównanie Noah do peta zgaszonego w kałuży, było jej śmieszkowym komentarzem, ale tak bardzo obrazowało to sytuację, że postanowiłem ów stwierdzenie wykorzystać.

2 komentarze:

  1. Czari, cosik Ci tekst wyjebało. xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ten facet, który zwie się Noah, lubi chodzić na zakupy...? Czy tylko ja nie znoszę galerii handlowych? XDD

    Już nie mogę się doczekać nexta bo nie mam co czytać. Akaaai~ Pisz szybcieeeej~

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO