niedziela, 11 czerwca 2017

9. Urodziny

Przypominam o ósmym rozdziale, który pojawił się niedawno! Żeby nikt nie zagubił się w akcji!

< <> >

Wpatrywałem się w szczupłą sylwetkę Tanyi, która wiła się pośród zgrzanych ciał znajomych. Choć początkowo oponowała, a ja sam nie chciałem wypuścić jej dalej, niż na wyciągnięcie ręki, w końcu zgodziła się zatańczyć. Miałem wrażenie, że wpadłem w jakiś trans. Ostatni raz widziałem ją tańczącą kilka lat wstecz, kiedy nie byłem jeszcze świadomy jej wpływu na samego siebie. Okay, zawsze mi się podobała i robiłem te wszystkie, dziwne rzeczy, jednak dopiero od jakiegoś czasu uświadamiałem sobie, że zaczęło mi naprawdę mocno przeszkadzać to, gdy obserwowali ją inni mężczyźni.
Była moja. Zawsze była moja. Ale dopiero od niedawna naprawdę c h c i a ł e m, by była moja.
— Dużo wypiła? — Thomas usiadł obok mnie, zostawiając Lili na drugim końcu stolika z jakimiś dziewczynami.
Po odśpiewaniu jej sto lat i wypiciu urodzinowych shotów, impreza przebiegała naprawdę w przyjemnej atmosferze.
— Może ze dwa piwa — odparłem, wpatrując się wciąż w Wilka. Sowa nie pije dużo, kiedy jest gospodarzem imprezy.
— Nie pytam o Lili — zakpił, przechylając kufel. — Pytam o Tan.
— A jakie to ma znaczenie? — zerknąłem na niego, po raz pierwszy odrywając oczy od Arashi.
Wzruszył tylko ramionami. A ja sięgnąłem po swój browar.
Tłum po chwili nieco się rozbił, kiedy ktoś zamówił wolny kawałek. Tanya ze szczerym uśmiechem, przylepionym do twarzy, podeszła do naszej kanapy i opadła na nią zdyszana. Ukradkiem wpatrywałem się w jej rozchylone wargi i kosmyki włosów, które lekko lepiły się do czoła i skroni. Miałem ochotę dotknąć delikatnej twarzy dziewczyny, ale tych dziwnych gestów raczej dopuszczałem się na osobności.
— Kiedy przyjdzie ten twój alwaro? — Lis zagadał dziewczynę, kiedy ochoczo złapała za moją szklankę i wlała w siebie troszkę chłodnego napoju. — Nieładnie jest się tak spóźniać.
— Miał tu być dziesięć minut temu — odparła, wzdychając po chwili. — Może nie przyjdzie.
— Na to właśnie liczę — mruknąłem, wyciągając z paczki papierosa.
Thomas wbił łokieć w moje żebra, a Tanya zgromiła mnie roziskrzonym wzrokiem. Zagapiłem się przed siebie, trzymając w ustach nieodpalonego szluga i w końcu się podniosłem, nie chcąc nikomu kopcić w twarz — wiedziałem, jakie to irytujące.
Byłem zaskoczony, że w pubie nie było aż tak wielu ludzi. Palarnia świeciła pustkami; stanąłem pod chropowatą, szarą ścianą z wąskim korytarzykiem pomiędzy dwiema salkami dla palących i popatrzyłem w zakrzywione lustro. Własne odbicie czasem mnie przerażało. Wyglądałem niepewnie, dziwnie. Wiecznie miałem wrażenie, że odbijająca się postać nie była mną. Coś złego kotłowało się w jej oczach.
— Mam cię!
Zlękniony, ledwo złapałem papierosa, kiedy szczupłe ramiona owinęły się wokół moich żeber. Ulubiony zapach szybko przedarł się przez nikotynowy dym i sprawił, że zrobiło mi się przyjemniej. Tan obejmowała mnie mocno, opierając prawe ucho o mój mostek i bujała się to na prawo, to na lewo. Była tak cholernie ciepła, co przyjemnie kontrastowało z chłodem, wpadającym do pomieszczenia przez wywietrzniki.
— Co robisz? — mruknąłem, obejmując ją jedną ręką.
Okryłem jej nagie ramiona częścią bluzy, po chwili wciskając nos w miękkie włosy. Nie było ze mną najlepiej. Za szybko wlewałem w siebie piwa, w ciepłym pubie, zagryzając to jedynie papierosami. Kiedy zamykałem powieki, czułem lekkie zawroty głowy.
— Szukałam cię — wyszeptała.
Odsunąłem lekko głowę, by popatrzeć jej w oczy. W palarni nadal byliśmy tylko my, a muzyka cicho dudniła zza ścian. Zaciemniony korytarzyk stał się kolejnym miejscem, w nie pierwszy raz puściły moje blokady. Miałem wrażenie, że byliśmy niewidzialni i mogłem zrobić co tylko zechciałem.
Przetarłem kciukiem jej policzek, błądząc wzrokiem po lekko zaróżowionej twarzy. Upuściłem papierosa na ziemię, by ująć drobną buzię dziewczyny w obie dłonie i zacząłem się bać.
— Szukałam... — wyszeptała.
Nie była pijana, za dobrze ją znałem.
Niestety ja byłem i to było zgubne. Pchnąłem ją na przeciwległą ścianę. Przywarła gwałtownie plecami do tego pieprzonego lustra. Przez chwilę widziałem swoje zdziczałe oczy, kiedy wpiłem usta w skórę jej szyi. Im dłużej obserwowałem samego siebie, tym bardziej bałem się, że to przestaję być ja.
Albo dopiero ten prawdziwy Noah miał zamiar się pojawić.
Zaczynałem coraz głośniej oddychać, czując, jak pożądanie przejmowało nade mną kontrolę. Tanya również nie próżnowała, choć czułem, jak próbowała mnie od siebie odsunąć.
— Jest inaczej, niż było zawsze — wyszeptała, kiedy oparłem czoło o jej głowę i oddychałem głośno, gotów ją pocałować.
Nigdy jeszcze nie chciałem tego zrobić tak bardzo jak w tamtej chwili. A ona wyglądała na przerażoną. Wiedziałem, że źle robiłem.
— Nie jesteśmy już głupimi gówniarzami, Tanya — wymamrotałem, dotykając kciukiem jej warg. Wciąż napierałem na drobne ciało, czując jej oddechy na brodzie. — Wiesz o tym, prawda?
— Wiem — jęknęła, uciekając wzrokiem.
— Nie chcę już, żeby to wyglądało tak, jak do tej pory. — Musnąłem jej nos wargami, przestając zważać na to, z jaką siłą ją trzymałem. — Naprawdę chcę…
Nie dane było mi dokończyć tej myśli. Wahadłowe drzwi się otworzyły, a do środka weszła Lili. Widząc, jak idzie w naszym kierunku, odpuściłem. Cofnąłem się, patrząc w zaszklone oczy Tanyi, dziwnie pewny siebie, zwycięski.
— Wszędzie was szukałam. — Sowa podeszła bliżej i przyjrzała się Tan.
Szatynka odwracała lekko głowę od swojej przyjaciółki, jakby nie chcąc, by Ame czegokolwiek się domyśliła. Obserwowałem to z pewną satysfakcją, opierając się o ścianę i odpalając kolejnego papierosa.
— Coś się stało? — Lili zerknęła na mnie podejrzliwie, a potem przeniosła wzrok na Arashi. — Tanya?
— Nie — odparła spokojnie i pokręciłą głową, po chwili uśmiechając się do przyjaciółki.
— Tylko rozmawialiśmy — dodałem nieproszony.
Ame wyglądała na złą. Złą na mnie. Wiedziała jaki byłem i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że moje przygłupie zachcianki krzywdziły Tanyę. Choć przyjaźniliśmy się tyle lat, ten jeden zgrzyt nigdy nie przestawał między nami istnieć. Zawsze wiedziała, jak mi się odgryźć.
Tak też było i wtedy.
— Nataniel przyszedł — oznajmiła, łapiąc Tanyę za rękę. — Choć, zna tylko ciebie.
Wilk rzuciła mi dziwne, przepraszające spojrzenie. Prawdopodobnie zdruzgotanie, jakie poczułem w tamtym momencie, wpłynęło również na moją minę. Zniknęły. Paliłem tego papierosa, mając w głowie zupełną pustkę. Nawet nie zauważyłem, kiedy kopcić zaczął się sam ustnik. Ruszyłem w końcu do drzwi, w bardzo bojowym nastroju, jednak kiedy znalazłem się już na środku pubu i zobaczyłem tego dupka, usta wygięły mi się w cynicznym uśmiechu.
Jeżeli chciałem przeciągnąć Tanyę na swoją stronę, nie mogłem być nadgorliwy i rzucać w niego mięsem. Mamuśka zawsze powtarzała mi, że żeby osiągnąć niektóre rzeczy, trzeba zacisnąć zęby i dostosować się do okoliczności.
— O jest i Noah! — Thomas był już nieco wypity. Stanąłem za Natanielem, wciskając papierosa za ucho i patrzyłem na Lisa z politowaniem. — Chodź, chodź, pilnowałem ci miejsca.
Nie patrząc na intruza, ruszyłem przed siebie, jednak by nie wyjść na totalnego buca, wyciągnąłem w bok prawą rękę. Uścisnął ją. Zastanawiałem się, czy był zaskoczony czy też na jego parszywą gębę wpełzł uśmieszek satysfakcji, ale… sam ją miałem.
Lili, jakby na złość, posadziła ich zaraz obok mnie. Choć próbowałem skupiać wzrok na wszystkim, prócz Nataniela, to ten i tak pełzł w jego stronę. Tanya zachowywała się całkiem przyzwoicie, jakby wiedziała, że moje czujne spojrzenie spoczywa na jej plecach. Za to on początkowo wydawał się być zbyt spięty towarzystwem i nami — dwójką naprutych buców, która siedziała na samym końcu i obserwowała.
— Zastanawiam się, czy się w końcu rozkręci, czy cały wieczór będzie zachowywał się jak pizda — wybełkotał Thomas, czkając po drodze.
Wzruszyłem tylko ramionami i zwróciłem wzrok w stronę wejścia, by po chwili opaść z sił, na widok znajomej twarzy. Zsunąłem się jak najniżej, zaciskając przy tym powieki, tak jakby to miało sprawić, że stanę się niewidzialny.
— Widzę cię. — Usłyszałem, jakby na własne życzenie.
Anna stanęła tuż przed nami. Popatrzyłem na Thomasa, chcąc uzyskać od niego jakąkolwiek pomoc, ale ten wciąż chyba próbował skupić zapity wzrok na jej twarzy i skojarzyć fakty.
— Cześć? — mruknąłem, mając nadzieję, że sobie pójdzie.
Jej czujny wzrok zwrócił się jednak w stronę Tan. Arashi chyba nie zdążyła jej jeszcze zauważyć, ale ja spostrzegłem coś dużo gorszego. Nataniel popatrzył w naszym kierunku, a potem prosto w moje oczy, uśmiechając się przy tym. Perfidnie chwycił za bark Wilka, a ta odwróciła się za siebie i zacisnęła mocno szczęki.
— Skurwiel — warknąłem, chcąc się poderwać, ale Thomas mnie powstrzymał.
— Uspokój się.
— Co tu robicie? — Głos Anny na nowo sprowadził mnie na ziemię.
— A co cię to interesuje? — burknąłem, spoglądając na nią. — Nie zachowuj się, jakbyśmy byli znajomymi.
Blond włosy zawirowały w czerwonym świetle klubowych lamp. Ta małpa, w towarzystwie swoich koleżanek, udała się w głąb lokalu, a ja doznałem przeczucia, że ten wieczór zakończy się jakąś niewyobrażalną tragedią.

Thomas przestał już pić, chcąc do końca imprezy nieco oprzytomnieć. Bardzo uważnie obserwował Nataniela, który w ostentacyjny sposób łasił się do Tanyi. Widziałem, że była bardzo zdystansowana, ale przegrywała z jego naporem, a kiedy zwracałem jej uwagę, że powinna być bardziej stanowcza, ta tylko spoglądała na mnie w złości.
Szybko zdążyłem się zorientować, że w gronie dziewcząt stałem się podejrzanym numer jeden, który sprawił, że Anna pojawiła się w pubie. Wszystko za sprawą tego gnoja, który bezczelnie dotykał Wilka, często patrząc mi w oczy.
Przyszedł jednak taki moment, kiedy moje przeczucia powoli zaczęły wchodzić na właściwe tory. Kiedy rozmawiałem z barmanką, która studiowała ze mną na roku, poczułem gwałtowne szarpnięcie. Prawie upuszczając szklankę z piwem, zorientowałem się, że to Tanya mnie zaatakowała.
— Co ty robisz? — mruknąłem, z przerażeniem i ulgą jednocześnie, zaciskając palce na kuflu. — Tanya, uważaj, to nie są tanie rzeczy.
— Jeżeli zaraz czegoś z tym nie zrobisz, to będę zmuszona przejść do rękoczynów — wychrypiała, patrząc na mnie spode łba.
Pokręciłem z niezrozumieniem głową, a potem popatrzyłem w kierunku, który mi wskazała. Aż zachciało mi się śmiać, kiedy dostrzegłem, jak Nataniel bajerował Annę. Stał tak blisko niej, że w mojej wyobraźni prawie ją macał.
— Są siebie warci, z tego co widzę — zakpiłem, spoglądając prosto w oczy Arashi. — Nadal go tak uwielbiasz?
— Czy ona zawsze musi stawać mi na drodze do szczęścia?
Spoważniałem. Jednocześnie strasznie mnie tym wkurwiła, bo dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że Nataniel musiał znaczyć dla niej całkiem dużo. Nawet jeżeli mówiła o zwykłej znajomości z nim, wciąż mi się to nie podobało. Z drugiej zaś zaznaczyła, że moja przeszłość z Anną też miała na nią ogromny wpływ.
— Patrzysz tylko na nią? — warknąłem, odstawiając kufel na kontuar. Zrobiłem kilka kroków w jej stronę, a ona zaczęła się cofać. — Przyjrzyj im się.
— Bronisz jej? — syknęła, a w jej oczach pojawiły się znajome ogniki.
Bez namysłu chwyciłem za niewielki podbródek. Prawdopodobnie za mocno, bo na delikatnej buzi pojawił się grymas bólu.
— Nie bronię — wycedziłem przez zaciśnięte zęby — zastanawiam się tylko, czy nie widzisz, że to ten skurwiel tam stoi i z nią kręci.
— Gdyby się tu nie pojawiła…
— To co?! — Przybliżyłem twarz do jej buzi, wciąż zaciskając palce na dziewczęcej żuchwie. — To nie zobaczyłabyś, jaki wspaniały jest twój chłoptaś?!
— To nie jest mój chłopak!
Wzniosła ręce i uderzyła nimi w moją klatkę piersiową, ale zamiast się od niej odsunąć, gwałtownie złapałem ją ręką za bok i zderzyłem nasze biodra. Roztańczeni, pijani ludzie, nie zwracali na nas uwagi. Tylko jego oczy wpatrywały się w nas z niewyobrażalną wściekłością. W końcu to ja posłałem mu ten obrzydliwy uśmiech, a potem bez zastanowienia wcisnąłem wargi w kącik ust Tanyi, by z jego perspektywy wyglądało to jednoznacznie.
Niestety w tę pułapkę nie złapał się jedynie on. Poczułem, jak Arashi traci równowagę, a mi samemu zakręciło się w głowie. Nie chcąc, by upadła, puściłem w końcu jej twarz, by chwycić ją dwoma rękoma. Sam byłem zszokowany; odsunąłem głowę i w przerażeniu patrzyłem w jej złociste oczy, ciężko oddychając.
Prawie. Cholera. Poczułem jej usta, a to sprawiło, że odjęło mi rozum. Jedynie strach powstrzymywał mnie przed tym, by nie zacząć jej całować.
— Gościu, zapierdolę ci zaraz! — Nataniel odepchnął mnie od dziewczyny.
Zachwiałem się, ledwo łapiąc równowagę, a zaraz ramię w ramię stanął ze mną Thomas. Ludzie znajdujący się najbliżej przestali tańczyć i przyglądali się, jakby oczekując bójki. Zakryłem usta pięścią, nie mogąc powstrzymać nerwowego śmiechu. Szczerzyłem się, w środku czując palące gorąco. Byłem gotów go w tamtej chwili zabić.
Przerwał coś, czego nie powinien zrobić.
— Ochłoń… — Lis zaczął mnie lekko popychać w tył. — Zaraz zainteresuje się nami ochrona.
Nie potrafiłem oderwać wzroku od złotych tęczówek, które zablokowały się na mojej twarzy. Zastanawiałem się, czy czuła to co ja. Tą chorą ekscytację, podniecenie i ból w klatce piersiowej.
Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko.

— Pocałowałeś ją? — Thomas patrzył na mnie uważnie, kiedy siedziałem na kanapie w palarni i wchłaniałem te głupie fajki, jedną po drugiej.
— Nie — odparłem, gapiąc się wciąż w jeden punkt. — Nie, nie…
— Ale…
— Nie pocałowałem — chrząknąłem, zerakjąc na niego. Uśmiechał się głupio. — Symulowałem, żeby go wkurwić, ale nie wiedziałem, że zrobi to na mnie takie wrażenie.
— Nadal masz zamiar sobie wmawiać, że nic do niej nie czujesz?
Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Wzrok spoczął na tym cholernym lustrze i mojej twarzy. W ciemnych oczach znowu piekliło się coś złego. Próbowałem rozmawiać z Lisem o czymkolwiek, żeby stłamsić w sobie te wszystkie chaotyczne uczucia. Byłem jednocześnie oszołomiony i wściekły. Gdzieś w myślach ciągle starałem się utrzymywać gniew w ryzach, bo była to impreza Lili, a ja nie chciałem wyjść na buca, który zepsuje ją własnymi zachciankami. Jednak mimo wszystko, mój honor został poważnie naruszony.
Wyszliśmy z palarni i rozeszliśmy się w tłumie. Choć starałem się odpuścić, mój wzrok nieustannie błądził po gościach i szukał Tan. Niestety, czas mijał a ja nie dostrzegałem jej w tłumie, a to zaczęło mnie za bardzo niepokoić. Wyszedłem przed pub, chcąc zaczerpnąć mroźnego powietrza i ochłonąć. Oparłem się o ścianę, gdzie zagadała mnie ta sama, znajoma barmanka. Przez chwilę żaliła mi się z problemów ze swoją dziewczyną, którą poznałem na kilku wyjściach z naszego roku. Nigdy nie afiszowały się ze swoim homoseksualnym związkiem, do tego były naprawdę sympatyczne, co przekładało się na ogólną sympatię.
— To nie ta twoja koleżanka? — Wskazała na coś za mną.
Podniosłem rozbawiony wzrok i wstrzymałem oddech. Tanya stała na parkingu przy jakimś samochodzie, a Nataniel znajdował się tuż przed nią. Zdążyłem zobaczyć, jak wyszeptał jej coś na ucho, a potem ją pocałował.
Coś w tamtym momencie we mnie pękło. Początkowo myślałem, że samo serce, jednak wciąż stałem na nogach. Wilk popatrzyła na blondyna, który uśmiechnął się do niej i wsiadł do samochodu. Kiedy odjechał, przez chwilę molwestowała wzrokiem ziemię. W końcu zwróciła się w stronę pubu i zszokowana na mnie popatrzyła. To co zobaczyłem wtedy w jej oczach całkowicie mnie dobiło.
— Ja pierdole — wyszeptałem, cofając się do środka i czując wciąż na sobie jej roziskrzone spojrzenie.
Coś zaciskało się wokół mojej krtani i sprawiało, że ciężko było złapać oddech. Wręcz zrobiło mi się niedobrze. Wpadłem do środka i pognałem prosto do łazienki, mijając Lili i Thomasa.
— Zostawcie mnie! — ryknąłem, kiedy Sowa chwyciła mnie za rękaw bluzy, tuż przed samym klopem.
— Noah, co się stało?! — pisnęła, jeszcze chwile się ze mną szarpiąc.
Byłem pijany, rozbity, przygnębiony, a przede wszystkim agresywny. Wyrwałem się dziewczynie, nie chcąc jej po prostu skrzywdzić i wpadłem do środka, wiedząc, że Thomas poszedł szukać Tan. W korytarzu zderzyłem się z jakimś chłopakiem, który sarknął coś pod nosem. Spojrzeniem dałem mu do zrozumienia, że to naprawdę nie jest odpowiedni moment, na przepychanki ze mną, bo byłem gotów kogoś zabić.
Zatrzasnąłem się w kabinie i oparłem o ścianę, odchylając do tyłu głowę. Stałem się bliski płaczu. Choć tak cholernie chciałem zrzucić na kogoś winę, wiedziałem, że najzwyczajniej w świecie należała ona do mnie. Tyle lat bawiłem się Tanyą, wiedząc, że darzyła mnie głębokimi uczuciami, a sam nie chciałem się z nią wiązać. Nie rozumiałem, dlaczego dopiero teraz byłem w stanie otworzyć oczy. Dopiero wtedy, kiedy ktoś zwyczajnie ją ode mnie odciągał i sprawiał, że miała się w nim zakochać. Lada dzień, chwila, moment. Każda kolejna sekunda mogła być tą przełomową; tą, w której życie ogłosi mi tę ohydną porażkę.
— Noah?! — Głos Thomasa wypełnił całą toaletę. Milczałem, dopóki nie zauważyłem pod drzwiami jego butów. — Wyłaź!
— Daj mi spokój — warknąłem, zaciskając pięści — inaczej przywalę ci w pysk.
— Jakoś to przeżyję, wyłaź stamtąd!
— Thomas, ja nie żartuję…
— Ja też nie. Zaraz przyprowadzę tutaj Tanyę.
Otworzyłem zamaszyście drzwi i popatrzyłem prosto w ślepia kumpla.
— Nie chce jej widzieć na oczy…
Lis zamrugał kilka razy, łapiąc mnie za barki.
— Co ty? Beczysz?
Odepchnąłem go i ruszyłem do wyjścia, bo naprawdę, za wszelką cenę, chciałem w tamtej chwili być jak najdalej od bliskich, by nikomu za wiele nie powiedzieć. Alkohol buzował we mnie razem ze złością. Wyszedłem na salę, od razu rejestrując, że niedaleko czekały na mnie Lili i wystraszona Tan. Wbiłem się jednak prosto w tłum, zły, wściekły, wkurwiony.
W jednej chwili pozbawiłem się wszystkich myśli. Skupiłem na odnalezieniu jedynej osoby, dzięki której miałem zamiar sobie ulżyć.
— Czego chcesz? — Anna popatrzyła na mnie nieco wystraszona, kiedy chwyciłem ją za rękę. — Ej!
— Idziemy.

Wpatrywałem się w biel sufitu, słysząc stłumione dźwięki poranka za oknem. Auta trąbiły na siebie, gdzieś w oddali słyszałem karetkę, a wierzchołki najwyższych budynków brodziły w stalowych chmurach. Sięgnąłem po komórkę, które nie chciała się nawet włączyć.
Anna spała obok, zupełnie naga, a ja czułem, że dopada mnie największy w życiu moralniak. Nigdy jeszcze nie postąpiłem w tak perfidny sposób. Zrozumiałem, że wykorzystałem blondynkę i zawiodłem bliskich.
Rozmowa z Tanyą, a raczej moje słowa, które wypowiedziałem do niej w palarni, odznaczały się nieprzyjemnym echem w mojej głowie. Byłem obleśnym hipokrytą. Gówniarzem. Idiotą.
Wstałem ostrożnie i zacząłem się ubierać, zbierając rzeczy z podłogi. Kiedy w rękach miałem już telefon, portfel i klucze od domu, zostało mi tylko założyć kurtkę i buty, po czym się ulotnić. W progu popatrzyłem na Annę, która przewróciła się na plecy. Nie miałem pojęcia co mogłem powiedzieć… Było mi zwyczajnie wstyd.

— Całą noc do ciebie dzwoniłam… — Mama przywitała mnie w przedpokoju, gdzie zmarnowany zrzucałem z siebie wierzchnie ciuchy. — Aż tak zabalowałeś?
— Mówiłem ci przecież, że mogę nie wrócić…
— Nie ważne — odparła, kiedy ją wyminąłem — jakiekolwiek informacje mi się należą.
— Przepraszam…
Podszedłem do lodówki z której wyjąłem sok i wypiłem duszkiem praktycznie pół kartonu. Popatrzyłem na matkę, która bacznie mnie obserwowała i rozejrzałem się za babcią.
— Jeszcze śpi? — mruknąłem.
— Tak… — Westchnęła i pogłaskała mnie po plecach. — Idź do pokoju, póki jeszcze nie wstała, to nie zrobi ci wykładu.
Byłem już tak bardzo zniszczony moralnie, że nic nie mogło tego pogorszyć. Ruszyłem jednak na górę, rzuciłem rzeczy na biurko, gdzie podpiąłem do ładowarki telefon i go włączyłem. Zrzuciłem z siebie ubrania i złapałem w ręce świeżą bieliznę, po czym udałem się do łazienki.
Po prysznicu miałem zamiar jeszcze trochę podrzemać, jednak po sprawdzeniu komórki, sen prawdopodobnie przez najbliższy czas nie miał szans mnie otumanić. Kolejne wiadomości doszczętnie sprawiły, że odechciało mi się żyć.
Thomas: Przesadziłeś, Noah.
Lili: Zachowałeś się jak ostatnie ścierwo.
Numer nieznany: Mówiłem, że nie warto mnie prowokować, Kruku.
Tanya: Już mi wszystko jedno.


Od autora: Tym razem serio, jak ktokolwiek powie, że to wina Tan, to zamykam tego bloga po tym rozdziale. xD
Totalnie nie chodzi mi w tym momencie o to, że wymagam od was komentarzy, tylko przypominam, że całkiem niedawno po dłuższej przerwie pojawił się rozdział ósmy, a nie wiem, czy najaktywniejsi interesancie się z nim zapoznali.
No, i koniec wielkiego love, którego tak nie znosiliście. Ogłaszam żałobę.
Mayako zgodziła się na to, żebym jednak wziął udział w konkursie na Lapidarium Narutowskim, więc niedługo pewnie podrzucę wam tutaj narutowską partóweczkę. Jeszcze nie mogę się zdecydować na konkretny paring, bo chciałbym jednak wcisnąć w to troszkę romansu, no ale... MUSZĘ MILCZEĆ. W KOŃCU PRACE BĘDĄ ANONIMOWE. W sumie nie mogę się doczekać, aż nad tym usiądę, więc EOT może na jakiś czas ucichnąć. Choć, kto wie...

17 komentarzy:

  1. Nie wiem co mam myśleć o tym rozdziale bo z jednej strony mi się cholernie podobał a z drugiej... no... Mam lekki niedosyt. XDD

    No i oficjalnie mogę powiedzieć, że tym razem to Noah jest małym kurwiszonem bawiącym się tą biedną dziewczyną i aż mi się jej robi szkoda. No cóż... Jak tamten jest tchórzem to niech się nie dziwi, że poszła do innego. XDD

    Nie no, a teraz tak na serio. Teraz to i mi się zrobiło szkoda Anny. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podbijam Annę. xD Może i była ździrą, ale teraz to wyszło na to, że była nią przez niego. xD

      Usuń
    2. Oj tam, oj tam. Ona lubi takie sporty. xD

      Usuń
    3. O jezu! Rykłam śmiechem. A rozmawiam z mamą, Akai. XDDD

      Usuń
  2. Ja tam się ogólnie jaram jak zawsze, zwłaszcza sceną w palarni i symulacją pocałunku, ale Noah pokazał swoją taką typową naturę faceta. Oczywiście nie mówię, że każdy taki jest, broń Boże, ale tu wjechały takie stereotypy. 1. Pies ogrodnika. 2. Wkurwiła mnie, więc ją dojadę <- baby też tak robią. Ale mam wrażenie, że Tanya go jeszcze bardziej dobije, bo ile razy już powtórzyła, że Nataniel nie jest jej facetem? To Noah sobie to wmówił, bo ten blondynek ewidentnie coś knuje i okręca sobie Tan wokół palca.

    Jestem epicko ciekawa, jak to będzie dalej wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieszysz się, jak Ci powiem, że będzie jedynie coraz gorzej?

      Usuń
  3. Coś niesamowitego. Pierwszy raz widze, żeby w blogosferze pisał tkak super facet do tego tak szczerze, nie idealizując swojej płci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie dosyć realistyczne podejście lubię mieć, po prostu.

      Usuń
  4. Śmiesznie, bo jakiś czas przed dodaniem tego rozdziału kminiłam sobie, że motyw tej Anny był całkiem taki zbędny. Że w zasadzie nie wniosła nic szczególnego, jedynie przybrudziła historię Noah, a potem zniknęła na tak długo, że chyba każdy zdążył o niej zapomnieć. Moja moc krakania jest obrzydliwa. XD
    I w sumie do samego końca wyczekiwałam zwrotu akcji, w którym udział miałaby oczywiście Tanya, Nataniel, ten cały prześladowca i ewentualnie Thomas, który znowu na początku zachowywał się dość dziwnie, a to wszystko potoczyło się w tak innym kierunku, że byłam tym zwyczajnie zaskoczona tym zakończeniem. No i scenka w palarni była strasznie super, a Noah potem poza tym, że pijaniutki, to i dziecinny taki. A i strasznie chciałabym móc ją, Ankę, uderzyć kilkukrotnie, za Tanyę. :-( Ukazanie jej charakteru w ogóle nie wzbudza we mnie litości tylko dlatego, że tym razem została perfidnie zwerbowana przez Kruka. xD
    No i ogólnie to chyba jakoś tak mi smutno XD Mam jakiś niemiły posmak po tym. Jak ta dziesiątka jest już załadowana na sto to ja poproszę, nawet jeśli ma być gorzej, ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ręką na sercu przyznaję, że umiejscowienie Anny w tym opowiadaniu, miało być takie, jak zakładałaś. Ona miała nic nie wnieść, miała być takim przecinkiem. Ale mam co do jej osoby nieco większe plany. :D

      Dziesiątkę jutro wysyłam do Mayako. :3

      Usuń
  5. Dżisaj krajst, co to się porobiło xD I tak najbardziej nie mogę przeżyć, że tak szybko idzie ci pisanie, podczas gdy ja wlokę się daleko w tyle xD Mam wrażenie, że w ostatnim rozdziale to wszystko zwyczajnie pierdolnie; ten facet, który gnębi Tan, uczucia jej i Noah, i ten cały Nataniel. Aż mam ciarki na samą myśl :D Wszystkie twoje rozdziały mają taką niesamowitą otoczkę wokół siebie. Niby taki zwykły romans, ale tylko czekać, aż coś się stanie xD
    Nie sądziłam, że z Kruka taki bed boj xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, takiej bomby nie wsadzę w jeden rozdział, ale na pewno niejednokrotnie jeszcze coś jebnie. xD

      Usuń
  6. Minuta ciszy dla mojego komentarza, który zginął w czeluściach Internetu [*]

    Boże, jak ja ostatnio nie mam ochoty komentować. W sumie nie mam na nic ochoty. No nieważne.

    A wiesz, że ja nadal lubię Noaha? No może nie lubię, ale na pewno nie nienawidzę. Prawdopodobnie dzięki tym dwóm fragmentom:
    Byłem obleśnym hipokrytą. Gówniarzem. Idiotą. i Było mi zwyczajnie wstyd., bo gdyby nie żałował, to już by nie żył. Bo co jak co, ale Tanya miała pełne prawo do bycia z Natanielem, a to, że wcześniej nie powiedział jej, co czuje i po prostu się z nią „bawił“, to już jego problem.
    Ale i tak mu współczuję. Nie wiem, jak ty to robisz, Akai, ale ja po prostu mu cholernie współczuję, nawet jeśli powinnam go znienawidzić, znielubić czy chociaż ochrzanić. Ale nie mogę. Wszystko opisałeś tak, że znając jego motywy, to, jak się czuł, kiedy ją zobaczył, rozumiem go. Przynajmniej po części xD
    Ciekawi mnie, kim w końcu okaże się Nataniel. Nawet nie snuję własnych domysłów, bo pewnie się okazałyby błędne i tylko bym się skompromitowała xD Ale nie oczekuję szybkiego rozwiązania tej... zagadki? To dopiero 9/20 całości, przecież potem też musi się coś dziać! Ale w sumie trochę tych wątków namnożyłeś, więc nie mam się o co bać.

    Boże, ale leje, jeszcze mi Internet padnie, jak ostatnio ;__;

    Kocham scenę, koedy Noah płacze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mi Internet działa, więc ci coś przekopiuję. Raczej to nie jest powód do radości xDD Wait. Aha, wybacz brak cudzysłowów.

      1. Wpatrywałem się w szczupłą sylwetkę Tanyi, która wiła się pośród zgrzanych ciał znajomych. Choć początkowo oponowała, a ja sam nie chciałem wypuścić jej dalej, niż na wyciągnięcie ręki, w końcu zgodziła się zatańczyć. — wiesz, że ciągle mówisz o sylwetce? Że to sylwetka oponowała itd.
      2. Okay, zawsze mi się podobała i robiłem te wszystkie, dziwne rzeczy (...) — bez przecinka.
      3. (...) impreza przebiegała naprawdę w przyjemnej atmosferze. — to nie jest błąd jako błąd, ale zastanawiam się, czy nie chodziło ci o naprawdę przyjemną atmosferę.
      4. Tanya ze szczerym uśmiechem, przylepionym do twarzy, podeszła do naszej kanapy i opadła na nią zdyszana — nie traktowałbym tego jako wtrącenia i usunęłabym przecinki.
      5. Zaciemniony korytarzyk stał się kolejnym miejscem, w nie pierwszy raz puściły moje blokady. — co? Chyba w nim.
      6. Wiedziała jaki byłem i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że moje przygłupie zachcianki krzywdziły Tanyę. — przecinek przed „jaki“.
      7. — O jest i Noah! — Thomas był już nieco wypity. — po „O“ przecinek.
      8. Zastanawiałem się, czy był zaskoczony czy też na jego parszywą gębę wpełzł uśmieszek satysfakcji, ale… sam ją miałem. — przecinek przed drugim „czy“.
      9. (...) by po chwili opaść z sił, na widok znajomej twarzy. — bez przecinka.
      10. — Gościu, zapierdolę ci zaraz! — ci czy cię?
      11. Tą chorą ekscytację — tę.
      12. — Nie pocałowałem — chrząknąłem, zerakjąc na niego. — zerkając xD
      13. Niestety, czas mijał a ja nie dostrzegałem jej w tłumie, a to zaczęło mnie za bardzo niepokoić. — powtórzenie plus przecinek przed pierwszym „a“.
      14. Oparłem się o ścianę, gdzie zagadała mnie ta sama, znajoma barmanka. — bez przecinka między „sama“ i „znajoma“.
      15. (...) były naprawdę sympatyczne, co przekładało się na ogólną sympatię. – Aha. Powtórzenie?
      16. Kiedy odjechał, przez chwilę molwestowała wzrokiem ziemię. — molestowała.
      17. To co zobaczyłem wtedy w jej oczach całkowicie mnie dobiło. — przecinki po „To“ i „oczach“. Ten fragment o zobaczeniu czegoś w oczach jest wtrąceniem.
      18. — Ja pierdole (...) — jedno z moich ulubionych <33 Pierdolę.
      19. (...) naprawdę nie jest odpowiedni moment, na przepychanki ze mną (...) — wiadomo, że z Noahem, nie musisz tego pisać.
      20. Nie miałem pojęcia co mogłem powiedzieć… — przecinek przed co.
      21. — Nie ważne — odparła (...) — Nie wierzę. Ty tak specjalnie, co nie? Zaraziłeś się od Mai. Niedługo zacznę was hejtować.
      22. Podszedłem do lodówki z której wyjąłem sok (...) — przecinek po „lodówki“.
      23. Popatrzyłem na matkę, która bacznie mnie obserwowała i rozejrzałem się za babcią. — przecinek przed „i“.
      24. (...) jednak po sprawdzeniu komórki, sen prawdopodobnie przez najbliższy czas nie miał szans mnie otumanić. — bez przecinka.

      Chyba nikomu się nie chce tego czytać xD

      Usuń
    2. Nie chce mi się poprawiać przecinków. :P
      Co do nie ważne odkąd pamiętam tak piszę, weszło mi w krew, mimo zakodowanej w głowie, poprawnej pisowni.
      Wiele błędów popełnia się szybko coś dopisując. Ogólnie nie uważam się za jakiegoś literata więc i nie przywiązuję specjalnej wagi do takich drobnostek. Skupiam się raczej na tym, co chcę przekazać, na samym sensie dla którego istnieje to opowiadanie. W ogóle uważam, że powielające się błędy są swego rodzaju wizytówką autora. xD
      A tak swoją drogą, to dziękuję. Szanuję taką skrupulatność. :D

      Co do komentarza właściwego - właśnie o to też mi chodzi. Staram się przekazać tą męską nieczystość, ale też pokazać, że żałujemy swoich błędów i często jesteśmy bardzo świadomi ich popełniania... tylko po czasie.

      W Drammen też dziś popadało. [*]

      Dziękuję za komentarze!

      Usuń
    3. Nigdy się nikomu nie chce tego poprawiać xD
      Dla mnie wizytówką autora jest styl, ale co kto woli. A błędów się nie doszukuję specjalnie, tylko po prostu je zauważam jakoś automatycznie (przynajmniej zazwyczaj xD).

      Pokazuj dalej, podoba mi się :D

      Usuń
  7. Czuję mały emocjonalny rollercoaster.
    Zazdrosny, pijany i zagniewany facet... pierwsza i trzecia cecha mogą wydawać się całkiem seksowne, ale w połączeniu z drugą to katastrofa.
    Nie pochwalam tego, co on zrobił -.-

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO